Spełnione marzenia <3

Witajcie,

Chciałam Wam bardzo mocno podziękować za wczorajszą reakcję na wpis „Ooops we did it again;)” o naszej kolejnej ciąży. Wasze komentarze, słowa wsparcia i życzenia dodały mi otuchy i nie przewiduję już innej opcji jak ta, że czeka nas szczęśliwe rozwiązanie. Na dodatek dzisiaj przyszły pocztą nasze wyniki badań prenatalnych (test z krwi papp-a) i wszystko jest cacy, dzidzia zdrowa <3

Dostałam od Was wiele wiadomości prywatnych, które czytałam do późnej nocy, a które wycisnęły mi niejedną łzę. Bardzo dziękuję Wam za zaufanie i za te piękne, prawdziwe, wzruszające „listy”. Postaram się w najbliższym czasie odpowiedzieć na wszystkie. Kilka z tych wiadomości to historie, które dają nadzieję i uznałam, że warto je opublikować. Za zgodą ich autorek postanowiłam się nimi z Wami podzielić.

Wiecie, kiedyś miałam taki pomysł, że założę bloga o niepłodności. Długo wahałam się z realizacją tego planu i wtedy natrafiłam na bloga położnej Ani – To w środku. Zagłębiłam się w treści bloga Ani i już wtedy wiedziałam, że nic lepszego nie uda mi się stworzyć. To w środku to wyjątkowy blog dla ludzi, którzy walczą z niepłodnością, marzą o zdrowiu, dobrym jedzeniu i szczęśliwym macierzyństwie.

Wczoraj kilka osób spytało mnie jakie badania powinny wykonać w przypadku problemów z płodnością. Polecam więc Wam TEN WPIS Ani, w którym znajdziecie pomocną listę.

A teraz szykujcie kocyk, herbatkę i zapraszam do lektury:)

 

Ania [36 lata]

Miałam 22 lata, gdy zaszłam w pierwszą ciążę. Była to, można powiedzieć, taka trochę świadoma wpadka;) Nie spytałam o zdanie mojego ówczesnego chłopaka (dzisiaj męża), bo bałam się, że nie będzie chciał jeszcze zostać ojcem. Dziś mam takie myśli, że los się na mnie mścił za ten mój niesprawiedliwy plan. Lena urodziła się w terminie, była śliczna i zdrowa. Oboje oszaleliśmy na jej punkcie jednak mój mąż stanowczo odmawiał drugiego dziecka. Na początku nie czułam presji, rozumiałam, że mąż ma inne priorytety – dom i rozwój naszej wspólnej firmy. Finansowo wiodło nam się dobrze, szybko zamieszkaliśmy w nowym domu. Wtedy okazało się, że firma ma problemy finansowe i musiałam poszukać etatu. Zagrzałam miejsce dopiero na 3 etacie, a to poszukiwanie stabilizacji zajęło nam kilka lat. Aż dobiłam do 30tki. W dniu 8 urodzin Leny po raz setny podjęliśmy rozmowę o drugim dziecku. Paweł zgodził się i przestaliśmy się zabezpieczać. Minął rok i… nic. Minęły prawie 2 lata i… nic. Wtedy zaczęliśmy szukać pomocy u lekarzy. Rozpoczęliśmy leczenie i nawet szybko udało nam się zajść w ciążę. W Święta ogłosiliśmy rodzinie nasze oczekiwania a w Sylwestra opłakiwaliśmy stratę:( Było mi cholernie ciężko. Zmobilizowałam się po 4 miesiącach do kontynuowania leczenia. Minął kolejny rok i straciłam nadzieję. Byłam zmęczona, opuchnięta i zrezygnowana. Każdy mówił żebym wyluzowała a te słowa działały na mnie jak płachta na byka. Podjęliśmy decyzję o próbie in vitro. Naprawdę nie wierzyłam, że może się udać, ale dzisiaj, gdy tulę mojego 2-miesięcznego synka do piersi mam ochotę krzyczeć z radości. Przeczytałam wczoraj Twój wpis i się popłakałam – dlaczego tak długo zwlekaliśmy z decyzją? Dlaczego zawsze zwalaliśmy wszystko na „nieodpowiedni czas”? Może nie musielibyśmy przechodzić tej trudnej drogi, gdybyśmy podjęli decyzje wcześniej. Mieliśmy dużo szczęścia, że się jednak udało. Nie poddawajcie się dziewuchy!

 

Patrycja [31 lat]

Moje małżeństwo rozpadło się z powodu niepłodności. Gdy po ślubie podjęliśmy decyzję o dziecku do głowy mi nie przyszło, że coś może pójść nie tak. Wzięliśmy ślub, dostaliśmy od rodziców mieszkanie i wszystko szło jak po maśle. Gdy przez rok nie zachodziłam w ciążę mój mąż zasugerował badania. Wyniki były w normach, więc lekarz zalecił cierpliwość. Jednak cierpliwości tej nam brakowało. Coraz częściej kłóciliśmy się, mijaliśmy się we własnym domu, mąż traktował mnie jak cień. Przestaliśmy się nawet już kochać z miłości, nasz seks był mechaniczny (w odpowiednich dniach cyklu). Psychicznie oboje byliśmy wykończeni. Czułam, że nie spełniam się w roli żony. Czułam się winna i niepotrzebna, a on coraz częściej rzucał aluzje, że właśnie tak jest. Nasza miłość wypaliła się, zabrakło wsparcia, zrozumienia i postanowiliśmy się rozwieść. To był trudny i stresujący czas. Związałam się z kimś innym i zaszłam w ciążę po 3 miesiącach znajomości;) Dziś jestem mamą Antosia i jestem bardzo szczęśliwa.

 

Kamila [29 lat]

Podobnie jak ty długi czas leczyłam się hormonalnie. Niestety nie przyniosło to rezultatu i zdecydowaliśmy się na inseminację. Inseminacja również zawiodła i rozpoczęliśmy przygotowania do in vitro. Dalej nic. Próbowaliśmy wszystkiego – zmiany klimatu, wyjazdów, diet i feng shui. Nacisk otoczenia wykańczał mnie psychicznie. Otaczały mnie kobiety w ciąży!! W kolejkach w sklepie, w aptece, w parku, w pracy! Czułam się jak w potrzasku:( Pewnego wieczoru, gdy już nie wytrzymałam i zryczałam się jak bóbr mój mąż, który dotychczas bardzo oponował, zgodził się na adopcję. Ta decyzja mnie uratowała. Odżyłam. Poczułam przypływ świeżej energii, schudłam 8 kilogramów i z uśmiechem na twarzy ogarniałam wszystkie procedury adopcyjne. Choć wiedzieliśmy, że czeka nas długa droga wiedzieliśmy, że się uda i w naszym domu pojawi się dziecko. Gdy byliśmy już w zaawansowanym procesie adopcyjnym okazało się, że… jestem w ciąży. Nie potrafię nawet opisać co wtedy czułam! Pani z ośrodka adopcyjnego zasugerowała by w tej sytuacji zaczekać z decyzją. Dzisiaj jestem mamą rocznej Amelki. Moje marzenie spełniło się, ale razem z mężem postanowiliśmy, że jeszcze raz przystąpimy do próby adopcji. Wierzymy, że jakieś dziecko czeka tam na nas, naszą miłość i swoją siostrę Amelkę.

 

<3

 

 

Może też Ci się spodoba?

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.