Wielki konkurs na Dzień Dziecka :)

Witajcie!:) Za 10 dni będzie Święto wszystkich dzieciaczków 🙂 Z tej okazji zebrałam zacne grono sponsorów, którzy chcą obdarować Was i Wasze pociechy wyjątkowymi prezentami <3

Zanim przedstawię zasady udziału w konkursie poznajcie NAGRODY i 28 Wspaniałych <3

 

NAGRODA 1

sponsor: Endo

nagroda: bon 100zł do wykorzystania w sklepie internetowym endo.pl

Poznaj i pokochaj Endo!

strona www: https://endo.pl/

fanpage na Fecebook’u

instagram endo.pl

 

NAGRODA 2

sponsor: Sonko

nagroda: Box Sonko z zapasem produktów zarówno z asortymentu ryżu i kasz jak i zdrowych przekąsek typu wafle superfoods czy też pieczywo lekkie + lunchbox dla dziecka i dla mamy 🙂

Poznaj i pokochaj Sonko!

strona www: http://sonko.pl/

fanpage na Facebook’u

instagram sonkodbajosiebie

 

NAGRODA 3

sponsor: minimilla

nagroda: 2x wybrana bonnetka

Poznaj i pokochaj Minimilla!

strona www: https://www.minimilla.pl/

fanpage na Facebook’u

instagram minimilla_pl

NAGRODA 4

sponsor: Lulando

nagroda: tipi <3

Poznaj i pokochaj Lulando!

strona www: https://sklep.lulando.pl/

fanpage na Facebook’u

instagram _lulando

 

NAGRODA 5

sponsor: minko.co

nagroda: voucher 100zł na zakupy w minko.co

Poznaj i pokochaj minko.co!

strona www: http://minko.co/

fanpage na Facebook’u

instagram minko.co

 

NAGRODA 6

sponsor: sklep Manfi

nagroda: bon na zakupy w sklepie manfi.pl 

Poznaj i pokochaj Manfi!

strona www: http://www.manfi.pl/

fanpage na Facebook’u

instagram manfi.pl

 

NAGRODA 7

sponsor: podpisane.pl

nagroda: 2x zestaw do żłobka/przedszkola wartości 104zł każdy

Poznaj i pokochaj Podpisane!

strona www: http://www.podpisane.pl/

fanpage na Facebook’u

instagram podpisane

 

NAGRODA 8

sponsor: babiesinspire

nagroda: zestaw angielskich książeczek wartości ok.170zł <3

Poznaj i pokochaj Babies inspire!

strona www: http://babiesinspire.pl/

fanpage na Facebook’u

instagram babiesinspire.pl

 

NAGRODA 9

sponsor: puer et puella

nagroda: zestaw gryzak standardowy lub giętki + zawieszka do smoczka w dowolnym kolorze:)

Poznaj i pokochaj Puer et puella!

fanpage na Facebook’u

instagram puer.et.puella

instagram mommy_little_k

 

NAGRODA 10

sponsor: Poduchy Martuchy

nagroda: kocyk 100x100cm

+ płaska podusia 30x40cm z bawełny o strukturze wafelka z ozdobnymi chwostami

(do wyboru kolor ecru , szary, jagoda, musztarda, pudrowy róż)

+ poduszka gwiazdka 50cm

Poznaj i pokochaj Poduchy Martuchy!

strona www: http://www.poduchymartuchy.pl/

fanpage na Facebook’u

instagram poduchymartuchy

 

NAGRODA 11

sponsor: Steven

nagroda: 1 komplet 10 dowolnych skarpetek

Poznaj i pokochaj skarpetki Steven!

strona www: https://sklepsteven.pl/

fanpage na Facebook’u

instagram steven_socks

NAGRODA 12

sponsor: NyNy kids

nagroda: instamata (jedna z dwóch do wyboru – Mała księżniczka lub Tak rosnę!:))

Poznaj i pokochaj Nyny kids!

strona www: http://nynykids.pl/

fanpage na Facebook’u

instagram nyny.kids

 

NAGRODA 13

sponsor: malinami

nagroda: bon 200zł na zakupy u malinami

Poznaj i pokochaj malinami!

strona www: https://www.malinami.pl/

fanpage na Facebook’u

instagram malinami.pl

 

NAGRODA 14

sponsor: bambolina

nagroda: Buciki owieczki i czapeczka pixie kremowa lub szara (do wyboru rozmiar 6-12 mc)

Poznaj i pokochaj bambolina!

strona www: https://bambolina.pl/

fanpage na Facebook’u

instagram bambolina.pl

 

NAGRODA 15

sponsor: Lovi

nagroda: Zestaw premierowej kolekcji Buddy Bear <3 (rozmiar smoczków do wyboru)

Poznaj i pokochaj Lovi!

strona www: https://lovi.pl/pl/

fanpage na Facebook’u

instagram lovipolska

 

NAGRODA 16

sponsor: Sango trade

nagroda: pufa i kosz na zabawki (2 wzory do wyboru – ptaszki oraz słoneczna przygoda:))

Poznaj i pokochaj Sangotrade!

strona www: https://www.sangotrade.pl/pl/

fanpage na Facebook’u

instagram sangotrade.pl

 

NAGRODA 17

sponsor: SIAMKUKA

nagroda: ręcznie wykonywana książeczka typu quiet book, która angażuje dzieci w wykonywanie prostych manualnych zadań. Zabawki te wspierają rozwój intelektualny, a także pobudzają kreatywność maluchów. Ciekawa forma sprawia, że nauka staje się zabawą. Wartość nagrody to 180 zł, zwycięzca wybiera kolor przewodni książeczki oraz strony, które będą zawarte w Siamkuce, oferta dostępna na stronie http://www.siamkuka.pl.

Poznaj i pokochaj Siamkuka!

strona www: http://www.siamkuka.pl/

fanpage na Facebook’u

instagram siamkuka

 

NAGRODA 18

sponsor: La Millou

nagroda: Kura Babci Dany – Velvet Collection – Denim – do karmienia, przytulania czy spania. Może służyć również rodzicom – w podróży, jako poducha pod laptopa, do odpoczynku  przy książce lub przed telewizorem:)

Poznaj i pokochaj La Millou!

strona www: https://www.lamillou.com/

fanpage na Facebook’u

instagram la_millou

 

NAGRODA 19

sponsor: Juniorowo blog

– blog, w którym rodzice starszych dzieci – od pierwszaka do nastolatka – znajdą pomocną wiedzę i inspirację.

nagroda: zestaw przepięknych książeczek wartych ok.500zł!

Poznaj i pokochaj Juniorowo!

strona www: https://www.juniorowo.pl/

fanpage na Facebook’u

instagram juniorowo.pl

 

NAGRODA 20

sponsor: Salon optyczny Opticon – Lębork

nagroda: Nagroda NIESPODZIANKA (cudowna!<3) dla dzieciaczka o wartości 200zł 🙂

Poznaj i pokochaj Opticon!

Salony optyczne OPTICON:

ul. Zwycięstwa 31, ul. Staromiejska 21, ul. Toruńska 6
84-300 Lębork

fanpage na Facebook’u

 

NAGRODA 21

sponsor: Nudy nie ma

nagroda: Zestaw dwóch dowolnych plakatów (jeden 50×70, drugi 30×40)

Poznaj i pokochaj Nudy nie ma!

strona www: http://nudyniema.pl/

fanpage na Facebook’u

instagram nudyniema

 

NAGRODA 22

sponsor: Loony bin

nagroda: PORTRET NA ZAMÓWIENIE
wykonywany przez ilustratorkę Kasię Matyjaszewską z dostarczonego zdjęcia + wydruk w formacie 30 x 40 cm.

Poznaj i pokochaj Loonybin!

strona www: http://loonybin.eu/

fanpage na Facebook’u

instagram loonybinstudio

 

NAGRODA 23

sponsor: Snap the moment

nagroda: komplet satynowej pościeli z wypełnieniem (kołderka + poduszka) Flower birds baby

Poznaj i pokochaj Snap the moment!

strona www: https://snapthemoment.pl/

fanpage na Facebook’u

instagram snapthemoment.babies

 

NAGRODA 24

sponsor: Lamama

nagroda: bon 150zł do wykorzystania w sklepie Lamama

Poznaj i pokochaj Lamama!

strona www: https://lamama.sklep.pl/

fanpage na Facebook’u

instagram lamamalove

 

NAGRODA 25

sponsor: MiniBe

nagroda: basen + 200 piłeczek

Poznaj i pokochaj MiniBe!

strona www: https://minibe.pl/pl/

fanpage na Facebook’u

instagram mini.be

 

NAGRODA 26

sponsor: Mailo

nagroda: voucher 200zł na ubranka od Mailo

Poznaj i pokochaj Mailo!

fanpage na Facebook’u

instagram mailo_shop_

 

NAGRODA 27

sponsor: Blank space

nagroda: ręcznie malowana grafika – imię w wianku lub imię pisane obrazkami <3

Poznaj i pokochaj Blank space!

strona www: http://blankspace.pl/

fanpage na Facebook’u

instagram blankspace.pl

 

NAGRODA 28

sponsor: Hencz Toys

nagroda: piłka Takane, grzechotka Tymek oraz piłeczki sensoryczne dla maluszka 🙂

Poznaj i pokochaj Hencz Toys!

strona www: https://hencztoys.pl/

instagram hencztoys

 

 

Podobają Wam się?

To czas je wygrać! 😀

Zasady konkursu:

  1. W komentarzu pod tym postem napisz w co (lub czym) najbardziej lubiłaś/lubiłeś bawić się, gdy byłaś/byłeś dzieckiem? 🙂 Przenieś się w czasie i opowiedz mi jak byłaś mistrzynią grania w gumę czy królem zabawy w chowanego! Nie pisz referatów, nie twórz poematów – bądź sobą! Nagrodzimy najbardziej kreatywne odpowiedzi 🙂
  2. Koniecznie pozostaw swoje imię, nazwisko oraz adres e-mail. Nie bój się o rozpowszechnianie swoich danych osobowych! Adres e-mail wpisany w odpowiednie okienko komentarza widoczny jest tylko dla administratora, czyli dla mnie 🙂
  3. Możesz zasugerować, o której nagrodzie marzysz <3 ale nie jest to jednoznaczne z wygraniem właśnie tej rzeczy 🙂
  4. Konkurs trwa od 22 do 27 maja do godz.23:59
  5. Wyniki zostaną ogłoszone do 1 czerwca:) edit 😉 -> wyjechalismy na krotki urlop! chcialabym sprawiedliwie przeczytac wszystkie komentarze dlatego wyniki beda 5 czerca na 101% 🙂 prosze o cierpliwosc ;*
  6. Proszę nie kontaktować się ze sponsorami w sprawie wygranej:) Osobą kontaktową jestem ja – mommydraws.blog@gmail.com
  7. Wszelkie odpowiedzi zerżnięte z internetów będą dyskwalifikowane 😉
  8. Sponsorom będzie szalenie miło jeśli polubicie ich kanały (fanpage oraz instagram)
  9. A mi będzie ogromnie miło jeśli udostępnicie >>TEN<< plakat 🙂
  10. Bawcie się dobrze!

Dominika 🙂

 

WYNIKI

  1. Endo – bon 100zł – Magdalena Banek madziia88@xxx
  2. Sonko – box pełen pyszności – Magdalena Kłobukowska klobukowska@xxx
  3. Minimilla – 2 wybrane bonnetki – 1 dla Natalia Reszka natalkqa@xxx ; 2 dla Karolina Hanczyk karolina.l@xxx
  4. Lulando – tipi Anna Mierzwińska aniatsu@xxx
  5. Minko.co – 100zł zniżki – Ewa Verdal ewa.vedral@xxx
  6. Manfi – 200zł na zabawki – Aleksandra Greszczeszyn szymusiowa@xxx
  7. Podpisane.pl – zestaw naklejek x2 – Karolina Gwiszcz com@xxx i Sylwia Domagała sypolwia@xxx
  8. Babiesinspire – książeczki – Anna Kułak-Jackiewicz tetsabe@xxx
  9. Puer et puella – gryzak i zawieszka – Kasia Czaja kasiaczaja@xxx
  10. Poduchy Martuchy – podusia i kocyk – Małgorzata Filip malgorzatanaczk2@xxx
  11. Steven – komplet 10 skarpet – Zuzia Chowaniec zuziekkk@xxx
  12. Nyny kids – instamata – Natalia Jarocka jarocka.blog@xxx
  13. Malinami – bon na 200zł – Tereska Komiago paniterka@xxx
  14. Bambolina – buciki i czapeczka – Justyna Gajzner justynaantonczak@xxx
  15. Lovi – zestaw buddy bear –
  16. Sango trade – kosz i pufa – Patrycja Kozłecka-Kozłowska  patrycja.kolecka@xxx
  17. Siamkuka – personalizowana książeczka – Małgorzata Wojnarowska mamaprogramistka@xxx
  18. La millou – kura do karmienia – Dagmara Ostrowska ostrowska.dag@xxx
  19. Juniorowo – mega zestaw książek – Monika Chmielewska weronikka1@xxx
  20. Opticon – niespodzianka za 200zł – Paulina Muczyńska paulinamuczynska@xxx
  21. Nudy nie ma – plakaty – Emilia Syldatk syldatk92@xxx
  22. Loony bin – portret dziecka – Karolina Stęplewska- Rogala s.rogala@gmail.com
  23. Snap the moment – zestaw pościeli – Paweł Dudek dudek85@xxx
  24. Lamama – bon 150zł – Marta Kaciuban mkaciuban@xxx
  25. Mini.be – basen z piłeczkami – Marlena Pietkiewicz maadlen18@xxx
  26. Mailo – bon 200zł – Agnieszka Osieczko-Walat walat.agnieszka@gmail.com
  27. blankspace.pl – personalizowana grafika – Beata Neumann b.neumann@xxx
  28. Hencz toys – zabawki dla niemowlaka – Sylwia Łata sylwia.a.lata@xxx

 

W sprawie wygranych proszę o kontakt na mejla mommydraws.blog@gmail.com 🙂

Może też Ci się spodoba?

285 komentarzy

  1. Ja będąc dzieckiem miałam przeróżne pomysły, zabawa w życie i pszenicy u sąsiadów, wspinanie się na kasztany przy drodze, każde z nas miało swoją gałąź ☺️ z naszego wózka gdzie królowały paski, które się ciągle zrywały wstawiliśmy skrzynkę i wzajemnie się woziliśmy z bratem, a jak kółka popękały to opona służyła jako Ringo, oj wiele godzin graliśmy tym sprzętem z dzieciakami z sąsiedztwa, gdzie brama była siatką… Oj wiele wspomnień…

  2. Jeju… Jaka szkoda, że dopiero teraz zobaczyłam ten konkurs. Z jednej strony żałuję, że mój komentarz nie weźmie już udziału w tej cudownej zabawie, ale z drugiej chcę Ci podziękować momydraws… Podziękować za tak piękny gest a jeszcze bardziej, za sens konkursu. Przeczytałam chyba po raz pierwszy prawie wszystkie komentarze, tylko po to i tylko dla tego, że każdy z nich, naprawdę każdy, zabrał mnie do dziecięcych lat. I nie wiem jak wyłonisz zwycięzców skoro wszystkie historie są tak prawdziwe i piękne, przypominające upływający czas ale też to co czeka nas w przyszłości. Bo to dzięki naszym dzieciom, my, teraz możemy cofnąć się do lat swojego cudownego dzieciństwa, do beztroski, do tych niezliczonych zabaw, do czasu gdzie nie liczyły się wyścigi i to kto z nas jest lepszy, ale czas, czas spędzony z bliskimi z przyjaciółmi i z niewyobrażalnymi pomysłami na każdą minutę. W dorosłym życiu tego brakuje, choć ja czasem wracam myślą do tamtych lat i nie raz mam ochotę pobawić się w moją ulubiona zabawę… Wystarczy koc, dwa krzesła, latarka i przyjaciele… Tą zabawę zna chyba każdy… Baza. Mały zakątek tajemnic, przygód, bajek, a do przeżycia najlepszej przygody życia wystarczyła tylko albo aż… Bujna wyobraźnia.
    Popłakałam się jak bóbr czytając wpisy każdego, a najpiękniejsze jest to, że przez kilka godzin znów poczułam się jak dziecko ❤️

    1. Byłam mistrzynią gry w klasy 😉 uwielbialam razem z koleżankami albo siostrami grać w klasy ale najlepsza zabawa jaka wykonywałam z sąsiadami było wywoływanie wielkiej wojny 😁 zabawa była przednia i śmiechu po pas 😁😁

    2. Gratuluję wszystkim wygranym 😊 niestety nam się nie udało może kiedyś się uda jeszcze raz gratulacje 👍😍💜

  3. Jak przeczytałam pytanie konkursowe od razu przyszła mi do głowy tylko jedna gra. PAŃSTWA I MIASTA. Brało się scyzoryk albo nóż kuchenny mamy, pod blokiem na kawałku piachu rysowało się koła (trzymając za rękę drugiego gracza) i potem trzeba było rzucać nożem i odrysowywać po kawałku pola od przeciwnika, żeby zagarnąć je do siebie. Można było to zrobić tylko, jak rzucony nóż wbił się dobrze w ziemię 🙂 Ot taka zabawa, może chłopięca, ale ja lubiłam zawsze tego typu atrakcje – o kapslach w piaskownicy na uklepanym torze nie wspomnę 😉
    Pozdrawiam!

    1. Aaaaa, jeśli miałabym zasugerować ewentualną nagrodę, to z miłą chęcią wybrałybyśmy sobie z moją Majką zabawki od Manfi 🙂 Mamy blisko 🙂

  4. Wszystkie kury na grzędę! Brzmiało zawołanie w mojej ulubionej zabawie,
    Byłam w niej prawdziwą mistrzynią – to zaraz Wam wyjawię.
    Na czym polegała gra ta podwórkowa?
    Na wskakiwaniu i zeskakiwaniu z trzepaka – i tak cały czas od nowa.
    Wraz z kolegami i koleżankami się w nią zapamiętale bawiłam,
    I cyrkowe ewolucje na rurkach trzepaka robiłam.
    Teraz gdy myślą powracam do tych chwil radosnych,
    Chciałabym do nich wrócić – do lata, do wiosny,
    Aby znowu beztrosko bawić się w kurki na grzędzie,
    Być może moja córka mistrzynią w tę grę będzie.
    Z pasją przekażę jej wszystkie arkany tej gry wspaniałej,
    Jak koguta wrednego oszukać jak najciekawiej.
    Jak pozostać ostatnią na grzędzie wygraną kurką,
    Pokuszę się o zagranie w tę grę ostatni raz – razem z moją córką.
    Przypomnę sobie jak to było miło z koleżankami i kolegami skakać po trzepaku,
    To gra wspaniała – mówię Ci dziewczyno i chłopaku!
    Na wymarzoną nagrodę chyba już nie muszę wskazywać,
    Wyśnioną nagrodę jednoznacznie nazywać.
    Kurka La Millou jednak mi się marzy,
    I w konkursie udział biorę – a nóż się zdarzy,
    Że szanowna komisja konkursowa zechce wybrać dzieło moje,
    Biorąc pod uwagę oryginalne „kurze” na trzepaku me podboje!

  5. O Matko! Co by tu opisać? Tyle tego było. Kiedyś nie mówiło się o kreatywnych zabawach, a po postu w to bawiło. Całymi dniami wielką hałastrą biegaliśmy po blokowiskach i mieliśmy nietuzinkowe pomysły.A ja byłam typową chłopaczycą, co wolała latać z chłopakami, niż grać w gumę czy klasy. Czasemzabawy były niebezpieczne tak, że mama jakby się o niektórych z nich dowiedziała, to by w mig osiwiała. Ale jakimś cudem zawsze miałam więcej szczęścia niż rozumu. I tak jedną z zabaw było turlanie się w beczce z górki. BTW jakby teraz zrobiło tak me dziecię to bym chyba zawału dostała! Uwielbialiśmy też strzelania z procy. Nie zapomnę jak czailiśmy się pod garażami i strzelaniśmy w doniczki Pani, która nas zawsze ganiała i polewała nas wodą za zbytnie hałasowanie. Hitem była też zabawa w ruinach stadionu. Podziemie było pełne wody, więc szukaliśmy wszystkiego co się unosi na wodzie i próbowaliśmy na tym pływać. Ba! Braliśmy kamienie niby kule armatnie i próbowaliśmy zatopić przeciwnika. Rzucaliśmy nożem (O zgrozo) do celu kładąc rękojeść na różnych częściach ciała. Skalaliśmy z dachu klatki na niby spadochronie z kradzionej płachty mamy. Były też i zwykłe podchody, chowany ale najlepiej pamięta się te szalone jak m.in. penetracja kanałów. Jakże ja potem śmierdzialam! O naszych próbach piromanów przemilczę, bo to aż sama nie wierzę jakie to mam zabawy na swym koncie. Dziś takie zabawy by nie przeszły! Sama bym trupem padła jakby moje dziecko tak zrobiło! Oj punkt widzenia zależy od punktu siedzenia zdecydowanie:) Oj byłam łobuziarom;) I dziwić się że moja czterolatka i roczny synek też są szałaputy dwa:) A ucieszy nas wszystko w razie ewentualnej wygranej:)

  6. Mam być sobą i nie pisać poematu??
    To jak być z dwóch różnych światów!
    Moje dzieciństwo było wyjątkowe
    Bo pomysłów miałam pełną głowę
    I przyjaciół na podwórku bez liku
    Z nimi to była moc okrzyków ;-)!
    W gumę chętnie wskakiwałam
    Na skakance też skakałam
    W piłkę grałam chętnie z bratem
    Po kałużach ciepłym latem
    Na bosaka się biegało
    W rzece z krową się kąpało
    Czasem też się ją ganiało
    Hen na wypasioną łąkę
    Widywałam tam biedronke
    I mówiłam wierszyk do niej
    Miałam nie raz czarne dłonie
    Od zabawy na podwórku
    A co z deski jest na sznurku?
    Przegenialna huśtaweczka
    I tak na niej do słoneczka
    Skoki w dal kto dalej kto?
    Czasem miałam super skok
    I po drzewach się wspinałam
    I na każdym domek miałam
    Byłam czasen strzelców królem
    I chowałam się za ulem
    Grałam w bingo i w kamienia
    W wojnę, czasen nawet w lenia
    Domki miałam w piaskownicy
    Chyba nawet nikt nie zliczy
    W ile zabaw się bawiłam
    I trzepaków obkręciłam
    Swoim giętkim wtedy ciałem
    I tak mogłam dzionki całe
    Szaleć skakać i rozrabiać
    I przyjaciół swych rozbawiać
    Ale najfajniejsze chwile
    Te najbardziej dla mnie miłe
    To majsterkowanie z tatem
    Wiec opowiem o nich zatem
    Uwielbiałam gwoździe wbijąć
    Liny zwijać i rozwijać
    Mierzyć miarką i wkrętarką
    Wkrętów wkręcać ze sto pięć
    A gdy miałam tylko chęć
    Mogłam farbą coś zmalować
    I tak drzwi udekorować
    Mogłam dołki szpadlem kopać
    I motyczką ogród skopać
    Mogłam trawę skosić całą
    A by tego było mało
    Mogłam wszystko to co chciałam
    Mogłam wszystko i kochałam
    Każdą chwilę mej młodości
    Każdą pełna mej radości
    I uśmiechu i miłości
    I wciąż nowych w domu gości
    Teraz takie tworzę chwile
    Dla mych Synków by tak mile
    Jak ja mogli je wspominać
    I po latach tak rozkminiać
    I się cieszyć wspomnieniami
    One zawsze będą z nami…

  7. Najlepsza zabawa podwórkowa mojego dzieciństwa to „wojna”. Rysowaliśmy duże koło, które dzieliliśmy na tyle części, ilu było graczy. Każde pole trzeba było nazwać jakimś państwem. Z uwagi na wojnę wtedy na czasie była: Czeczenia, Zawsze ktoś miał to państwo. Następnie szukaliśmy w miarę porządnego patyka. I zaczynaliśmy. Jedna osoba chodziła wkoło i mówiła: Wywołuję wojnę, piwko-przeciwko, wywołuję wojnę piwko-przeciwko i nagle wołała np. Czeczenia, przy czym konieczne było rzucenie patyka na pole Czeczeni i jak najszybsze uciekanie zanim osoba z tego pola nadepnie na patyk. Jak osoba nadepnęła na patyk musiała zawołać stop, wtedy ta uciekająca zatrzymywała się i czekała aż osoba z pola rzuci w nią patykiem. Jeśli osoba wcelowała, to na nieugiętych nogach mogła odrysować z pola tej osoby uciekającej obszar pola który stawał się obszarem tej, która rzucała. Potem była kontynuacja przez osobę która zabrała pole. Wspaniała zabawa mojego dzieciństwa. Zabawa kiedy jeszcze na podwórkach były dzieci, był gwar, hałas. Pomimo tego, że mieliśmy już komputery, to podstawą jednak było osiedlowe podwórko gdzie wiek nie miał znaczenia. Bawili się wszyscy. Wspaniałe wspomnienia, tym bardziej że niektórych z moich podwórkowych przyjaciół…już nie ma 🙁

    Marzy mi się voucher do Mailo, kurka La millou lub pufa i kosz Sango Trade.

  8. Trzepak !! Oooo tak, trzepak 😊
    Uwielbiałam się na nim bawić, fikołki, przewroty, wspinaczki. Miałyśmy z koleżankami swoje układy i godzinami ćwiczyłyśmy żeby było synchronicznie 😄
    A teraz zastanawiam się czy zdołam wytłumaczyć kiedyś swoim synom co to były trzepaki i do czego służyły 😉

  9. Moje dzieciństwo to mnóstwo wspomnień dotyczących błogiego czasu dziecinnych zabaw. Gdy tylko w zakamarkach pamięci wspominam czasy moich zabaw to wyłania mi się jeden obraz. Jako dziewczynka z krwi i kości według mojej babci Stefci powinnam się bawić lalkami, a ja uwielbiałam wraz z siostrą moment, w którym mój Tata podjeżdżał pod dom bądź co bądź już leciwym służbowym Kamazem – my z siostrą zasiadałyśmy w nim z spakowanymi torbami pełnymi tobołków i obowiązkowo kanapkami takimi jak moja Mama robiła Tacie wcześnie rano. I z siostrą tym Kamazem zwiedzałyśmy na niby cały świat. Potrafiłyśmy w tym aucie przesiedzieć długi czas, jeżdżąc tu i tam, wymyślając sobie różne historie jakie nam się przytrafiły w czasie naszych podróży. Nie raz nie dwa zdarzało nam się i zasnąć w Kamazie. A co najśmieszniejsze moja Zosia 5 – latka także uwielbia siadać w aucie z torebką i bawić się w podróże. Tylko starego Kamaza zamieniła na znacznie nowszy model.

  10. W co najbardziej lubiłam się bawic? Jest tego dużo. Biorąc pod uwagę że mam duza rodzinę i na ,,naszym rodzinnym osiedlu ‚”( na jednym podwórku mieszkają wszystkie dzieci dziadków ) było 14- cioro dzieci nigdy nie było nam nudno i zawsze było w co się bawić od gry w noge, siatkę czy zabawa w chowanego 🙂 zima lepilismy wspólnie bałwany lub budowaliśmy iglo 🙂 ale chyba najbardziej uwielbiałam z kuzynkami i siostra robić pokazy mody lub przedstawienia dla rodzinny 🙂 najczęściej podczas rodzinnych grilli

  11. Gdy byłam mała dziewczynka była ze mnie wysportowana…Chłopaków na głowę biłam, gdy wiraże na rowerze robiłam. Po drzewach jak małpka skakałam. Dach, strych (który uwielbiałam ),płot to dla mnie pestka była mała! Strych, pamiętam jak dziś: na zewnątrz domu po drabinie wchodziłam sama i gruszki dojrzewające w słomie podjadałam. W domu drzwi często nie uznawałam, tylko oknem na dwór wyskakiwałam 🙂 Nie rób publiki! – babcia mawiała, bo co powiedzą sąsiedzi się obawiała !!!
    Smaki dzieciństwa też mam! Ucierany przez babcie żółciutki kogel-mogel z naszych domowych kurzych jaj, kalarepa i jej niepowtarzalny smak!A gdy z dziadkiem w pole jechałam traktorem, tam prosto z makowej główki wysypywałam mak do swojej buźki – mniaamm!
    Teraz, gdy mamą 3 chłopców jestem, dzieciństwo chcę im zapewnić bezpieczne. Chcę, by szczęśliwi jak mama byli i by się nigdy nie nudzili – jak ja!!!!

    P.S. Pamięci przywoływać nie musiałam, bo to dzieciństwo w sercu mam i zawsze będę miała!!!

  12. Figurki z Kinder niespodzianki, któż ich nie pamięta (?) I ja miałam ich kilka w swojej kolekcji. Nie były to jednak zwykłe hipcie czy krokodylki lecz w wyobraźni mojej i mojej przyjaciółki były realnymi osobami, przeżywających niezliczone przygody, będąc w naszych rękach.

  13. Uff zdążyłam! Może o tej godzinie nie będę już taka kreatywna ale widząc nagrody musze spróbować! <3
    Na szczęście urodziłam się w ostatnich latach 80 czyli jestem podwórkowym dzieckiem z blokowiska. Do głowy przychodzą mi wszystkim chyba znane gry i zabawy i nie będę orginalna w tym ze uwielbiałam skakać w gumę, w berka, w kozła, diabła, podchody, w sklep gdzie kasa byly liscie i kamienie, w dom, ciuciubabke…ogólnie dziecko podwórka! Trochę chlopaczara z pozdzieranymi kolanami i łokciami wchodząc na wszystkie drzewa, murki i garaże. A moją ulubioną miejscówką byl oczywiscie trzepak! Znajome prawda? Ale jednej zabawy nie zapomnę do dziś…chce mi się śmiać i płakać jednocześnie jak można coś takiego wymyślić. Razem ze starszą o 3 lata starsza siostra mamy klaustrofobie i jako małe dziewczynki zamykalysmy się w szafie, kanapie albo zawijalysmy się w naleśnik z kołdry i testowaliśmy swoją wytrzymałość!!! Hardcore na maxa! Ale może właśnie dzięki takim zabawom daje rade teraz wychowywać sama 2 synków. Nie poddaje się jak wtedy kiedy byłam zawinieta kołdra a siostra na mnie siedziała i nie chciała rozwinąć…😂
    Super byłoby coś wygrać dla moich chłopaków (roczek i 6lat)😍

  14. W dzieciństwie najbardziej lubiłam tzw. chłopięce zabawy;) od piłki nożnej (ponoc grałam lepiej od chłopaków:) a mój rekord w zonglerce, to 39 podbić pilki:P), wspinanie się na drzewach, podchody, po bijatyki i inne wariacje:) taka ze mnie chłopczyca była i do dziś mi została najlepsza przyjaźń? z chłopakami!:) Nie bez powodu też Bozia postanowila uczynić mnie mamą chłopców:D dla których pragnę zgarnąć coś w tym boskim rozdaniu – w końcu nadawanie z nimi na tych samych falach mam we krwi:) książeczki? zabawki? bon na jakiś szałowy outfit? zdamy się na mommydraws:D

  15. Gdy byłam małym dzieckiem uwielbiałam jeździć w zimę na sankach…na których woził mnie tata…to jedyne dobre wspomnienia po nim…dalej już tylko zawodził mnie w moim życiu,ale utkwiło mi to w pamięci…natomiast inne zabawy ulubione to te które były przed blokiem z koleżankami zabawy lalakami na kocu i przejażdżki po osiedlu z wózkami…potem pamiętam już tylko kreatywne zabawy z mamą zabawy garnkami i różnymi przedmiotami kuchennymi jak również skakanie w gumę:) moja mama,a teraz ukochana babcia mojego synka Filipka wymyśla podobne zabawy z naszym dzieckiem i wspomnienia wracają ❤️Dobrze,że zawsze mogę na nią liczyć to i zabawy super się wspomina ❤️

  16. Nie bede pisac epopei jak Mickiewicz.Nawet nie zabiore cie do swiata basni jak Andersen.
    Nie zaskocze tez Ciebie ,zadna ciekawistka,ani nie zablysne żartem.
    Dzis ci powiem , ze najlepsza zabawa na swiecie byla zabawa w namiot zrobiony ze stolu i nakryty kocami ,lub z krzesel.Do tego prawdziwego biwaku , byly najprawdziwsze na swiecie zupy, z trawy, blota i kwiatow ,jedzone na niby w doborowym towarzystwie misiow i lalek. Ta historia nawet nie bedzie miala zakonczenia bo to sa tylko moje wspomnienia…

  17. Proca! Mają trzech młodszych braci miałam do wyboru samotne gotowanie z błota dla mojej lalki lub ganianie całą bandą po polach i wspinanie po płotach. Muszę przyznać, że moja lalka często bywała głodna! Ja tymczasem aspirowałam na szefa drużyny. Byłam przecież najstarsza. Utrzymanie chłopaków w ryzach nie było jednak łatwe, ale od kiedy zostałam mistrzynią strzelania z procy nie mieli ze mną szans 😉 Zrobiłam ją całkiem sama, a naboje….cóż zależały do zachowania braci. Nikomu jednak się krzywda nigdy nie stała.

  18. W dzieciństwie spędzałam długie godziny w stolarni taty, gdzie z resztek heblowanego drewna tworzyła kulinarne dzieła sztuki. Wykwintne potrawy z trotu z różnymi dodatkami, wedle uznania ojca, który chcąc nie chcąc musiał zjadać wszystko co do okruszka. PS. Dużo bym dała żeby znowu poczuć zapach surowego drewna i móc zamieszać choć raz w moich garnkach 🙂

    Córce marzy się tipi a synkowi kurka

  19. Ojej ojej !
    Mommy draws..
    Ale tak jedna jedyna zabawę?
    Kiedy mieszkając na wsi można ich wymyślać bez liku!!!???
    Mieć siostrę i najlepsze dwie przyjaciółki i bawić się z nimi to już jak wygrana w totolotka 🙂
    A dodatkowo szkołę, boisko i mnóstwo kryjówek dookoła to już coś co można sobie wymarzyć jako dziecko.

    Całe,ale to na prawdę całe wakacje bawiłyśmy się w rysowanie map gdzie jest ukryty skarb,malowanie kredą tropów na szkolnych chodnikach, układanie strzałek z gałęzi, a potem szukanie skarbu.

    Boże! Jak to wspaniale rozwijało Naszą wyobraźnię!
    Jak to wspaniale pozwalalo Naszej Matce trójki dzieci odpocząć i zająć się najmłodszym bratem.
    Jak to wspaniale mieć takie przyjaźnie na całe życie.
    Teraz patrząc na Nasze dzieci, na obecne czasy, modlę się w duchu żeby spotkały tak wspanialych przyjaciół na swojej drodze i żeby frajdę sprawiała im właśnie taka zabawa a nie siedzenie na dworze, ale z głową w smartfonie. .

    A dla mojej córeczki może basen z kulkami, albo tipi, albo … obojętnie co sprawi jej frajdę i pokoloruje jej dzieciństwo 🙂

  20. Zabawy z dzieciństwa? Hmm było ich wiele, ale najbardziej lubiana to zabawa w dom, ale nie taki w domu, tylko w lesie. Pamiętam, jak wśród drzew wydzielaliśmy poszczególne pomieszczenia, a w kuchni gotowaliśmy potrawy z liści, błota, czy piasku i kamieni. Na zewnątrz naszego domu mieliśmy huśtawkę zrobioną ze znalezionego kawałka drzewa i sznurka. Oj mogliśmy tam spędzać całe dnie. Mama nie mogła się nas dowołać na obiad czy do spania. Nie potrzebowaliśmy telewizora czy tabletu by się dobrze bawić. To co znaleźliśmy wykorzystywaliśmy do zabawy 🙂

    1. Wszystkie nagrody są fajne, więc jak wygramy jakąkolwiek będziemy się cieszyć 🙂 Mam dwóch synów, 5 i 6 lat 🙂

  21. Miałem w dzieciństwie swoją ulubioną, rzekłbym „kultową” zabawkę…
    Jaką?
    Mommydraws musisz odgadnąć już sama:

    [K]ażdy chciałby i powinien go mieć,
    [U]kurzony i zapomniany stoi pewnie teraz na co drugim strychu,
    [L]ubiany zarówno przez dzieci, jak i dorosłych,
    [T]rzeba było się nieźle postarać, żeby go zdobyć w latach 90tych,
    [O]toczony sławą dzięki piosence, której słowa znają i nucą praktycznie wszyscy,
    [W]ymagał odrobiny ruchu, zwłaszcza na początku zabawy,
    [A]trakacja wśród innych zabawek!

    [Z]abawa z nim była przednia,
    [A]kcja zabawy rozgrywała się na dwóch drewnianych płozach,
    [B]ujał się bez końca,
    [A]ktywna forma zabawy dla dzieci,
    [W]ygodnie się na nim siedziało,
    [K]ochali go wszyscy bez wyjątku,
    [A]petyt na zabawę rósł w miarę kołysania się! 😉

  22. Z – Zawsze byłam chłopczycą za sprawą starszego brata
    A – A to smoła na pupie, a to na spodniach łata
    B – Budowaliśmy wspólnie tor dla kapsli i różne proce
    A – A potem testowaliśmy czołgi i inne machiny przez noce
    W – Wspólnie co rusz coś nowego wymyślaliśmy
    A – Aż rodzicom siwych włosów przyprawiliśmy :)!

  23. Pierwsze klocki się długo pamięta,
    wiem że byłam wtedy wniebowzięta!
    Na moje 6 urodziny je dostałam
    i już się z nimi długo nie rozstawałam!
    Ich elementy były dosyć banalne,
    ale dla małego dziecka wręcz idealne!
    Co prawda nie były profesjonalnie zrobione,
    ale moje własne, jedyne i wymarzone!
    Przez dziadka były wykonane,
    z niepotrzebnych ścinków drewna powycinane!
    Rysunki wesołe dziadek na nich dorysował
    i różnymi kolorami je potem pomalował!
    Pamiętam, że jak moje klocki dostałam
    to z siostrą kilka nocy pod rząd nie spałam!
    Zamiast spać to ukradkiem je układałyśmy
    i pamiętam, że ogromną frajdę obie miałyśmy!
    Choć budowanie z klocków nie było trudne,
    to na pewno nie wydawały się nam nudne!
    Jak dobrze, że za moich czasów nie było komputerów,
    tabletów, smartfonów i innych bajerów!
    I z klockami mam piękne wspomnienia związane,
    na całe życie tamte chwile pozostały zapamiętane! 🙂

    Marzę o nagrodzie nr 23 lub 6, 20…

  24. Moja ulubiona zabawa w dzieciństwie to zabawa w chowanego,
    gdzie jeden kryje, inni się chowają i trzeba znaleźć każdego.
    Na wsi u dziadków różne miejsca były do chowania,
    do ukrycia się i frajda była z szukania.
    Na sianie się chowałam, w ogródku, w kurniku,
    w stodole, a nawet i w gołębniku.
    Tyle miejsc ciekawych było,
    super się w chowanego bawiło.
    I trzeba było „zaklepać” osobę znalezioną szybciutko,
    by nie zaklepała się ona sama po cichutku.
    Zawsze emocje tej zabawie towarzyszyły,
    jeden się złościł, ktoś inny był miły.
    I wcale mi się nie nudziło, bo chować się lubiłam,
    a kiedy zaklepać się chciałam,
    zawsze biegnąc buty gubiłam.
    Podobnie w szkole było, tam też się chowaliśmy,
    po różnych salach i kątach szkoły się szukaliśmy.
    Zabawa była gwarantowana,
    na dłuższej przerwie szukaliśmy swego kompana.

    Wybieram nagrodę nr 1 lub 4.

  25. Pamiętam jakby to było wczoraj . To były wspaniałe czasy…Każdą wolną chwilę spędzałam na dworze. Razem z siostrami i Naszą małą ekipą ze wsi uwielbialiśmy przesiadywać na drzewie i obserwować co dzieję się w okolicy. Rodzice zawsze śmiali się się z tego mówiąc, że niezły z Nas wiejski monitoring 😀 Mimo, iż niejednokrotnie były siniaki i poobdzierane kolana, nic Nas do tego nie zniechęciło. Pamiętam też zabawy w chowanego i długie wycieczki rowerowe. Często zdarzało się Nam szukać „skarbów” w starych przedmiotach, które znajdowały się na podwórku. Mieliśmy przy tym tyle frajdy 🙂 No i oczywiście nie mogę zapomnieć o najważniejszym….W czasie deszczu najlepszą zabawą było skakanie po kałużach i błocie. Fajnie było tak powspominać te piękne chwile, tym bardziej, że teraz większość z Nas pochłonięta jest masą innych, ważnych spraw i zapomina jak takie małe rzeczy potrafią cieszyć 🙂 🙂 Mimo wszystko, staram się, aby i mój synek korzystał z dzieciństwa na 100 %. Niech się wybrudzi, w końcu brudne dziecko to szczęśliwe dziecko <3

    P.S. wszystkie nagrody są wspaniałe 🙂

  26. W mojej głowie zapisało się takie wspomnienie, że jak miałam ze 2,5 – 3 latka, lubiłam pluskac się w metalowej bali z gilem do pasa, na golasa😊 z lakierami do paznokci robiłam eksperymenty wlewajac lakier do wody i na odwrót wodę do lakieru i patrzeć na kolorowe obłoki jakie się tworzyły (podobne do tych jak benzyna skapnie do wody). To była moja najlepsza zabawa. A zabawa nr 2 to taka jak schowalam się na strychu i nikt nie wiedział gdzie sie podzialam, szukali mnie po całej wsi, do takiego stopnia że aż policję mieli wzywac. W końcu jakimś cudem mnie znaleźli, a ja podobno siedziałam na podłodze jak gdyby nigdy nic i przesypywalam z jednego do drugiego buta zboże. Tak się lubiłam bawić 😂

  27. Z dzieciństwa pamiętam upadek na rowerze! Taki dotkliwy. Krew lała się z kolana gorącym strumieniem, a na pamiątkę została blizna. Spieszyłam się wtedy do….dziadka! Tego dnia przerwałam zabawę, by wrócić do domu na zajęcia z angielskiego i choć bardzo je lubiłam tuż po nich spieszyłam się z powrotem. Uwielbiałam czas z dziadkiem i naszą zabawę w…opowiadanie?! Wymyślaliśmy wspólnie historie związane z rzeczami, które znaleźliśmy. Tak naprawdę to trochę pałętałam się dziadkowi pod nogami, bo towarzyszyłam mu w ogródku, podczas majsterkowania, karmienia zwierząt i robienia porządków w szafach! Byłam wszędzie, ale dziadek miał ogromną wyobraźnię i umiał zająć mnie tą naszą „grą” zawsze tak samo mocno! Och, ile ja się dowiedziałam! A moja wyobraźnia szybowała w przestworza. Chyba dzięki temu w wieku 7-lat zaczęłam pisać książkę, a w liceum odnosiłam poetyckie sukcesy. Niedawno dałam dziadkowi na urodziny opowiadanie na podstawie naszych historii 🙂

  28. W co najbardziej lubiłam się bawić będąc dzieckiem? Hasło przewodnie to BUDA. Chyba każdy doskonale wie, o czym mowa. Obecnie nazywa się to bardzo ładnie, bo tipi. A za moich czasów to po postu były budy. Ich budowanie, tworzenie, a potem zabawa w środku potrafiła trwać godzinami. Sprawiało nam wszystkim to ogromną przyjemność, a co więcej była to zabawa idealna zarówno w pojedynkę, jak i z rodzeństwem. Buda to była najlepsza kryjówka dzieciństwa. Dobrze, że nasze mamy miały tak dużą ilość koców, ręczników, poduszek, krzeseł i innych gadżetów niezbędnych do budowania dziecięcej kreatywności!

  29. Wychowywałam się na wsi, a wiec dzieciństwo spędziłam praktycznie wśród przyrody😀 Pamiętam, ze razem z dzieciakami z sąsiedztwa spotykaliśmy się żeby skakać na sianie w stodole mojego dziadka. Mama nie mogła nas stamtąd wyciągnąć siłą😜 Jestem osoba o bujnej wyobraźni, dlatego tez gdy babcia wyrzuciła przerośnięte cukinie na kompost, zbierałam je, malowałam i buźki, robiłam nogi z patyków i bawiłam się, iż są to moje pieski. Podobnie robiłam z balonami, tworząc z nich gromadkę dzieci 😂 Mogłabym wymienić jeszcze wiele ciekawych pomysłów i zabaw, które towarzyszyły mi w dzieciństwie. Myślę, iż wpływ na to, że się nie nudziłam w dużej mierze miało rozkochanie mnie przez mamę w książkach. To dzięki nim rozwinęłam wyobraźnię i mogłam wymarzyć sobie co tylko chciałam i przenieść to do swoich zabaw. Chciałabym takich wspomnień tez dla swoich synów, dlatego też już teraz pokazuję im piękny świat książek😊

  30. Nawet nie musiałam się zastanawiać nad odpowiedzią. Na myśl o ulubionej zabawie z dzieciństwa przed oczami od razu pojawia mi się obraz przedstawiający, małą dziewczynkę stojącą przed lustrem w maminej sukience w kwiaty, ogromnym kapeluszu, okularach i oczywiście w za dużych szpilkach. Poszukiwanie kreacji idealnej pośród rzeczy mamy to była dopiero frajda! Gdy byłam dzieckiem zabawa w dorosłość była tą ulubioną. Dziś, jako dorosła kobieta najchętniej pobawiłabym się w dziecko, a mając dwie cudowne córki każdego dnia mogę odrobinę to marzenie spełniać 🙂

  31. Czasy mojego dzieciństwa to był najpiękniejszy okres w moim życiu – nie było smartfonów, komputerów i telewizorów, ale za to były podwórka pełne radośnie nawołujących dzieci, z którymi spedzałam każdą wolną chwilę, czy to skacząc na skakance, czy to grając w klasy, czy też ganiając się w berka…Uwielbiałam te wszystkie zabawy, ale największą radochę sprawiało mi własnoręczne tworzenie pieczątek z ziemniaków… gwiazdki, głowy zwierzątek, serduszka, kwiatuszki i mnóstwo innych pieczątek, które wykonałam nastepnie zarapiałam w kolorowych farbkach i na kartkach papieru tworzyłam przepiękne laurki, którymi obdarowywałam wszystkich członków rodziny 🙂 Czułam się jak prawdziwa artystka 🙂
    Pozdrawiam, Monika Liro

    1. Propozycje nagród: basenik z piłeczkami, tipi (propozycje starszej córci), natomiast dla synka, który niebawem przyjdzie na świat przydałaby się pościel, kocyk z poduszką bądź jakieś ubranka :)) Co byśmy nie wygrali – z wszystkiego się ucieszymy 🙂

  32. Dzięki temu, że mam dzieci codziennie robię to co lubiłam jako mała dziewczynka i wracam do tych miłych wspomnień 🙂
    W kieszeniach nosiłam gwoździe, kamyki, kapsle i inne niezbędne skarby. Nigdy nie wiedzialam kiedy akurat będę czegoś potrzebować. Nadal zbieram różne „przydasie” i uśmiecham się gdy z kieszeni córki wyjmuję podobne gadżety 😉

    Zamki budowane w piaskownicy musiały mieć fosę-błotko było takie przyjemne..płynne błotko, stałe błotko.. błotko ma tyle konsystencji 😀 teraz tylko trochę paznokcie na tym cierpią ale co tam 😉

    Muszę jeszcze nauczyć maluchy zabawy w walkę grudek 😀 moje analogowe dziecinstwo wymagało kreatywności, więc szukałam w ogrodzie grudek ziemi i stukałam jedną w drugą szukając tej najsilniejszej,która kruszyła inne.

  33. Moje dzieciństwo przypada na lata 80-te. Szczęśliwie, nie było jeszcze wtedy telefonów komórkowych i większość dzieci spędzała mnóstwo czasu na tak zwanym „podwórku”. Z siostrą i koleżankami grałyśmy w gumę, państwa i miasta, karty, jeździłyśmy na wrotkach i rowerach. Najlepiej chyba jednak wspominam letnie noce spędzane pod rozstawionym pod domem namiotem. Nasz letnia siedziba wyłożona była kocami, poduszkami i książkami. Bywały dni, kiedy z niecierpliwością czekałam na jedzone wieczorem w namiocie kanapki z serem, popijane herbatą z termosu. Doskonale pamiętam też nocne chodzenie z latarką w najbliższe krzaki – robiło się wszystko, żeby nie musieć iść do domu 😉 Dopiero po kilku latach pomyślałam, że sąsiedzi musieli mieć niezły ubaw słysząc nasze nocne rozmowy o szkole, chłopakach i planach na przyszłość 🙂

  34. Najlepsza zabawa z dzieciństwa – preferencje zmieniały sie wraz z wiekiem 🙂 zabawa lalkami,skakanie w gumę,o której wspominasz,jazda na rowerze,zabawa w podchody,budowanie szałasów w lesie,gra w „króla strzelców” i w „ziemniaka” 😀 wiele można by wymieniać,najważniejsze jednak bylo to,że całe dnie spędzało sie na dworze z kolegami i koleżankami,teraz niestety większość dzieci jest wpatrzona w swój telefon lub tablet.
    Moja 4-latka najbardziej ucieszyłaby się z nagrody 7,8 lub 19,gdyż tak jak mama bardzo lubi książki 🙂

  35. Pamięć niedoskonała wiele zapomniała, ale kilka cudownych zabaw z dzieciństwa w swoich zakamarkach zapisała 😁Skakanie w gumę dziś zapomniane,kiedyś co przerwę było w to granie. Tworzenie w ziemi okienek dla potomnych, z patyków,trawy, szkiełek i rzeczy tym podobnych. Oprócz tego karteczek kolorowych zbieranie i w szkole ekscytujące nimi wymieniane. Zabawek za wiele wyedy nie mialam, ale w rodzinę bawić się umiałam- lalką z Pewexu, co ciążowy brzuszek miała i to że Mama zostanę podczas każdej zabawy mi zwiastowała. A tak w ogóle to czytanie, czytanie i raz jeszcze czytanie – dlatego nagroda nr 19 to by dopiero było wyzwanie 😁

    1. Witam. Na naszym podwórku królowała gra w „Smerfy”. Rysowaliśmy kijkami na piachu domki smerfów, liczne dróżki oraz daleko hen dom złego Gargamela. Zabawa polegała na uciekaniu przed nim do domków po tych właśnie ścieżkach, których narysowanie zajmowało jakieś 2/3 czasu poświęconego na zabawę. Potem kłótnia kto będzie złym Gargamelem, bo oczywiście nikt nie chciał nim być i na zabawę pozostawało już niewiele czasu bo zaraz mama wołała na wieczorynkę 😉. Fajnie wrócić wspomnieniami do tych chwil.

  36. Młodsza siostra. Do tego strasznie naiwna. Była obiektem moich eksperymentów. A potrafiłam miec naprawde kreatywne pomysły! Przebrać ja za chlopaka? Pewnie! Ale co to za chłopak bez wąsów i brody i obowiązkowo namalowanymi niezmywalnym, czarnym markerem. Ale nie byłam taka zła starsza siostra! Potrafiłam też jej pomóc w jej życiowych problemach. Przeszkadzają ci włosy? Że niby wchodzą do oczu? Ciach ciach i po problemie😂 a to, że z kilka miesięcy chodziła z kukuryku na środku głowy? Pikuś! A jak potrafilam zająć się nią i jej koleżankami! Wymyślałam świetne zabawy żeby się dziewczynki nie nudziły. Ulubioną zabawą to „chrzest” elity, czyli pokrzywowa kąpiel czy zamknięcie w beczce. Jakos im mniej się ta zabawa podobala… Szkoda tylko, że młodsza siostra mimo tego, że zawsze pozostanie młodsza wyrasta szybko ze swojej naiwności 😘

  37. Na ostatnią chwilę i ja dołączam. Może ostatni będą pierwszymi 😉
    Nagrody przepiękne więc nie mogłam odpuścić bo ja kocham piękne rzeczy i to już od małego.
    No więc czym najbardziej lubiłam się bawić ? Otóż śmieciami .. uprawiałam tak zwany recycling i wszystko co znalazłam na podwórku wykorzystywałam do stworzenia moich własnych dzieł sztuki. Byłam w tym mistrzynią. U mnie papierek po cukierku zmieniał się w kolorowy kwiat a zerwany listek dostawał drugie życie. Nie było dwóch takich samych widoczków .. a z czasem powstawały całe galerie, które oglądali już nie tylko rodzice ale wszystkie dzieciaki nawet z okolicznych podwórek.
    Każdy znaleziony koralik, guzik czy wstążeczka tworzyły magiczne obrazy na które mogłam patrzeć godzinami. Teraz mając córkę wracam do tej zabawy i wspólnie tworzymy takie widoczki. I jak widzę, odziedziczyła talent po mnie ☺️😂
    Ps. Ucieszymy się z każdej nagrody 👍

  38. Całe moje dzieciństwo spędziłam wychodząc na podwórko lub przebywając na wsi u dziadków. Moją ulubioną zabawą na wsi było łapanie żab i koników polnych i wypuszczanie ich u babci na podwórku. Oboje z braćmi mieliśmy dużo frajdy patrząc jak te zwierzątka kicają po podwórkowej trawce, niestety babci nasza zabawa już mniej się podobała 😛 😛 Lubiliśmy bawić się też w chowanego..najlepsze kryjówki to oczywiście siano na strychu stodoły, albo przy poidłach za krowami w oborze. Nikomu nie przeszkadzała woń odchodów, rój much i inne robaki. Na podwórku w mieście najlepsza zabawa to były turnieje w ping ponga. Sąsiedzi zrobili nam stół, kupili siatkę i rakietki z piłkami i graliśmy wszyscy. Oczywiście klasy, skakanie przez gumę, 1,2,3 baba jaga patrzy, szkoła to klasyki. Ale my jeszcze robiliśmy turnieje taneczne i (o zgrozo)…wywoływanie duchów wieczorem,gdy mama jeszcze pozwoliła zostać pół godz na podwórku. 😛 wyobraźnie mieliśmy bardzo wybujałą. Czasami tęskni się za tymi czasami, potrafiliśmy się bawić i mieliśmy ochotę wyjść na dwór. teraz niestety dzieci wolą pisać ze sobą poprzez internet, smsy. A fajniej przecież jest spotkać się i pobawić w coś w realu 🙂 marzy nam się nagroda dla synka nr25 ( bo to coś szalonego, czego za moich czasów nie było) i nr 19 ( bo to klasyka i za moich czasów była dostępna i jest ponadczasowa) 🙂

  39. W dziecinstwie uwielbialam budować domki 🙂 wszystko, co bylo niepotrzebne w domu bylo potrzebne mi 🙂
    Dobra, czasami mamie ginęły noże, towar deficytowy, ale czym uciąć sznurek od snopowiązałki, żeby zawiesić półkę ze sztachety na drzewie hm? Wiadomo, każdy by wziął 🙂
    Domków miałam kilka, w kazdym miejscu gdzie przebywalam dłużej 🙂
    W jednym nawet wybudowalam z gliny wydobytej przy wykopie kabli telekomunikacyjnych,kamieni i kratki z garazu dziadka…. piec. Piec z kominem w ktorym palilam! I zagotowywałam wodę.
    Zeby nie było, obok stalo wiadro z wodą, zeby nic nie spłonęło 🙂
    A wywołanie pożaru byłoby niepożądane, zwlaszcza, że domek był za… dwiema okrągłymi kupkami drewna opałowego na zimę🙈🙉🙊
    Wiem jedno,dzięki sałatce z agawy Dziadka stojącej na skalniaku, czy zupie pomidorowej zrobionej z tartej cegły z dodatkiem babcinego lubczyku, moje dziecinstwo było ekstra, a znajomi i dziecko nadal chwalą, że jestem mistrzem pomidorówy 🙂 tej bez cegły oczywiście 😉

    A prezencioch nr 25 🙂
    No moje ręce pełne sprzątania, ale dający pole do popisu Chłopakom 🙂

    Ps. Jestem jak moja Mama, krócej nie umiem napisać 🙂
    Ps 2. Trzy krzaki lubczyku rosną w moim ogródku, jeden, największy, to sadzonka od mamy i babci 🙂 pomidorowa tylko z lubczykiem!

  40. Moją ulubioną zabawą było bieganie z kolegami po podwórku i zabawa w żołnierzy. Biegaliśmy z patykami, udawaliśmy, że ze sobą walczymy, chowaliśmy się w prowizorycznych okopach… to były piękne czasy :)Codziennie wracaliśmy brudni od czubka głowy po czubki palców, codziennie szczęśliwi, pomimo, iż w naszej bandzie byłam jedyną dziewczyną 🙂
    Dzisiaj wychowując dwójkę dzieci daję im taką samą swobodę zabawy, bo to pozostaje w naszej pamięci do końca 🙂
    Moje dzieci marzą o nagrodzie nr 4 lub 25 🙂

  41. Będąc chyba siedmiolatką bardzo wciągnęła mnie książka DZIECI Z BULLERBYN. Mieszkałam w bloku i zazdrościłam bohaterom chyba wszystkiego…Pewnego dnia wraz z koleżanką postanowiłyśmy stworzyć do je swoje Bullerbyn i zamontowałyśmy na naszych balkonach dwie linki,do nich doczepiłyśmy kubek po jogurcie i tak jak działają żaluzje,tak działała nasz poczta. Siedziałysmy całe wieczory,pisząc liściki,wysyłając sobie prezenciki w formie rysunków,naklejek. Było cudownie. Dziś mam 38 lat a na wspomnienie o tym kręci mi się łza w oku.

  42. Najlepsza zabawa z dzieciństwa to śledzenie mojej starszej siostry i jej koleżanek….. ciągle mi uciekały, bo nie chciały mnie „niańczyć” 😂🤣😂🤣😂 to były wspaniałe czasy 😍💕❤💗

  43. Jak ja uwielbiam wspominać dzieciństwo lat 90`tych!
    W podstawówce wszystkie dzieciaki wpadły w szał karteczkowy. Bywały dni, że w plecakach większą część zajmowały segregatory z karteczkami niż książki. Na przerwach odbywał się handel wymienny, a popołudniami proszenie rodziców o kolejną wizytę w papierniczym, po nowe, oryginalne wzory.
    Kolejna mania zbierania to figurki z Kinderniespodzianki. Niestety te 25-30 lat temu były one okropnie drogie, więc dostawało się je wyłącznie na specjalne okazje. Ja należałam do tej grupy dzieci, które cieszyły się tylko z figurek, a zawsze gdy otwierałam niespodziankę i natrafiałam na coś do składania, to słychać było jęk zawodu.
    Kolejne hity mojego dzieciństwa to:
    Furby, czyli marzenie każdego dziecka. Interaktywna zabawka, która śpiewa, lubi być przytulany, głaskany po uszku itd.
    Tamagotchi – alternatywa domowego zwierzątka. W pewnym momencie był na nie taki szał, że na lekcjach co chwilę z czyjegoś plecaka wydobywało się piszczenie, bo dinozaur czy kurczak byli głodni, albo „narobili” i trzeba było ich wykąpać.
    Lego- czyli hit wszech czasów, którego nie trzeba przedstawiać. Moja historia jest jednak szczególna. Jako mała dziewczynka, marzyłam o domku dla lalek. W liście do Mikołaja pisałam, że proszę o domek albo ewentualnie o samochód dla Barbie. Co dostałam? Zestaw lego. Był płacz, bunt i foch na Mikołaja, bo Lego było dla mnie prezentem typowo dla chłopaka. Na szczęście dzięki tacie, który budował ze mną auta i domki, przekonałam się do klocków i stały się one moim ulubionym i najmilej wspominanym prezentem.
    Bajki na kasetach wideo. Przez to, że w latach 90`tych bajki nie były nadawane w tv przez 24h/dobę, ktoś genialny wpadł na to, ze można je nagrywać na kasety i odtwarzać kiedy tylko przyjdzie na to ochota. Ja najczęściej oglądałam Wilka i Zająca!
    A gdy już nauczyłam się czytać, przyszedł czas na pierwsze gazety! Najpierw była ukochana „Czarodziejka z Księżyca”, był również „Świerszczyk” oraz „DD Reporter”.
    Barbie- hit wszechczasów. Uosobienie piękności, marzenie każdej dziewczynki. Nieodłączna towarzyszka, dla której szyło się ubranka, budowało domki, która poznawała Kena i zakładała z nim rodzinę
    Oprócz tego w moim domu królowała gra telewizyjna. Całe popołudnia z moją najbliższą przyjaciółką grałyśmy w Mario, albo Chip & Dale. Było też strzelanie do kaczek czy wyścigi samochodowe.
    Marzyłam również o lalce Baby Bjorn, która robiła siusiu, kupowało się dla niej pieluszki, sadzało na nocnik.
    Bardzo chciałam mieć w pokoju dywan z drogami po którym można jeździć resorakami ( których zresztą nie miałam, bo były zarezerwowane dla chłopaków).
    Jeśli chodzi o materiały plastyczne, to od dziecka chciałam dostać teczkę z mazakami, kredkami, pastelami.
    A czy wy też miałyście długopis, który pisał w 10 kolorach? Też próbowałyście wcisnąć wszystkie na raz?
    A pamiętacie grę tetris? To dopiero był hit! W moim domu był taki czas, że wręcz wyrywaliśmy sobie grę z rąk, każdy chciał ustalić jak najwyższy rekord.
    Była też gra, zwana przeze mnie „zbieranie jajek”, nie wiem co ona miała w sobie, ale wszyscy uwielbiali w nią grać.
    Jeśli chodzi o rozgrywki, to kochałam grę Eurobiznes, czyli taką tańsza wersję Monopoly. Żadna impreza urodzinowa nie mogła się odbyć bez potyczki w tę właśnie grę planszową. Był oczywiście jeszcze chińczyk, warcaby i domino.
    A co robiła na dworze? Skakałam na skakance, grałam w gumę. Do tego były różniaste wyliczanki. Kto sprytniejszy, wykonywał różniaste techniki i triki w żonglowaniu/ machaniu jojo( czy jak to się tam fachowo nazywa).

    We wszystkich nagrodach można się zakochać, ale znając mnie i moje moliki książkowe wiem, że najwięcej radości będą miały właśnie z mega zestawu książek ( czyli z nagrody 19 lub oczywiście 8)

  44. 🙂 Wspomnienia z dzieciństwa budzą dreszcz emocji i sprawiają, że w oczach kręci się łezka wzruszenia, sentymentu i utraconego czasu. Zamykam oczy i przenoszę się wehikułem czasu do swojej ulubionej zabawy z dzieciństwa. Znajduje się w starej szopie gdzie dziadek miał swój warsztat ! Obok jego stanowiska stoi mały, drewniany stolik i wiele własnoręcznie wykonanych przez dziadka narzędzi (był stolarzem). Już słyszę jego czuły głos który mówi „Adaś, chodź, zobacz”. Już widzę siebie biegnącego z prędkością światła. To dziadek pokazuje mi swój nowy egzemplarz mebla. A ja?Podekscytowany, wesoły wracam do zabawy. Pod czujnym okiem dziadka szkole swoje umiejętności i strugam, wycinam, wycieram, trę i zbiam różnego rodzaju przedmioty ! Już wiem, że jak dziadek, w przyszłości chcę zostać stolarzem… Ulubiona zabawa to tworzenie z kawałków drewna nowych zabawek które mnie cieszą. Nowy młotek, nowy klucz… to coś co z łatwością udawało mi się robić (a raczej wyglądało to tak, że ja coś tam śtubaczyłem swoimi „drewnianymi” narzędziami, opowiadałem dziadziusiowi w międzyczasie co wykonuję a po skończonej pracy kładłem swoje dzieło na stoliku i zamykałem oczy (bo dziadek nauczył mnie, że gdy zamknę oczy to przedmiot stanie się idealny, jak z mojego wyobrażenia). W momencie zamknięcia oczu dziaadek podmieniał przedmioty (sam w między czasie wykonywał to co opisywałem) a ja cieszyłem się niesamowicie. Biegałem z tym przedmiotem, pokzywałem rodzicom i babci- szalałem z radości. Dziadek wiernie mnie dopingował, dodawałotuchy gdy nie wychodziło i powtarzał „siła marzeń doprowadzi Cię do zwycięstwa” … Ojj tak ! Dziś po wielu latach wiem, że to dziadek zamieniał przedmioty. Ale wtedy? Wierzyłem że to siła mojej wyobraźni ! Miło mieć takie wspomnienia, miło zanurkować w pamięci i choć na chwilę je sobie przypomnieć ! Już nie wspomnę o GILGOTKOWYM POTWOTRZE (na myśli ręka Taty) co codziennie wieczorem, tuż przed spaniem łaskotał mnie niesłychanie! Zabawa która pozwoliła nadrobić nam stracony czas i nieobecność taty !Pozdrawiam Adam Klichowski
    Nagrody które by nas uszczęśliwiły (szóstkę moich dzieci) w kolejności od najbardziej pożądanej : 25, 19, 26, 6 – ale w efekcie każda inna by nas zadowoliła!

  45. Jako mała dziewczynka uwielbiałam… tańczyć 🙂 Byłam małą baletnicą i wszędzie słyszałam muzykę – szczególnie w przyrodzie. A spódniczka? Koniecznie musiała się kręcić! Babcia szyła mi takie z koła <3 Mam nadzieję, że moje córeczki złapią bakcyla po mamie 🙂
    Bardzo bym chciała wygrać gryzak od puer et puella <3

  46. Będąc małą dziewczynką, najbardziej lubiłam zabawę w dom. Pamiętam to jak dziś: przy stodole stał stary piec, który nie dość, że gotował najpyszniejsze, błotne 😉 zupy, to był jednocześnie szafką na szklanki i talerze. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że kiedyś dokładano tam drewna, by podtrzymać ogień i móc przygotować posiłek. Tata pracujący w garażu zawsze znajdował czas, by skosztować moich smakołyków. I to było w tym wszystkim najlepsze! „Mmm, pyszna Ci ta zupa wyszła. Nie zmywaj talerza, gdy skończę pracę, wrócę po dokładkę”. A ja w międzyczasie karmiłam swoje dzieci, odkurzałam i robiłam setki innych rzeczy, które dziś „na prawdziwo”nie sprawiają mi już tyle frajdy 😂 #kidslife 💜🙌

    1. Edit: formularz nie ogarnął zmiany mojego nazwiska 😉

      Agnieszka Łuczon-Stosik 😊

  47. Samoloty! Samolot z patyka, z miotły, z butelki, samoloty z kamyczków, z papierków, z mchu i paproci 😉
    i najpiękniejsza wycieczka – na lotnisko <3 och!

  48. Pewnie nie będę oryginalna, ale lubiłam bawić się w bazę na pobliskiej łące. Ktoś wysypał tam kupę cegieł z czego zbudowaliśmy fortecę i z kumplami o nią walczyliśmy. Przeciwnicy „stacjonowali” na wiśniach 🍒😊 to była pyszna zabawa! Wspinanie po drzewach mieliśmy opanowane do perfekcji 😉🌳

  49. Dorastałam w czasach, w których nie było facebooka, przed telewizorem siadało się tylko sporadycznie albo prawie wcale, a karteczki, które się wtedy kolekcjonowało, miały wartość większą niż same pieniądze. Dodatkowo całe życie mieszkałam na wsi, dzięki czemu bardzo dobrze znaliśmy się ze wszystkimi sąsiadami. Całymi dniami bawiliśmy się na na podwórku, do tej pory doskonale pamiętam zapach świeżego powietrza i zapach skoszonej trawy.Obce były nam telefony komórkowe, a i tak zawsze wiedzieliśmy jak się znaleźć. Prawie nikt nie miał komputera, a i tak potrafiliśmy sobie wymyślić mnóstwo atrakcji. Nasza wyobraźnia nie miała granic. Często jeździliśmy na rowerach czy wspinaliśmy się po drzewach. Ja jednak najbardziej zapamiętałam te zabawy i zajęcia, które sprawiały mi najwięcej frajdy. Pałka, zapałka dwa kije, kto się nie schowa ten kryje! Uwielbiałam tą zabawę, najlepiej grało się wieczorem, po ciemku. Dreszczyk emocji i lekki strach sięgały wtedy zenitu. Prześcigaliśmy się w pomysłach na kryjówki, i tylko nieliczni potrafili świetnie kamuflować się przed szukającymi. To były piękne czasy…:)

  50. Smiesznie by moglo zabrzmiec za moich czasow najlepsza zabawa byla .. gdy ma sie 25 lat 😂 ale rzeczywiscie wychowalam sie jeszcze w czasach gdzie spedzalo sie dZiecinstwo na podworku a nie przed komputerami etc . Bardzo milo wspominam te czasy chociaz wcale nie byly tak dawno a jednak tak daleko 😆. Bylo duzo zabaw bez ktorych dzien byl dniem zmarnowanym 😻
    * skakanie w gume (tak tak kiedys bylam mistrzem 😜 zeby byc lepszym od innych trenowalam z hydrantami wodnymi , bramka na ogrodek z krzeslami 😂 alibaba byla moja ulubiona gra na skakance 😍)
    * podchody ( to byla dobra nauka poznawania terenow blotnych i krzacZastych bo przewaznie w takich miejscach kryla sie baza ukrywajacych sie 😂😂 kazde zakamarki na osiedlu sa mi znane chyba na zawsze juz )
    Czym by bylo dziecinstwo bez zabawy ZIEMIA PARZY 😂 pamietam jak raz bawiac sie z siostra w ta zabawe wyszla ona na maly budynek gospodarczy aby
    „lawa „ jej nie dostala 😂 jak sie okazalo miala lek wysokosci i za.nic nie chciala z tamtad zejsc dopoki straz po nia nie prYjechala i jej nie zdjela 😆 tak to bedZie mnie bawic cale zycie 😂Mozna by bylo wymieniac pelno tych zabaw ale najlepszymi bylo bawienie sie po deszczu w blocie kałuzach umorusanym calym az po wlosy to bylo coś takich prostych rzeczy brakuje dzis , radosci z zabawy tym co nas otacza dlatego uwazam ze moje dziecinstwo bylo idealne a zabawy z prZyjaciolmi kozackie i lubie je wspominac ❤️

  51. Będąc mała dziewczynka najbardziej lubiłam się bawić w sekretarkę,(marzyłam,żeby nią zostać w przyszłości) odsłaniałam wtedy firanke,otwieralam okno,a parapet byl moim biurkiem,siostry stawaly po drugiej stronie na dworze i je obsługiwałam. 🙂 Ulubiona zabawa numer 2 wraz z siostrami( a mam ich 3) była zabawa w lekarzy: zbieralyśmy wtedy zdechle muchy,kladlysmy w łóżka z pudełek po zapalkach i leczylysmy,a jeśli nam się nie udało to robilysmy godny potrzeb. Podarte i pekniete liście z drzew,zszywałyśmy igłami akacji itp. Kiedyś naprawdę uratowalysmy gołębia,który nie mógł latać,zrobilysmy mu dom ze starego zielonego malucha taty,który stał z tylu podwórka,mama pomogła nam opatrzyć skrzydelko,zbieralysmy zdechłe muchy ze strychu i dawalysmy mu do jedzenia 😀 Gołąb wyzdrowial i po dwoch tygodniach mógł swobodnie polecieć 🙂 Gdy byłam u babci,ktora mieszkala kolo starego pgr najchętniej bawiliśmy się z kolegami i kolezankami w chowanego no i oczywiscie w budowanie domku w malpim gaju( wioskowy park),wykradalo się babci jakieś stare naczynia(niektóre pewnie do teraz tam leżą :/ :D) i bawiło się w dorosłe życie:mamę i córki 🙂 teraz pozostały piękne wspomnienia,a ja sama jestem mamą niespełna 3-miesiecznej Blanki dla której każdy z tych prezentów,jeżeli coś wygramy na pewno się przyda 🙂

  52. Dzieciństwo… Kiedy to było.
    Jako dziecko wiejskiej ulicy 😂 wszystkie najlepsze zabawy były albo na podwórku albo na ulicy. Uwielbiałam pędzić na rowerze jako policjant i łapać złodziei, a ile przez to wypadkow mieliśmy. Jak bylam starsza stworzyłam z koleżanką bazę w krzakach za stodołami, podwędziłyśmy rodzicom deski, żeby zrobić ławki i stare ubrania. Napisalam scenariusz i wystawialysmy sztukę. Nawet zaproszenia po wsi rozwiesilysmy 😂 ale kilka sztuk się odbyło, a publiczność była zachwycona

  53. Najlepsza zabawa z dzieciństwa hmmm.. Było tego sporo granie w gumę podchody bieganie godzinami po śniegu. Ale żadna zabawa niezastapila swobodnego dzieciństwa. Wchodzenie na drzewa po jabłka u wujka w sadzie ganianie boso po świeżo skoszonej trawie jedzenie posiłków i przebywanie na świeżym powietrzu całe dnie 😉😉 To wspominam najlepiej.Żadne zabawki nie były nam wtedy potrzebne wystarczyła wyobraźnia. 😀

  54. Teraz gdy sama bede wkrotce mama, moja wlasna mama dziwi sie ze w ogole dozylam doroslego wieku.

    A to dlatego ze jestem z pokolenia dzieciakow z trzepakow! Czy ktos to jeszcze pamieta? Kazdy marzyl zeby miec trzepak u siebie… Kolezanka miala – bylam u niej prawie codziennie! Nie wiem ile razy zlecialam centralnie na glowe… Tylko wtedy jedynym zmartwieniem bylo czy nikt dorosly nie widzial mojej kompromitacji😉

    Kolejna zabawa – lapanie konikow polnych! Doszlam w tym do perfekcji! Moja „kolekcja” nigdy jednak nie powstala bo zaraz je wypuszczalam na wolnosc… Szkoda bylo je tak po prostu zamykac w sloiku😉

    O chodzeniu po drzewach, budowaniu „domu” pod krzakami porzeczek, czy jedzeniu Penatenu nie bede sie nawet rozpisywac😜

    Ach… Co to byly za czasy❤

  55. Ja byłam mistrzem w układaniu puzzli.Moglam siedzieć godzinami przy stole pełnym puzzli. Pamiętam, że po którymś razie układania tego samego wzoru – robiłam z rodzicami „obraz z puzzli” ktore później ozdabiały mój pokój 😍

  56. Moje szalone zabawy które wspominam najlepiej!
    -Zabawa w ganianie go na rowerach! Każdy miał Wigry3, więc szanse były równe! Super zabawa!
    -Zabawa w chowanego!
    -Gra w palanta!
    -Strzelanie z łuku (własnoręcznie zrobionego ) 🙂
    -Sanki, narty zjazdy z górki wyścigi!
    – No i zabawa która z radością i śmiechem wspominamy z kuzynem do dziś – Lato, park, duża górka, rower – jeden a na dole górki wielka kałuża dla nas morze tsk tak wielkie morze jedziemy razem na rowerze raz drugi trzeci piąty dziesiąty. ….przejeżdżamy przez to nasze morze i za którymś razem bach ….. wpadłam do morza….cała mokra wracslam do domciu.Eh to była zabawa!
    – Granie w gumę! Z chłopakami!
    -Budowanie namiotów z kocy, i foli i oczekiwanie deszczu!
    I wiele innych nie było nas całymi dniami w dom!

  57. OMG ja unikam odpowiedzi na takie tematy … Ale nagrody takie , że szczęka opada , a mam trochę sztucznej także niechce jej zbierać z podłogi 🤣  opowiem troche i już odmawiam różaniec, żeby ten tekst nigdy nie dotarł do moich dzieci.  Według nich byłam mama, która układała puzzle i skakala na gumie 😁 jaka była prawda?  Ukladałam,  ale zdechłe myszy u sąsiadki na schodach (zawsze myślała, że to jej super kot  i chwaliła się mojej mamie , jaki ten kot jest uczynny – grubas gorszy niż Garfield,  raz mu mysz zdechla pod nos położyłam to nawet nie drgnął)  , skakałam,  ale z drzewa do gnojoka babci (taki basen gdzie przygotowywała naturalny nawóz), potem szłam się wykąpać do oczka wodnego i byłam jak nowa 😄 nic nie potrafiłam zrobić standardowo (tak mi zostało , zamiast kupić dzieciakom ten basen suchy,  to gram o niego 🤣), huśtawka nie służyła do huśtania siebie tylko huśtania pustej i uciekania , żeby nie dostać w gembe (tak straciłam 2 jedynki … niestety już te stałe,  na szczęście mam sztuczna nasadke i nic nie widać). Ogólnie ciało mam w stanie gorszym niż Wolverine(nie mowie tu o mięśniach to super ciacho), mam ślady po łopacie, po nożu,  po widłach, oparzeniach  już nie mówiąc o bliznach po otarciach… mama moja mówi,  że na pogotowiu znał mnie cały personel, a ona jeździła tam ze strachem,  że wezmą mops.  Już nie mówiąc o tym , że szpital powinien mi pomnik postawić,  bo moje ciągle wypadki nieźle wspomagały ich budżet 🤣🤣 pamietam jak dziś , jak przyjechałam z dziura w kolanie bo odpadła mi pedała z roweru i nadzialam się na nią  , a pan doktor na dzien dobry mi powiedział ” co tym razem? Te drzewo tam nigdy nie stalo? „Dziś pytając mame o to jakim cudem ma ciągle włosy i nie są siwe  z nerwów,  ona odpowiada „A Ty myślisz,  że czemu tak mocno tapiruje włosy od 25 roku życia? A mi schwarzkopf powinien postawić pomnik , za ilość kupionych farb🤣
    *opis nie zawiera lokowania produktu 🤣
     Tak więc synek marzy o suchym basenie , ale marzy o wielu rzeczach 🤣 tak więc cokolwiek dla dwóch  super grzecznych chłopców 😄

    1. Ojoj, teraz doczytałam na Facebook, że brak pełnych danych i faktycznie nie napisałam pełnego nazwisko. Pewnie już po ptakach. MAGDA D. To Magdalena Dobrowolska
      Pozdrawiam

  58. W dzieciństwie mieliśmy czerwonego maluszka z kupa rdzy 🤣 nazwaliśmy go biedroneczką.  Najlepsza zabawa była na wycieczkach owa Biedronka… nie działały wycieraczki i jadąc w deszczu , tato chwilę stawał i mama wybiegała ze szmatka ścierać szybę (tata śmiał się ,  że mama jest ścieroraczka🤣), nie mówiąc już o popychu na start 🤣 biedroneczka była z nami kilka lat , a potem skończyła jako baza moja i siostry . Wyglądała cudnie pooblepiana plakatami Backstreet Boys ❤ ulubiona zabawa była zawsze wewnątrz tego cudnego malucha😁 było ono z czasem miejscem spotkań mojej paczki,  nawet przeżyłam w nim pierwszy pocałunek 🤣 … cudownie tak powspominac 😃 dziękuję mommy draws za cudowny konkurs 😄 każda nagroda mas ucieszy , ale synek marzy o 4 lub 25, a mama marzy dla niego o 16 lub 6😁

    1. O matko jakby czytała o sobie ha ha ha ha szpital był moim drugim domem .. też mam częściowo sztuczną szczękę która czasami niestety zbieram z ziemi ..

  59. Moją ulubioną zabawką z dzieciństwa była oczywiście rosyjska gierka gdzie wilk łapał znoszone przez kurę jajka. Gierka ta robiła furorę szczególnie w moim regionie, ponieważ mieszkam na granicy z Białorusią. U nas na bazaru można było dostać wiele różnych wariantów tej popularnej gierki np. strzelania do kaczek. Pamiętam jak gierka ta stała prawie w każdym domu na półce. Każda jedna koleżanka i kolega ją miał, im więcej tym lepiej. Graliśmy w nią dosłownie wszędzie. Szczególnie na przerwach w podstawówce, ale także na tzw. trzepakach. Próbowaliśmy grać na lekcjach niestety nie dało się wyłączyć głosu. Najgorszą karą było jak rodzice chowali grę na parę dni.

    Wybieram: NAGRODA 1, NAGRODA 19

  60. Najlepsza zabawa i związane z nią fajne wspomnienia z mojego dzieciństwa to wyprawa z rodzicami i starszym bratem nad rzekę. Szliśmy przez las, a potem łąkę zaopatrzenie w niebieski koc w kratkę i kolorowy, pasiasty leżak (rodzice mają je do tej pory), a także prowiant w plecionym koszyku. Nad rzeką rozkładaliśmy koc i zaczynał się „cudowny” czas odpoczynku dla nas i może ciut mniej dla naszych rodziców :-). Uwielbiałam wspólne budowanie z piasku, donoszenie wody w wiaderku, wykorzystywanie patyków, kamyczków i innych darów, które można było znaleźć na dnie rzeki. |No i oczywiście same kąpiele w rzece, nauka pływania przez brata poprzez trzymanie mnie za dwie nogi (taak, być może dla tego wciąż pływak ze mnie kiepski). A jak już się zmęczyliśmy to przychodził czas na ciasto owocowe mojej mamy i kompot z butelki po Kaskadzie. Mniam!A wokół fruwające ważki. To są wspomnienia z każdych moich dziecięcych wakacji. Niestety nigdzie nie wyjeżdżaliśmy razem więc każdy ciepły, słoneczny weekend spędzaliśmy nad wodą.

  61. Z łezką w oku wspominam czas swojego dzieciństwa i te wszystkie fantastyczne zabawy w jakie wówczas się bawiłem z kolegami z deptaka. Mimo, że sklepowe półki świeciły pustkami, i nie miałem mnóstwa zabawek to jednak wyobraźnia moich rodziców w tworzeniu zabaw nadrabiała owe braki. Często wspólnie z tatą tworzyłem coś z niczego, a mianowicie budowaliśmy namiot z poduszek i prześcieradeł zawieszonych na oparciach z krzeseł, po czym wcielaliśmy się w rolę bezwzględnych poszukiwaczy zaginionych skarbów obserwując dziką dżunglę za pomocą lornetek, które wcześniej wykonaliśmy własnoręcznie z rolek po papierze toaletowym. Ile było przy tym radochy tylko my wiemy :)) Obecnie sam jestem tatą i moja niespełna 13 miesięczna córeczka uwielbia jak jej opowiadam o tych wszystkich zabawach, a mianowicie w co się bawiłem będąc dzieckiem.

    Wszystkie nagrody są cudowne, Nam najbardziej w oko wpadły: tipi od Lulando, bon na zakupy w sklepie manfi.pl , basen + 200 piłeczek (nasz faworyt!!)…ale oczywiście ucieszylibyśmy się też z każdej innej nagrody :))

  62. Pamiętam, że jako mała dziewczynka zawsze marzyłam o tym, by otrzymać mnóstwo ubranek dla mojej ulubionej laleczki – chciałam ją stale przebierać, stroić i chodzić z nią po wybiegu zrobionym z kartonowych pudełek po butach. Mama zamiast kupić gotowe fatałaszki postanowiła zabawić się ze mną w projektantkę mody – każdego wieczoru siedziałyśmy i rysowałyśmy na kartkach papieru ‚projekty’ kreacji dla mojej lalki, a później same próbowałyśmy je uszyć ze starych prześcieradeł 🙂 Ależ, miałyśmy radochę!! To była moja ulubiona zabawa, która z biegiem lat przerodziła się u mnie w pasje do szycia…zostałam krawcową! 🙂

    Nagrody jakie uszczęśliwiłyby moją córeczkę:
    – nagroda numer 4 (Hania uwielbia bawić się w namiotach wykonanych z kocyków i krzeseł, a w tipi mogłaby bawić się wszędzie czy to w ogrodzie czy to na łące pośród kwiatów)
    – nagroda numer 6 (w końcu mogłabym kupić jej wymarzoną zabawkę)
    – nagroda numer 10 (idealna dla drugiej córeczki, która pomieszkuje w moim brzuszku)
    – nagroda numer 13 (nowe ubranka zawsze mile widziane w garderobie mojej małej strojnisi)
    – nagroda numer 15
    – nagroda numer 23 (właśnie kompletuję wyprawkę dla drugiej córeczki i pościel z pewnością nam się przyda)
    – nagroda numer 25 (basen? piłeczki? Córeczka w końcu dałaby mamie odetchnąć :))
    – nagroda numer 26 (zakochałam się w asortymencie sklepu Mailo :))

    Mam nadzieję, że nie przeraziłam Cię ilością nagród, które zaproponowałam (początkowo wpisałam wszy

  63. Aaa! Zobaczyłem pytanie i czym prędzej pojechałem do Babci ! Tak ! To właśnie u niej jako dziecko spędzałem najwęcej czasu. Rodzice pracowali i to można pwiedzieć Babcia zapewniła mi spokojne i pełne zabawy dzieciństwo. Rozmawialiśmy do późnej nocy, niejednokronie płacząc ze śmiechu i wzruszenia, kiedy opowiadała mi o moich zabawach, gdy pokazywała zdjęcia i gdy z błyskiem w oku mocno mnie przytuliła mówiąc „ojj Tomuś! Dopiero byłeś taki tyci, taki malutki, kiedy ten czas zleciał….” !
    I właśnie ! Dziś przypomniawszy sobie dawne dzieje, mogę opowiedzieć Wam o mojej ulubionej zabawie.
    A więc w malutkim pokoju babci rozkładałem krzesła w różne miejsca. Starymi kocami zakrywałem je, dookoła obstawiałem poduszkami, pudełkami, wszystkim co znalazłem ! Pożyczłem od dziadka latarkę i wchodziłem do swojej „bazy”. Babcia przynosiła mi tam zabawki, klocki a także moją ulubioną zabawkę jaką była własnoręcznie uszyta przez nią pacynka. Miała łatki, duże oczka z guzików, kolorowe rączki i śmieszne stópki. Babcia uszyła ją z ubranek, których plamy nie chciały się doprać. Do środka wsadziła watę! Maskotka ta była moim przyjacielem w zabawie a nocą?Pozwala mi pokojnie spac bez strachu że przyjdą „potwory”.
    I tak właśnie w tej swojej „bazie” choć babcia twierdzi że wyglądało to jak „bunkier” bawiłem się nawet kilka godzin, nie chcąc nawet iść na obiad. Urządzałem sobie teatr cieni, używałem swojej wyobaźni że jestem na statku kosmicznym i lecę na magiczną planetę! Było tak niesamowice, realistycznie, tak przyjemnie !
    To była zabawa w domu, ale równie piękną miałem na polu ! Uwielbiałem gonić kury i kaczki,a także bawić się na kocu. Do zabawy wystarczyłami moja pacynka i tyle ! Trawa dookoła, kwiaty i drzewa stały się dla mnie wyzwaniem… wyprowadzałem misia na spacer, zrywałem mu kwiaty, bawiłem się z nim w szpital. Nie obyło się bez wyobrażania sobie, że miś zrobił coś złego i ucieka przed policją, że chowa się! Zabaw nie było końca.Miś miał wesołą minkę i umiał mnie zrozumieć. Słuchał wszystkiego co do niego mówiłem, nie bał się i zawsze mnie chronił. To dla niego wraz z babcia szyłem ubranka i uczylem go literek bawiąc się w szkołę! to właśnie ten miś dał mi wspaniałe dzieciństwo i wiele radości . Tomasz Wiśniewski
    Podobają się nam nagrody : suchy basenik bo synek o nim marzy , oraz nagrody 10, 19,26, 28, 6

  64. Ja zawsze byłam Laponią. To brzmiało tak pięknie. Rysowałyśmy nasze królestwa na ulicy. Państwa, miasta? Teraz już nie pamiętam na pewno jak nazywała się ta zabawa. Pamiętam, że moja przyjaciółka była Anglią, pisała to U.K. Nie pamiętam o co dokładnie chodziło. Ale jak dzisiaj pamiętam dźwięk domofonu lub po prostu wrzask pod oknem z pytaniem czy wyjdę. I wychodziłam przez tyle lat. Spędziłyśmy niezliczone godziny na wspólnych zabawach na osiedlu. Scenariusze tych zabaw się nie zachowały, ale te czas razem to mój fundament. Przyjaźń nie przetrwała dorosłości. Ale te kilkanaście pierwszych lat to mój największy skarb.
    P. S. Córka za rok idzie do szkoły, szukamy biurka Minko, także zrobimy najlepszy użytkownik z 5.

  65. ahhh…w tym roku magiczną barierę przekroczyłam i ta liczba mnie trochę zasmuciła! Tak (nie)dawno byłam mała a teraz moje dzieci wołają do mnie mama! 🙂 Jednak pamięcią chętnie sięgam do tamtych chwil….w co najbardziej lubiłam się bawić?
    Jako, że w domu byłam jedna dziewczyna a miałam starszych braci, którzy byli fanami „Czterej pancerni i pies” to w domu królowały chłopięce zabawy, ale jakże przeze mnie uwielbiane! Ustawialiśmy krzesła, okrywaliśmy kocami i budowaliśmy czołg! Był to czołg nie byle jaki! bo krzesła miały wyciągane siedziska, które były wejściem – w sumie takim małym jak mają czołgi a my maluchy zwinnie się mieściliśmy. Lufa na końcu miała naciągniętą gumkę i piłki-pociski wylatywały jak z procy 😀 już nie wspominam o innych wojennych gadżetach, które były zrobione przez dziadka.
    Moja ulubiona zabawa nie kończyła się tylko na czołgu bo miałam też dwie kuzynki, z którymi często się widywałam. Teraz są piękne tipi i namiociki a wtedy same musiałyśmy sobie takie budować, więc w ruch szły wszystkie poduchy, koce, ręczniki i co tylko nawinęło nam się pod rękę. Wszystko spinaliśmy agrafkami albo klamerkami do prania! i powstawały „piękne” bajkowe zamki 😀

    Ahhh…chwile beztroskiego dzieciństwa trwajcie u moich dzieci jak najdłużej!!!
    Ahoj! Przygodo i wodza fantazji podczas zabawy!

    Wspaniałe nagrody i wielcy sponsorzy (polubieni 🙂 ) Jednak w razie ewentualnej wygranej (ogrom pięknych wspomnień i zgłoszeń!) praktycznie przydały się nagrody: 25, 1, 6, 13, 16, 24, 26, 11, ale tak naprawdę każda by nas ucieszyła i wiele radości sprawiła 🙂

  66. Kiedy mała byłam,
    Bardzo bawić się lubiłam.
    Nie w gry zręcznościowe
    Bardziej w takie bajkowe
    Naśladowanie bohaterów z bajek
    Kolekcjonowanie figurek z jajek.
    Raz nawet sklep otworzyłam
    Drobne zabawki na kocu rozłożyłam
    I sprzedawałam je dzieciom przy drodze,
    Aż przyszedł tata i zdenerwował się srodze.
    Na drzewa nie wchodziłam
    W-fu nie lubiłam.
    Kolorowanki wybierałam
    Ciągle wycinałam i pisałam
    Lalki i misie na półkach układałam
    I o jakimś domku dla nich rozmyślałam.
    Kiedy kilka latek miałam
    To namiocik-domek od rodziców dostałam.
    O takim zawsze marzyłam
    I go sobie wyśniłam.
    W mroźny wieczór grudniowy
    Leżał pod choinka prezent bajkowy.
    Zimą w pokoju się w nim bawiłam
    Kryjówkę sobie tam urządziłam.
    Latem na dwór go wynosiłam
    I przed słońcem się chroniłam.
    Lalki i misie tam mieszkały
    Podczas zabawy się uśmiechały.
    Czasem domek w sklep się zamieniał
    Sprzedawca w nim stał i pieniążki rozmieniał.
    Innym razem szkołą się stawał
    I nauczyciel w nim zadania rozdawał.
    Dobra zabawa kilka lat trwała
    Aż urosłam i nie byłam już mała.
    Ale domek nie poszedł w zapomnienie,
    Samochodom i pojazdom braciszka dał schronienie.
    Teraz on miał w nim zabawy wiele
    Lubili go również jego przyjaciele.
    Chciałam, aby moje dzieci też takie wspomnienia miały,
    Więc i one w prezencie podobny dostały.
    W domu się chowają
    do którego przez tunel się dostają.
    Pozostają miłe wspomnienia,
    Na zdjęciach do zobaczenia .

    19/17/25/6/10/11 🙂

  67. Gdy byłam dzieckiem miałam 2 ulubione zabawy 😊 Pierwszą zabawą to była zabawa w sklep oczywiście ja byłam ekspedientką bardzo lubiłam klikać na kasie zabawkowej oraz wydawać pieniądze po swojemu oczywiście jeszcze tak dobrze w tym czasie nie liczyłam 😉 Drugą zabawą była zabawa w kościół tak tak nazwałam tą zabawę gdyż w domu wszędzie gdzie sięgałam na stoliku czy też na meblach łamałam te okrągłe duże andruty ( wafle) na mniejsze kawałki i udawała że to ” hostia ” nosiłam ze sobą w torebce od mamy skarbczyk siostry i modliłam się w kazdym kącik gdzie były połamane wafle. Tak o to te dwie zabawy mi w pamięci utkwiły a jedna zabawa została gdyż z zawodu jestem sprzedawcą 😉 Nagrody wszystkie są cudne więc z każdej wygranej bym się bardzo cieszyła 😊

  68. Dzis będąc juz sama mamą w nieco innych juz czasach najbardziej miło wspominam zabawy na powietrzu. Kiedyś wystarczyło grono koleżanek i kolegów z osiedla, piłka, guma (najgorzej grało się w drewniakach, ale w niedziele tak było trzeba)😀 koc, karty do gry, czasem piaskownica i liście(pieniadze😉). Sami rozwijalismy swoją kreatywność poprzez tworzenie czegoś z niczego. Niczego nam nie brakowało. Cieszę się że mnie to spotkało.

  69. Moją ulubioną zabawą, w którą bawiłam się wraz z pięcioma koleżankami z innych bloków była ‚baba Jaga patrzy!’. Byłyśmy umówione prawie codziennie na konkretna godzinę pod garażami i potrafiłyśmy grać kilkanaście razy 😂 po zabawach szlyśmy do naszej ‚wspolnej skarbonki’ która była wykopana w ziemi i pędziłyśmy po watę cukrowa 🙈 cudowne spomnienia ❤️

  70. Gdy byłam dzieckiem bardzo lubiłam bawić się w farmera:)miałam siostrę i brata którzy byli cielaczkami lub owieczkami. Moje stadko musiało chodzić na czworaka zaganiałam ich do zagrody i wrzucałam do koryta trawę, którą ze smakiem jedli:)

    Mieszkaliśmy w poniemieckim domu. Wokół domu było dużo zarośli i zakopanych skarbów według nas, bo rodzice uważali, że to są śmieci. Sukcesywnie wykopywaliśmy nasze skarby a były to: stare garnki, sztućce, pobite talerze, kubki, Sporo tego było znosiliśmy wszystko w krzaki i tam urządziliśmy sobie kuchnie. Specjałem naszej kuchni były gołąbki ( błoto zawinięte w liście lilaka:)

    1. Nasze całe podwórko było Królestwem zabaw dla całej ulicy. Nie miał znaczenia wiek i pochodzenie, wszyscy bawili sie razem. Najbardziej lubiłam sie bawić w Krainę Pozdziemia 😀 polegała na stworzeniu takiego miejsca, do którego nie miał wstępu nikt poza dziećmi i miejsce to miało być dla nas schronem w razie inwazji Obcych i …dorosłych !;)) Zaczepialiśmy na podwórkowym śmietniku wielkie liny, które połączone z podwórkowym trzepakiem i kurnikiem sąsiada tworzyły bazę do zaczepienia koców. W krzakach ustawiliśmy stworzone z kamieni i piasku „meble”, a zjazd po gorce, na której rosła podwórkowa grusza, odbywał sie za pomocą sanek zimowych;)) W ten sposób dostarczane były zapasy do schronu. Z kolei na wielkim kamieniu usadowionym obok śmietnika kładliśmy deski z garażu sąsiada, które uatrakcyjniały nam pobyt w Krainie Pozdiemia i stanowiły zarówno huśtawkę jak rowniez wagę do ważenia zdobytych kamieni;)) Dodam, ze zawsze sie komuś dostawało za te harce, ale w razie ewakuacji wszyscy biegliśmy na strych- a z racji 4 piętra, na którym sie znajdował dorosłym sie nie chciało tam wchodzić ….;)))) przeczekalismy, schodziliśmy i ….dalej sie bawiliśmy ;)))))Piękne, wspaniałe i kolorowe czasy mojego dzieciństwa- zawsze bede wspominać je z szybszymi biciem serca !;))

  71. Jako mała dziewczynka każde wakacje rodzice spedzalam u dziadków na wsi, a tam pomysły przychodziły mi do głowy jak komary wieczorną porą 😂 😂 😂 Moją ulubioną zabawą było budowanie własnej bazy ze starych desek, ubrań, folii i tam miałam swój „dom”, który według mnie był o wiele lepszy od ciepłego pokoju u dziadków 😂 To był mój dom, mój… Ja go zbudowałam i choć się czasem trochę zawalił, nie dałam sobie wmówić że jest zły 😂 tam miałam koc, mogłam leżeć, patrzeć w niebo, zajadac żelki i chrupki. Super co nie? 🙂 Tyle małej dziewczynce wystarczyło do szczescia 😂 Dlatego proszę o nagrodę Tipi, żeby mój Synus też miał swoją bazę i czuł się wyjątkowo 🙂 🙂 🙂 Pozdrawiam Sylwia Cichoń

  72. Ja pamiętam całe dnie spędzone na powietrzu. Wymyślonych zabaw całe mnóstwo, próbowania swoich sił i możliwości w różnych zawodach podworkowych. Nie przychodzi mi do głowy jedna konkretna zabawa bo w szkołe, lekarza, weterynarza bawili się wszyscy na swój sposób. Teraz mi smutno gdy dzieci są zamknięte w domach i czekają na inwencję rodziców zamiast samemu ruszyć szare komórki. Wtedy najgorszą karą ever bylo zakaz wyjścia na dwór, jak miała trwać dłużej niż dzień to było koniec świata a teraz dzieci (w większości) by się z takiej kary cieszyło… smutne to ale prawdziwe..

  73. Wiem ze spośród komenatrzy na 100 % sa na pewno wypowiedzi lepsze ode mnie. Pisze na czysto nie na brudno bez żadnego przygotowania ani wybujałej wyobrażni. Może mama będzie potrafiła spełnić marzenie swojej córki o tipi. No więc tak do rzeczy ja w dzieciństwie jak byłam bardzo mała lubiłam bawić się w sklep chyba jak każda dziewczynka. Sprzedawałam handlowałam wszystkimi rzeczami które tylko miałam pod ręką. Wciskałam każdemu wszystko. Dodam jeszcze ze jestem urodzona w dzień handlowy w piątek. Przełożyło się to na moje dorosłe życie dzisiaj działam prężnie w handlu i dobrze się w tym czuje. Drugą moją powiedzmy fajną zabawą było buszowanie w ciuchach i butach mojej mamy. Zakradałam się do jej sypialni gdzie miała swoją garderobę i zakładałam przebierałam się w jej ciuchy oraz przymierzałam jej ulubione szpilki i w nich chodziłam bynajmniej starałam się bo były na wysokim obcasie. Tam też znikałam na pół dnia. Mama była na mnie trochę zła i mówiła na mnie lumpeksiara ale także miała ze mnie totalny ubaw. Dziękuje Ah miło mi było przypomnieć sobie te beztroskie czasy dzieciństwa i powspominać dzisiaj przy święcie dniu Mamy 😉

  74. Jako mała dziewczynka wykazywałam typowe zachowania dla prawdziwej kobiety . Miałam dwie wspaniałe pary butów z którymi się nie rozstawałam! Jak patrzę na zdjęcia, nie zależnie od tego, czy z nad morze, czy z jeziora czy po prostu z domowego ogródka, one zawsze ze mną są. Dwie pary kaloszy, jedne żółte drugie czerwone. Mama zawsze mi mówi, że mogłam godzinami siedzieć przebierając je czy ubierając dwa różne. Zresztą widzę to po zdjęciach 😉 Taka oto kobieca zabawa i początek ogromnej miłości do butów <3

  75. Moją ulubioną zabawą były PODCHODY!
    Uwielbialem bawić się ze swoimi rówieśnikami i zawsze jak spotykaliśmy się na dworze to własnie bawiliśmy się w tą zabawę.
    Mieszkalem na wsi i mieliśmy duże pole do popisu. Kryjówek było mnóstwo. A to gdzieś w stodole, a to za garażem, a to na boisku, gdzieś na polu. Wszędzie, wszędzie było nas pełno 🙂
    Zawsze dużo nas było, i zawsze był problem przy wybieraniu drużyn.
    A bo ten nie chciał być z tamtym, a tamten z tym 🙂 Ale zawsze udawało nam się podzielić na drużyn i się bawiliśmy.
    Pochody- to wiadomo, że potrzebna była kreda do rysowania strzałek, by przeciwnej drużynie zostawiać wskazówki.
    Super cxasy tego co przezylem nikt mi nie zabierze ☺

  76. Moją ulubioną zabawką było Tamagotchi.😍😍😍 Pierwszą dostałam w przedszkolu od przyjaciółki, gdyż ciocia mieszkająca za granicą wysłała jej dwa. Było jajowate, żółte i półprzezroczyste. Najpierw wyhodowałam dino 🐭🐹🐯🦊🐷.
    Był on moją ulubioną postacią i miałam go najdłużej. Dokładnie do dnia, gdy pojechałam z rodzicami na czyjeś imieniny i zapomniałam zabrać zabawki ze sobą.
    Jak wróciłam, okazało się, że zrobił za dużo kup😮💩💩💩 i umarł, bo nie mógł się ruszać.😂😂😂
    Histerię, w jaką wpadłam pamiętam do dziś. Chyba chciał by dopadła mnie karma i odwdzięczył mi się zza grobu gdy wyhodowałam nowego przyjaciela.
    Zaczął zacinać się na dworze (było lato i możliwe, że nagrzał się od słońca ). Zaczął głośno i nieprzerwanie piszczeć. Wszystkie dzieci, łącznie ze mną, uznały, że zaraz wybuchnie, więc zostawiliśmy go na ulicy i uciekliśmy, żeby nie oberwać plastikiem. 😂🙈Nic podobnego się oczywiście nie wydarzyło ale po tym wydarzeniu nie był w pełni sprawny i dostałam nowe ale jakieś niemarkowe i zapłakiwałam się za każdym razem jak widziałam rysunek grobu xDD😂😂 Do tego stopnia, że mama się wkurzyła i roztrzaskała moje ostatnie Tamagotchi i jego era niestety przeminęła.😱😱😱😱(Najgorsze jednak były noce jak pikał by go nakarmić xDD .) Gdybym przypadkiem wygrała to chciałabym coś dla noworodka😊

  77. Jako dziecko najbardziej lubiłam się bawić w „bycie dorosłym” albo w rodzinę i w dom. Ja i siostra albo koleżanka byłyśmy wtedy rodzicami a lalki naszymi dziećmi. W dzieciństwie nie mogłam się doczekać dorosłości a teraz chociaż jestem zadowolona ze swojego życia, czasami z sentymentem wspominam tamten okres i myślę, że jednak fajnie jest być dzieckiem 😉

  78. Pamietam to dokladnie… ☺ nie moglam bez niej zasnac, wszedzie ze mna chodzila ( a raczej byla noszona xD ) , siedziała ze mna przy stole i w ogole😆Kojarzę nawet jakis ołtarzyk na jej czesc i specjalne łóżeczko (?) xD😀 a mowa oczywisice o… maskotce RÓŻOWEJ PANTERY😆 ! haha. Obecnie została przetransportowana do „szpitala dla zabawek” . Leczy sie tam juz… hm… kilkaaa lat 😂 no cóż, w koncu byla bardzo wychudzona, niewidoma, kulawa i ogołem okaleczona 😢 ale byla kochaną maskotka a co NAJ – moją pierwszą w zyciu (poznalysmy sie w kolysce) !😍

  79. Kiedy byłam małą dziewczynką wcale nie interesowały mnie lalki, ani pluszowe misie. Kiedy tylko świeciło słońce, gnałam jak opętana na zewnątrz, aby po raz kolejny móc stworzyć swój „kulinarny przepis” . Do małego wiaderka wsypywałam świeżo wykopaną ziemię, dolewałam wody i tworzyłam tzw. błoto ! Kiedy już konsystencja odpowiadała moim wymaganiom, stworzone błoto wylewałam na przygotowaną wcześniej deseczkę, i dekorowałam znalezionymi kwiatami, kamykami czy też innymi ozdobami.
    CZUŁAM SIĘ JAK PRAWDZIWY MISTRZ WYPIEKÓW !
    To zamiłowanie do dzisiaj mi pozostało, bo gdy tylko znajduję wolną chwilę, moje myśli kręcą się wokół składników kuchennych i tworzę. Wyobraźnią maluję wszystkie smakołyki, które później testuje moja ukochana rodzinka.
    Od babeczek po torty, a czasami nawet trafią się lody domowej roboty. Jednak coś w tym jest, że z ulubionej zabawy lub zabawki tak szybko się nie wyrasta.

    P.S W moim przypadku, chyba nigdy z tego nie wyrosnę !

  80. Choć pamiętam to jak przez mgłę, bo wiem, że uwielbiałem bawić się pluszowym misiem. Tak… Chłopiec, który lubił bawić się pluszowym misiem. Bałem sie powiedzieć rodzicom, a gdy pewnego dnia siostrzyczka zasnęła ze swym pluszakiem ja jej go zabrałem aby móc choć małą chwilkę poczuć się jak ona, mając prawdziwego przyjaciela. Oczywiście moja radość nie trwała długo, bo kiedy siostrzyczka otworzyła oczy i spostrzegła, że brakuje jej przyjaciela to narobiła wrzasku, przez co wydało się wszystko. Myślałem, że mama mnie okrzyczy, a ona podeszła do mnie, czule ucałowała w czółko i zza pleców wyciągnęła mały pakunek, który wręczyła z szerokim uśmiechem. Wiecie co w nim było ? Pluszowy MIŚ !Moja ulubiona zabawka, z którą nie rozstawałem się ani na krok ! To nie prawda, że chłopcy bawią się tylko samochodami ( chyba, że ja jestem wyjątkiem ) dla mnie liczył się mój przyjaciel i moc zabaw, które z nim przeżywałem.

    P.S Miałem wtedy 6 lat, a mój pluszowy przyjaciel otrzymał imię : Plama.
    Dlatego Plama ? Bo był cały w kolorowe plamki – ach, taki słodki ! A teraz bawi się nim moja córeczka.

    1. Mojej odpowiedzi nie pokazywało i nie miałem jak dodać imienia i nazwiska, którego zapomniałem dopisać.
      Arkadiusz Wantuch

  81. Moja najlepsza zabawa jaką ja pamiętam i chyba zapamiętam do końca życia to taka gdzie w raz z koleżankami rysowałyśmy na piasku (na ulicy przed domem) duże domy, mieszkania. Przypominało to trochę rzuty jak w projektach. Planowałyśmy gdzie urządzimy kuchnię, sypialnię i wiele jeszcze innych pomieszczeń. W pomieszczeniach tych było wyrysowane patykiem gdzie będą znajdowały się poszczególne meble a także dekoracje. Zajmowało to trochę czasu, ale kto by tam czas mierzył. Na koniec odwiedzałyśmy się nawzajem w swoich wymarzonych domach, mieszkaniach… To była naprawdę super zabawa. Wtedy tego nie wiedziałam ale musiała wpłynąć na moje późniejsze plany życiowe bo jestem inżynierem 😄

    1. Myślałem że mojej odpowiedzi nie ma…
      Jednak drugiego komentarza nie dodało, gdzie było imię i nazwisko.
      A dane to: Arkadiusz Wantuch

      P.S Pisałem w komentarzu na fb że mojej odpowiedzi nie ma, ale jednak się pojawiła 🙂

  82. Jako MAŁA dziewczynka chciałam jak Alladyn latać na dywanie,
    zwiedzić Egipt, widzieć słonie, zjechać na żyrafie jak bajkowej zabawie!
    Unosić się w przestworzach,kierować wyobraźnią w kierunku wolności
    a przy tym czerpać ze wszystkiego ogrom dziecięcej radości !
    Więc moja kochana MAMA uszyła mi koc z kolorowych kwadracików,
    a na końcach doszyła coś na wzór Alladynowych sznureczków-bilecików!
    I tak rozkładałam ten koc w ogrodzie, na trawie, zabawki zabierałam
    że dywam właśnie rusza, że mkniemy w przestworzach udawałam !
    Uśmiech nie schodził mi z Twarzy, lądowałam na wieżowach i falach morza
    wraz z dzikimi ptakami zwiedzałam tajemnice przestrworza !
    Goniłam strusie, uciekałam przed tygrysem, z lwem się bawiłam,
    magicznym „dywanem” w każdej czytanej przez Mamę bajce się zjawiłam!
    Byłam u Królewny Śnieżki, hasałam z krasnoludtkami w lesie
    i dywan hen hen, ku przygodzie mnie dalej wciąż niesie !
    Odwiedziłam Czerwonego Kapturka, przed złym wilkiem ostrzegałam,
    i ukradkiem za nim, swym latającym dywanem leciałam !
    Wstąpiłam też do Brzydkiego Kaczątka i go przytulałam i pocieszałam,
    opowieści o jego przyszłej metamorfozie z odlatującego dywanu śpiewałam!

    Jako mała dziewczynka miałam ogromna fantazję, a magiczny koc uszyty przez Mamę ze starych skrawków materiałów,działał na moje wyobrażenia realistycznie. Patyk z drzewa był moim drogowskazem, żabka gumowa najlepszym przyjacielem . Uwielbiałam na tym kocu bawić się szyszkami i wydawało mi się że to gadające ludziki, jak liliputy od Gulliwera !
    Unosiłam się nad głową tańczącego na balu Kopciuszka, księciu podpowiadałam,
    ahhh… jak wyobraźnią na tym kocu się zalewałam .

    Uwielbiam wspominać zabawy z dzieciństwa – takie kreatywne,
    kiedy moja wyobraźnia była szalona a ja bawiłam się dziecinnie,
    kiedy owy KOC był moim magicznym przedmiotem radość wywołujcym
    „realizm” do wyobrażeń i snów na jawie mających !
    Dzięki niemu wiele sobie wyobraziłam, nauczyłam się samodzielności,
    a także dobrze radziłam sobie ze stresem i toną przykrości !
    Ta zabawa rozwinęła we mnie kreatywne myślenie i dziś z tego korzystam
    ten koc wyciągnę ze strychu, może dla syna go wykorzystam !
    Bo dzisiejsze dzieci w natłoku technologii zapominają o dobrej zabawie,
    dlatego Bardzo bym chciała wygrać „NAGRODA 25 , sponsor: MiniBe ,nagroda: basen + 200 piłeczek”! By synek poczuł co to dobra zabawa, by spędził tu miłe chwile i miał co wspominać! Basenik przydałby się nam w ogrodzie i domu i był po prostu magiczny ! Pozdrawiam

  83. Ulubione zabawy mojego dzieciństwa… Jestem blokowym dzieckiem PRLu, więc na moim podwórku wszyscy bawiliśmy się w podchody! Dzieliliśmy się na 2 drużyny, robiliśmy wskazówki z patyków, liści, piasku z piaskownicy, kamieni i szukaliśmy kryjówek dla karteczek. Drużyna która szybciej znalazła wszystkie karteczki wygrywała 🙂
    Bardzo często graliśmy też w kapsle – dawniej „od święta” dostaliśmy orenżadę – czerwoną lub żółtą i okropnie słodką ale wtedy była najpyszniejsza na świecie 😀 Mieliśmy stary trzepak pod którym była wytarta ziemia. Patykiem rysowaliśmy start, metę, zakręty, przeszkody i skocznie. Pstrykaliśmy palcami z wyczuciem bo gdy kapsel wyszedł poza linię to wracało się na start.
    W wakacje nie musieliśmy kłaść się tak wcześnie, ale rodzice wołali nas do domu na 19 – wtedy dobranocka była jedyną bajką w ciągu dnia! Po dobranocce stukaliśmy ołówkiem w żeberka kaloryfera – to był nasz znak rozpoznawczy. Otwieraliśmy okno, kładliśmy poduszkę na framudze, grubą książkę na parapet, na niej kartkę z wypisanymi kategoriami i czekaliśmy aż wszyscy sąsiedzi (w naszym wieku) wyjdą do okna i rozpoczniemy państwa – miasta 🙂 Kategorie były różne ale te podstawowe to państwo lub miasto, zwierze, roślina, imię, nazwisko i pko. Graliśmy dopóki nie zrobiło się ciemno na podwórku. Ja miałam sąsiadkę piętro wyżej więc zawsze musiałam zasłaniać ręką moje odpowiedzi żeby nie podpatrzyła 😉
    Ehhhh i jak tu się nie rozpisać gdy wspomina się takie fantastyczne czasy? 🙂 Szkoda że bezpowrotnie minęły… ale dzieci PRLu będą pamiętać! 🙂
    Nagrody które skradły serducho: 6, 19, 16.

  84. Dzieciństwo spędziłem na wsi i to tam z moim plemieniem czyli moimi siostrami bawilismy sie w indian. Pierwsze łuki pomógł nam zrobić tata następne już sami robiliśmy. Toczylismy wojny z plemieniem czerwonych grzebieni (kury)które uciekaly przed nami gubiac pióra😁
    Przez pewien czas zagłębialiśmy tajniki hodowców. Przynieśliśmy ze stawu kijanki a hodowaliśmy je w słoikach innym razem zebraliśmy dość sporo chrabąszczy zbudowaliśmy dla nich domki z klocków lego i karmiliśmy liśćmi. Mam nadzieję że moje dzieci też z uśmiechem na twarzy będą wspominać swoje dzieciństwo

  85. Witaj Dominiko! Teraz troszkę o męskich zabawkach 😉 Mój dziadek miał u siebie w przedpokoju magiczną szufladę. W niej same męskie zabawki – śrubokręty, klucze, śrubki, jakieś blaszki, lutownice(!) i wiele wiele innych bardzo przydatnych rzeczy (do dziś nie rozumiem czemu babcia krzyczała na dziadka, że wyrzuci ten jego śmietnik – przecież tam wszystko było potrzebne). Za każdym razem kiedy odwiedzałem dziadków przesiadywałem przy szafce i wyjmowałem całą zawartość szuflady (ku uciesze babci:)) przeglądałem, pytałem do czego po co, jak używać. Za każdym razem zadając przy tym pytanie – „Dziadek, a to będzie moje jak dorosnę” „Będzie” – odpowiadał dziadek. Dziś (akurat jestem w trakcie przeprowadzki) magiczna szuflada mi się przydaje. Po śmierci dziadka cała zawartość szuflady trafiła do mnie – tak jak obiecał. I wiesz co, moi synowie też ją uwielbiają. A żona nie wiedzieć czemu krzyczy, ze wyrzuci ten śmietnik, a przecież wszystko z szuflady się przydaje i jest potrzebne…

  86. Pucio – brązowy, pluszowy buldog. Dostałam go od dziadków na 6 urodziny. A, że marzyłam o piesku, którego z powodu alergii nie mogłam mieć – postanowiłam, że Pucio zastąpi mi żywego zwierzaka. Pucio otrzymał posłanie, na niby karmiłam go, bawiłam sie, przytulałam, kochałam… i wychodziłam na spacery. Zrobiłam obroże z gumki do włosów, do niej doczepiłam kilka związanych ze sobą sznurówek i w drogę. Codziennie chodziłam z moim pieskiem na spacer – ciągając biedną maskotkę po ziemi, trawie – wszędzie tam gdzie nogi mnie zaniosły. Towarzyszyłam mi moja przyjaciółka – ona na rękach miała swoje trzy koty – również maskotki;) Wyglądałyśmy przekomicznie – dwie male dziewczynki marzące o zwierzątkach musiały swoje marzenia zaspokajać pluszakami 😉 Pucio ma honorowe miejsce w mojej piwnicy w pudle z napisem „Pamiątki” i nie wie wiedzieć czemu spód pluszka jest tak bardzo zniszczony hmmm 😉 Pozdrawiam!

  87. Do ulubionych zabaw w dzieciństwie należały przebieranki. Dzięki temu razem z przyjaciółką mogłyśmy odgrywać różne role i wcielać się nawet w najbardziej nieprawdopodobne postacie. W tym celu należało dobrać się do zawartości szaf i kosmetyków naszych mam i babć, oczywiście bez ich wiedzy 😉 robiłyśmy sobie wspaniałe (w naszym mniemaniu) makijaże, na stopy zakładałyśmy „stukające buty”, głowy zdobiły kapelusze, szyje – migocząca wszystkimi kolorami tęczy biżuteria a w dłoniach dzierżyłyśmy dumnie lakierowane torebki. Ponieważ nie miałyśmy przekłutych uszu regularnie ogołacałyśmy żyrandol wiszący w pokoju gościnnym przyjaciółki. Wisiały na nim cudne kryształki (z plastiku), które nadawały się na kolczyki. Tak wystrojone piłyśmy herbatkę w towarzystwie naszych lalek bądź udawałyśmy się do zaimprowizowanego kościoła, by śpiewać nabożne pieśni (mieścił się pod stołem nakrytym kocem a mszy słuchałyśmy w radiu;)). Z kolei całą podwórkową bandą (dzierżąc w dłoniach kanapki z kotletem) wyprawialiśmy się na poszukiwanie skarbów. Było to bardzo niehigieniczne, gdyż owych cudów szukaliśmy na śmietnikach. Wtedy były jeszcze śmietniki otwarte dla wszystkich grzebiących, często bez kubłów, za to z radośnie walającymi się na wysokiej pryzmie rozmaitymi odpadami. Potem porównywaliśmy łupy (kanapki już dawno były zjedzone, brudnymi rękoma oczywiście trzymane) i co cenniejsze zabieraliśmy do domu, żeby je umyć. O, i jeszcze gotowanie, oczywiście na niby. Tata koleżanki był marynarzem i często przywoził jej z wypraw takie jednorazówki z cukrem, solą, keczupem, musztardą, śmietanką do kawy i różne inne takie specjały, o których w szarych czasach Peerelu mogłyśmy tylko pomarzyć. A my to wszystko mieszałyśmy w jednym garze, dodawałyśmy wody i później jadłyśmy. Paskudne to było w smaku i cud, żeśmy się od tych smakołyków nie pos… pochorowały 😉 A z kolei z wakacyjnych wyjazdów na wieś pamiętam zabawy w piaskownicy – na pozór niewinne, ale gdy brakowało grabek zrobiłam je ze znalezionej gdzieś w krzakach kurzej nogi… Pośmiertne stężenie zrobiło z niej dość przydatne dla kilkulatki narzędzie do grabienia… No i baśnie namieszały mi w głowie, bo zmuszałam kuzynów do zabaw w dzielnych pachołków, którzy przedzierają się przez bagna, by uratować porwaną królewnę (wiadomo, kto był królewną;)) Za bagna robiła gnojówka, wyrzucana z tyłu za oborą. Na szczęście nikt z nas w trakcie tych zabaw się nie podtopił a najgorszą rzeczą, jaka mi się przydarzyła, było wciągnięcie (z charakterystycznym cmoknięciem;)) przez zdradliwą gnojówkę mojego żółtego kaloszka 😀
    (a z nagród podobają mi się propozycje Sonko, Steven i Juniorowa;))

  88. Bez referatow, dziś mam 28 lat i w sumie pamiętam doskonale jak uwielbialam gotować że wszystkiego co miałam ręką.
    Gołąbki z błota i liści babcinych wigoron, które MUSIAŁ zawsze kosztować tylko tata.
    Rosół z makaronem z papieru toaletowego.
    Spaghetti z obierek po ziemniakach no i oczywiście tort z góry kwiatów, które dość szybko znikały z babci rabatek 🙂
    W sumie bez rymu, bez poezji, ale szczere, własne i piękne wspinanienia.
    Które będą że mną zawsze, a w żołądku taty już na pewno 🙂
    Oby moja córa uraczyla mnie niebawem podobnie 🙂

    Nagroda 4, 25 lub 26 🙂 jeżeli można wybrzydzac 🙂

  89. Oooch tak byłam mistrzynią 🤗Raz w życiu . I to około 23 lata temu. Ta daaa byłam : Mistrzynią gry w klasy i to na jednej nodzeconnie było wcale łatwe i to mistrzyniom w graniu z kopaniem kamyka,żeby nie wyszedł za obręb kwadratu. Kochałam te grę i to uczucie ze jestes super extra i nikt Ci w klasy nie podskoczy 🤩
    Krótko i treściwie
    Jesli chodzi o nagrodę to każda dla dzis ka 9miesiecy plus
    Dziękuje i pozdrawiam
    ☺️☺️☺️

  90. Cześć 🙂
    Fajny pomysł na konkurs – wspomnienia z dzieciństwa zawsze poprawiają mi humor 🙂
    Czym najchętniej bawiłam się w dzieciństwie? Właściwie, w moim przypadku nie chodziło o przedmioty do zabawy, ale o towarzystwo, które brało udział w tej zabawie. To mogły być lalki, klocki Lego (wielka miłość, zwłaszcza pierwszy zestaw mojego brata, kupiony w Pewexie :D), rowery, hulajnogi, bierki, Eurobiznes, patyki czy inne gadżety – zawsze była nas gromada, jak dzieci z Bullerbyn, ja, mój straszy brat i kuzynostwo. Mieszkamy na wsi od urodzenia i na prawdę działo się sporo 🙂
    Budowaliśmy bazy i domki na rozlewisku. Ze starych opon i desek budowaliśmy tratwy, by przepływać między naszymi bazami – ilość nieplanowanych kąpieli – niezliczona 😀
    Z kostek słomy budowaliśmy domy, a w stodole, w sianie budowaliśmy tunele. Żeby nie było tak ciemno, zabieraliśmy ze sobą – tu uwaga – świeczki i zapałki! Mina rodziców, gdy to odkryli, bezcenna 😀
    Ponieważ wciąż przemieszczaliśmy się do okolicznych wiosek, by się wzajemnie odwiedzać i razem wyruszać na wyprawy (każda ściśle tajna i z założenia odkrywczo-naukowa ;)), potrzebowaliśmy rowerów. Czasy były ciężkie, rowerów mieliśmy za mało, więc na jednym siedzieliśmy w trójkę. Jeden kierował i pedałował, drugi na ramie lub kierownicy siedział a trzeci na bagażniku. Wypadki zdarzały się często i były spektakularne 😀
    Normą było gotowanie robaków i okazów roślinnych, jednak kiedyś rodzicom, ktoś przywiózł cały wór przeterminowanych zup w proszku. W założeniu miały zostać zjedzone przez świnie. Ale ale! Taka okazja by wykazać się prawdziwym talentem kulinarnym nie mogła nam umknąć! Chłopcy zbudowali kuchnie z cegieł, rozpalili ognisko i zagonili damską część bandy do gotowania. Ach! Mieszanka starych zup grzybowych, pomidorowych i rosołu (podobno z kury ;)) do dziś śni mi się po nocach.
    Za moim domem są tory kolejowe. Biegaliśmy tam codziennie, w porze gdy jechał pociąg, przykładaliśmy uszy do torów i słuchaliśmy stukotu kół. Robiliśmy to oczywiście przed i po odjeździe pociągu.
    Robiliśmy fantastyczne pistolety, karabiny i proce z patyków. Godzinami mogliśmy się bawić w „siedem kiji”, jeździć w zimie na workach ze słomą, latem całe noce oglądać niebo na balkonie, czytać komiksy Gigant i zlizywać piankę ze świeżego mleko, prosto od krowy. Życie smakowało obłędnie!
    Przygód różnych była tak wiele, że mogłaby chyba książkę napisać 🙂 Najważniejsze (i najdziwniejsze) jest to, że wszyscy przeżyliśmy, mamy wspaniałe wspomnienia i nadal bardzo bliskie relacje ze sobą. Bliskie na tyle, że teraz Nasze dzieci są dla siebie najlepszym towarzystwem i uwielbiają spędzać czas razem. Zapewne nie będą mieć takich przygód jak my, czasy się zmieniły i teraz kontrolujemy swe dzieci duża bardziej niż Nasi rodzice nas, jednak wyobraźni im nie brakuje a i wieś daje pole do popisu 🙂

    Jeśli uznasz, że chcesz mnie nagrodzić, ucieszę się z każdej, bo wyjątkowo fajni sponsorzy 🙂 Tylko tipi już mamy, więc drugie nie jest Nam potrzebne 🙂

  91. Najwspanialszy czas i zabawy odbywały się zawsze u babci na wakacjach…dom,ogród,zwierzęta…klimat wspaniały.Na końcu ogrodu znajdował się strumyk płynący z gór….razem z rodzeństwem i kuzynostwem robiliśmy huśtawkę z grubego patyka i sznura….o rrrrany ale było cudownie,huśtaliśmy się całymi dniami,och ta radość, och to szczęście…tak bardzo tego brakuje,tego czasu,babci,tych chwil…

  92. Uff to było dawno i niedawno temu … 🤔 niby jakies 20 lat z perspektywy czasu wydaje się wiecznością 🙈 a jeszcze cale zycie przede mna ! ❤
    Sięgając pamięcią wstecz przypominam sobie osiedlową gre w gumę 🙈 zlatywały się wszystkie dziewczynki i skakałysmy, przewaznie zaczynając od kostek w przysłowiowe „1, 2, 3″😂 pozniej kolana i pas, który teraz pewnie byłby na wysokości moich łydek, taka wyrosła ze mnie wysoka dziewczynka 😂😁
    DDrugą zabawą (pewnie jedną z wielu aczkolwiek wielu nie pamietam 🤔) byla gra w KLUSKI 😁 teraz kojarzą się tylko z jedzeniem 😂 ale wtedy tenisową piłeczkę odbijało sie od ściany bloku i przeskakiwalo przez nią! ehhh co to były za emocje ! Nie raz i nie dwa zabawę psuła nam starsza Pani którą itytował odgłos odbijającej się piłeczki od ściany w jej pokoju. Tłumaczyła krzykiem że nie może zebrać własnych myśli 🤔 wtedy dla nas – siedmioletnich dziewczynek była to jakas abstrakcja, nie mogłyśmy zrozumieć na czym polega zbieranie mysli 😂 przeważnie kończyło się to przeniesieniem na inną ścianę bloku 🙈
    Niedługo, bo juz w sierpniu przyjdzie na świat moja córeczka Maja, jestem świadoma tego ze czasy się zmieniły aczkolwiek tak miło wspominam tamte chwilę, że napewno dołoże wszelkich starań aby jej przemycić choć kawałek tamtego świata 😘❤

    Jeśli chodzi o nagrode najbardziej ucieszyłabym się z
    Kompletu pościeli z wypełnieniem od Snap albo kocyka z poduchą od Poduchy Martuchy – idealne dopełnienie naszej wyprawki 😊❤

    1. W moich czasach nie było praktycznie nic kreatywnego oprócz drewnianych klocków, które wkładaliśmy do skarpet, aby odtwarzały obcasy wysokich szpilek wszystkich cioć ktore przewinęły sie przez nasz dom:) Razem z siostra potrafiłyśmy całymi dniami udawać damy z wyższych sfer i dorosłe kobietki, ktore nie dość że chodzą w tak kreatywnych szpilkach to jeszcze malują sie szminkami mamy;) Uwielbialysmy odtwarzać scenki w sądzie u sąsiadów; wyobrażaliśmy sobie, ze mieszkamy w Wielkim Królestwie, dlatego tez zrywałysmy wszystkie rodzaje owoców, które rosły w tym sądzie i okolicznych ogródkach innych sąsiadów- jadłyśmy to wszystko prosto z krzaczków, ozdabiałysmy koce wszystkimi kwiatami, które udało nam sie „pozyskać” zza płota ogrodka innego sąsiada i byłyśmy najszczęśliwszymi istotami na ziemi. Kocham te wspomnienia, świat nie miał wtedy żadnego znaczenia- tylko to, że wtedy byłyśmy i mogłyśmy sie tak bawić razem w tak beztroskich czasach..;))

  93. Dawno dawno temu w erze braku internetu-bynajmniej do naszej wsi nie dochodził😂 – pamiętam jak kładąc się spać myślało się już by wstać i zwołać swoją ekipę- to chyba działało telepatycznie.😂😂Piękne zjawisko… Naszą wspólną zabawą była albo gra A- gra w karty. To przecież tylko parę papierowych karteczek a tyle frajdy… Graliśmy w makao bądź w oszusta- Jeeezuuu jak wylewało się przy tym (nie nie krew xD ) ale pot i „łzy”. Kończyliśmy zabawę opcją B- bierkami. Tak by się nerwowo „dobić” hehe. Nie wiem jak to robiliśmy ale nasze palce wyjmowały je jeden po drugim. Przyznam, że ostatnio zrobiłam podejście ze znajomymi by w nie zagrać..- i przyznam, że dopadła mnie już chyba starość. Palce były sztywne ALBO!! ta gra była jakoś ustawiona😂😂 Nagrodę, którą mogę zasugerować to coś dla maluszka, który urodzi się 12go lipca 🙂 Może zestaw pościeli?

  94. Ach! Uwielbiam wracać wspomnieniami do tych czasów… I wcale nie były potrzebne stosy zabawek by wypełnić dzień po brzegi. Wystarczyło zaledwie dobre towarzystwo i dwa kółka czyli ulubiony rower. Cały dzień na świeżym powietrzu i gonitwy po łąkach i chodnikach… Po którym zresztą mam pamiątkę do końca życia buhaha… Lesz w kolanie 🙂 Ale kto go nie ma?! Ręka do góry :p Z moją blizna na prawym kolanie się polubiłam i patrząc na nią mogę wspominać wyglupy i zabawy z dzieciństwa. Piękne to były czasy… Ale mojej córce Igusi kupię chyba jednak ochraniacze. Kasia, lat 31

  95. Dzieciństwo kojarzy mi się z grą w podchody, gdzie raz na jakiś czas wszystkie dzieciaki z ulicy bawiły się w tą grę, gdzie mama krzyczała, że dom to nie hotel bo przychodzimy tylko na posiłki i spać oraz ukrytym miejscem na łąkach gdzie organizowaliśmy spontaniczne ogniska albo zabawy w „Big Brothra” 😉

  96. Paluszek (czyt. papieros) w zębach, samoprzylepny papier z naklejek firmy Miro Mark w kolorze soczystej czerwieni na paznokciach, torebunia z odpustu pod pache, obcasy i kieca do kostek od mamuni i zaczynał się lans po wsi 🙂 Brałyśmy z kuzynką w wózki mojego brata i sąsiada i udawałyśmy paniusie na spacerze. Boziu…jakie przy tym powstawały historie…a że mąż wypłaty nie daje, że cukier drogi, że moje to już siku woła, a Twoje jeszcze nie :P, że kuzynce siostra z Ameryki przysłała telefon KOMÓRKOWY!!!, że za gorąco ale w Teleexpresie mówili, że ma padać… Inspiracje do rozmów czerpałyśmy z odbywającego się wieczorami „pierzenia” (darcia piór gęsich). Ja nie przegapiałam takich okazji 🙂 Nie lubię tego stwierdzenia „Kiedyś to były czasy…” ale jednak… 😉 Fajnie było sobie to wszystko przypomnieć 🙂 Pozdrawiam

    1. Co do nagród to większość sponsorów znam 🙂 Chętnie przygarnę książki lub ciuszki. Mam trzy córki. Jest kogo obdzielić 🙂

  97. O mamo! Pamiętam jak z młodszym bratem chodziliśmy po wiosce poboczami i szukaliśmy kapsli od piwa i później robiliśmy tor z przeszkodami w piaskownicy żeby chociaż chwilę zagrać bo jak już się nachodzilismy i zrobiliśmy ten tor to przeważnie już był wieczór to jedna rundka chociaż wpadła. W gumę byłam najlepsza i już nikt nie chciał że mną grać 😣 granie w siatkówkę przez płot z sąsiadka 😂 to były czasy😄super sobie przypomnieć te miłe chwile. Dziękuję 😘

  98. U Nas kazda latarnia „na blokach ” miala „branie”…. godzinami skakalam w gumę z kolezankami ! a o latarnie rzecz jasna guma byla zaczepiona bo dwojkami szybciej byla”nasza Kolejka „ha ha ha
    Pies zjadl Nam pilki-to nowy basen z kulkami by sie przydal…;)

  99. U Nas kazda latarnia „na blokach ” miala „branie”…. godzinami skakalam w gumę z kolezankami ! a o latarnie rzecz jasna guma byla zaczepiona bo dwojkami szybciej byla”nasza Kolejka „ha ha ha

  100. Moje dzieciństwo…. ostatnio siedziałam u babci na wsi i aż się łza w oku kręciła kiedy przypomniałam sobie tamte beztroskie czasy. Sam zapach wsi, który przypomniał mi juz lato wywoluje zawsze wiele wspomnień. A jak wyglądał ten czas?
    Całymi dniami jeździłam rowerem z koleżankami w różne zakątki małej wsi. Były zabawy w piasku i potajmne zrywanie kwiatów z ogrodu babci, by móc zrobić najpiękniejszy piaskowy tort w naszej cukierni. „Mamuśki” tez były na czasie. Bobasy w rękę, albo do wymarzonego wózka i heja przez wieś😊 A kiedy u sąsiadów pojawiało się małe dziecko, to przepadalam całkowicie. Wracałam na obiad i na kolacje. Wtedy jeździłam prawdziwym wózkiem i całymi dniami zajmowałam się dziećmi. I to było to co kochałam najbardziej od najmlodszych lat wiernie aż po dzis dzien. Do dziś pamiętam wyskakującą z domu babcie 😍, która robila słynne „Eeeeee” i machała do mnie groźnie ręką, żebym się tak nie garbiła (bo miałam problemy z kręgosłupem). Ale zapomnieć nie można o naszej cudownej gumie do skakania. A pachy były najlepsze – wyginanko w pełnej krasie. No i lina, taka długa ze 5 osob mogło skakać😊 choć nie tylko takie dziewczyńskie rzeczy mnie kręciły. Mam dwóch starszych braci i to z nimi i duzo starsza męską ekipą uciekałam na Dęby, gdzie była baza. Liny na drzewach, by móc się hustać i mój pierwszy papieros w wieku 8 lat. Duzo powiedziane papieros, ale buszek, ktory do dzis jest w mojej pamieci, bo o mało co płuc nie wyplułam. A zrobiłam to tylko dla jednej gumy orbit od starszych chłopaków. Taka orbitka to był wtedy rarytas. Należała się tylko temu co choć raz się zaciągnął. I do dziś na papierosy patrzeć nie mogę. Z tamtąd mam też dwie blizny, kiedy wchodząc na drzewo omal co nie zaliczyłam spektakularnego upadku. Ale zachaczylam się tak plecami ze upadek był bardzo kontrolowany😆.
    Ale oprócz tego byłam tez osiedlowym blokersem. I tam pamiętam zabawy w cztery strony świata, klasy, pomidor, oczywiście guma i raz dwa trzy babajaga patrzy. Słynne pyzy z obiadu posmarowane dżemem truskawkowym, które mama po najgłośniejszy na osiedlu MAAAAAMMAAAAAA! (I tu bylo: „czego się tak głośno drzesz” ) rzucała nam przez okno. I mój salon fryzjerski na ławce osiedlowej,gdzie tobilam francuzy wszystkim dziewczynkom.
    Miało nie być wypracowań, ale chyba się nie da. Mogłabym tu pisać do wieczora tak kochałam moje dzieciństwo.
    Mam teraz trzy córki i robie wszystko by spędzały czas tak jak ja. Póki co nam się udaje i wracamy każdego dnia brudne i zadowolone do domu. Z odartymi kolanami i poczochranymi fryzurami. Nawet nasza Iga, która ma 8 miesięcy kocha piaskownice😍 a ja kocham mieć moje lobuziary, bo dzięki nim wracam do czasów kiedy byłam mała. Moge robic z nimi babki z piasku i skakać po kałużach tak ze jestem cała mokra😍

    Do naszego domu od września wkracza pierwszoklasistka Lena i marzymy o przepięknym biurku, by mogła mieć swój mały szkolny kącik.

  101. W dzieciństwie byłam tzw hersztem bandy, uwielbiałam robić psikusy i wszędzie było mnie pełno. Jedną z ulubionych zabaw było przywiązywanie starego portfela sznurkiem i zostawianie go na ulicy. Ja w między czasie oczywiście sie chowałam i jak ktoś sie zatrzymywał to pociągałam za sznurek😂 Dużo też uciekałam mamie a ta goniła mnie po wsi na starym składaku 😉

  102. Dzieciństwo i czas beztroski , zabawy i poznawania świata to cudowny okres , który wspominam z wielką nostalgia w sercu , zwłaszcza patrząc na terazniejsze dzieciństwa , które niestety przepełnione są telefonami, grami komputerowymi, grami na PlayStation , telewizja kablowa pełna dziwnych niekiedy złych bajek …kiedyś było lepiej stanowczo. W okresie mojego dzieciństwa najbardziej lubiłam bawić się na świeżym powietrzu , lato to była ukochaną pora roku , pikniki pod chmurką na które zabierała mnie mnie babcia , budowanie bazy i zabawy w podchody , puszczanie latawców , zabawy w poszukiwaczy skarbów , kamyk, patyk i dużo wyobraźni – przepis na super zabawę ! Z kolegami graliśmy w piłkę i wspinaliśmy się na drzewach , z koleżankami grałyśmy w gume, bawiłyśmy się w dom – przyszłe mamusie i żony z naszymi lalami, no i pierwsze biznesy w życiu – kolekcjonowanie karteczek i ich wymiana . Cudowny czas , i dowód że dało rady obejść się bez super nowoczesnych gadżetów, zabawek , telewizji i internetu. Bardzo chcialabym aby moja córeczka , która niebawem przyjdzie na świat miała wspaniałe dzieciństwo, potrafiła bawić się z wyobraźnią , bo to najlepszy czas w życiu 🙂

    1. Ja uwielbiałam się bawić w sklep z babcią, do tej pory na kasetach VHS czy dziecięcych książkach są papierowe ceny . Później była faza na budowanie bazy z koców i na „podłoga to lawa !” . Hitem był też kupiony przez moją ciocie prawdziwy dziennik szkolny , więc mogłam wszystkim pluszakom i nawet rodzicom wystawiać oceny za dany dzień 😄

  103. Błoto, trawa i sekretny domek pod balkonem. Kto nie robil rosołu z błota i trawy! Palce lizac. Tort i swieczki z gałazek? Prosze bardzo! Az dzieciecy swiat prosi sie o najprostsza zabawe, jaka jest wyobraźnia 🙂 oto moja ulubiona zabawa

  104. Moje dzieciństwo hmmmmm rozmarzyłam się 💕 Jak na typową chłopczycę przystało 😁 moimi ulubionymi zabawami były: gra w kapsle👌 hihi tarazan pogromca trzepaka 😈 oraz gra w grykla (potrzebne do tego było opakowanie po paście do butów kreda I kawałek chodnika) 🙂

  105. Ojeny, to były czasy! Ekipa blokowa zawsze na posterunku. Zabawy były różne i każda fantastyczna, absolunie każda ulubiona! Nawet „zwyłe” jeżdżenie na rowerze było super-hiper-zabawą. Podchody, policjanci i złodzieje, chowany. Ach to były czasy, działo się! Skakanie po drzewach, krawiące kolana (i przyklejone rajstopy, auć :D), klasy, guma. Lalki katapultowane w kosmos, pistolety z patyków. Niemożliwe by wybrać ulubioną i naj. Nie da się 😛

  106. Ze swojego dzieciństwa najlepiej pamiętam dwie zabawki. Obie zrobił mi tata 🙂 Jedna to była wstążka na kijku – taka jak mają dziewczyny w gimnastyce artystycznej. O marzyło mi się być taką gimnastyczką….. Nie dało się wtedy takiej zabawki kupić więc tata podjął się wyzwania, wziął ładny kijek, kupił duuuuuuużo metrów różowej wstążki i przyczepił ją do kijka pinezkami. jak ja lubiłam machać tą wstążką 🙂 Mieszkaliśmy w bloku a małym mieszkaniu więc za dużo miejsca na szaleństwa ze wstążką nie było hehe Drugą zabawką był łazik zrobiony z drewnianej szpulki od nici. Mechanizm opierał się na gumce recepturce która była przewleczona prze środek szpulki, z jednej strony zabezpieczona zapałką a z drugiej patyczkiem od lizaka i ulepionym takim jakby „trzymakiem” z roztopionego wosku żeby można było jeździk nakręcić, na brzegach szpulki tata ząbki, żeby lepiej się poruszał. Jaka miałam frajdę jak z książek, klocków itp robiłam przeszkody do pokonania przez łazika 🙂 Te dwie zabawki utkwiły mi w pamięci najbardziej proste, banalnie tanie i zrobione przez tatę 🙂 Chyba nawet u rodziców one nadal są więc łazik odziedziczy synek jak jeszcze troszkę podrośnie 🙂 P.S. Na razie uwielbia oglądać wszelkiej maści książeczki więc nagroda od Juniorowo było by dla niego idealna, ale ucieszyłby się z każdej innej nagrody jeślli dopisało by nam szczęście.

  107. Acha moją najlepszą zabawką była lalka Bobas 🙂 I zabawa w mamę 🙂 Tak się akurat zdarzyło 😉 że Mikołaj dał nam lalki bobasy akurat tego roku , co urodził się nasz młodszy brat (w grudniu)😉 Więc jako jedyne miałyśmy prawdziwe ubranka dla lalek, kaftaniki, śpioszki, czapeczki bawełniane i wszystkie dziewczynki chciały się z nami bawić 😉Wychodziłśmy latem pod balkon z kocem i reklamówką ubranek, czymś do jedzenia i picia i zabawa trwała cały dzień 🙂 Ale to była radość jak brat wyrastał z ubranek a mama dawała je mam do zabawy 😉Woziłyśm lale w wózkach wiklinowych i to nic że nogi lalek wystawały bo były za duże, zabawa była fantastyczna 🙂 Dłuuugo bawiłam się tą lalką, później nawet zaczęłam sama szyć jej ubranka 🙂 Aż pewnego dnia oddałyśmy je biednym dzieciom, które mieszkały na osiedlu, było trochę przykro ale i tak już byłyśmy za duże na zabawę lalkami 🙂🙂 Do dzisiaj z siostrą wspominamy te bobasy i śmiejemy się z naszych zabaw 🙂

  108. Zdecydowanie w dzieciństwie wygrywała zabawa klockami lego. Dostaliśmy z bratem i siostrą wielki karton klocków od dzieci z Niemiec, którym one się już znudziły. (Wiadomo, biedne dzieci z Polski nie widziały nigdy klocków lego) 😂 Nasza mama do dziś wspomina, że jak się bawiliśmy to godzinami „Nie było dzieci w domu”. Zbudowaliśmy całe miasto, domy, hotele, sklepy, wymieniliśmy się rolami. Pamiętam, że jedyni na dzielni mieliśmy konie lego, to było coś! 🐎🐴
    Marzę o takiej zabawie dla moich dzieci,a w tej zabawie marzę o pięknym zestawie książek z juniorowo.pl
    Pozdrawiam 😊

  109. Witam bardzo serdecznie 😊

    Gdy próbuje przypomnieć sobie moje zabawy z czasów dzieciństwa to nie wiem od czego zacząć. Zabawy na podwórku to była największa frajda, spędzało się tam całe dnie. Zazwyczaj wraz z koleżankami bawiłyśmy się w rodziny. Każda z nas przynosiła lalkę, ubranka, kocyk, mebelki i bawiła się swoją lalką. Odwiedzałyśmy siebie nawzajem. Gdy mama wolała na obiad to ciężko było wrócić do domu, jadło się szybko obiad i wracało na dwór. Rzadko kiedy bywało się w domku gdy była piękna pogoda, zazwyczaj wołało się pod balkonem „MAAAMOO, rzucisz mi 1zł na loda”? Gdy mama już dała pieniążka to kupowało się loda pałeczkę za 30 groszy, oranżadkę, gumy kulki za 10gr i człowiek był okupiony. Często bawiłam się z koleżankami na placu zabaw. Główną zabawą był rekin, który był w piaskownicy a reszta osób chodziła po krawędziach i nie mogła spaść. Również zjeżdżałyśmy na zjeżdżali i robiłyśmy „korek”. Kto by pomyślał, że takie drobne rzeczy mogą sprawić tyle frajdy.
    Najlepsze zaczynało się wieczorem, ponieważ gdy robiło się ciemniej to koło godziny 20 każdy wracał do domu, przebierał się w czarne ubrania i bawiliśmy się w chowanego z piłką czy w podchody. Moja ulubiona kryjówka była pod jabłonką w ogródku sąsiadki, gdzie mogłam podkradać jabłka i czekać aż ktoś mnie znajdzie.
    Gdy nie było pogody to zazwyczaj bawiłam się ze starszym bratem. Każdy z nas tworzył ze swojego łóżka „bazę” z koców i poduszek. Również bawiliśmy się w odprawianie mszy. Często sobie dokuczaliśmy i kłóciliśmy, ale nie trwało to długo i szybko się godziliśmy.

    Teraz jak to wszystko wspominam to cieszę się, że moje dzieciństwo nie znało telefonów, komputerów bo nie miałabym teraz takich cudownych wspomnień.

    Pozdrawiam 😊

  110. Widzę, że wypowiadają się same Panie, a ja się wyłamie 🙂 Jako, że miałem dwóch braci i małe mieszkanie to mój tato zrobił nam własnoręcznie dwupiętrowe łóżko, wraz z braćmi wkładaliśmy garnki na głowę i zjeżdżaliśmy po barierkach, ze skakanką zabraną siostrze, udając strażaków. Ta zabawa była naszą ulubioną do czasu skręconej nogi mojego brata oraz dwóch szwów na łuku brwiowym 🙂 od tego czasu bawiliśmy się w wydawać by się mogło bezpieczniejszego „chowanego”. Jak już wspomniałem miejsca było mało więc trzeba było być niezwykle kreatywnym 🙂 Do tej pory nie wiem jak zmieściłem się w szufladzie i jak udało mi się zamknąć ją od środka i usnąć 🙂 Kryjówka była na tyle dobra, że skończyło się na telefonie do rodziców, o mało nie została wezwana wtedy policja 🙂 dodam, że wszystkie zabawy w tamtych czasach były świetne. Do szczęścia potrzebne nam było trochę wyobraźni, towarzystwo lub dobra pogoda. Żyliśmy bez „Smartśmieci” „fejsów” i innych udziwnień, a mama tylko zrzucała kanapki i picie 🙂

  111. Dzieciństwo kojarzy mi się głównie ze smerfami 😍 pamiętam, że zawsze gdy miały być na dobranockę w tv wszyscy biegliśmy do domu obejrzeć nowy odcinek, a następnego dnia odtwarzaliśmy go na dworzu. Co ciekawe wcale nie chciałam być Smerfetką jak reszta dziewczyn. Wolałam bardziej fajtłapowate smerfy, więc wcielałam się w Ważniaka lub Ciamajdę. Ciekawe czemu, co? Ano, bardzo chciałam zostać złapana i zabrana do zamku Gargamela, którym był najładniejszy chłopiec na podwórku. Specjalnie wpadałam w zasadzki, lub potykałam się o trawę 😂 Nie raz serduszko mocniej zabiło gdy za rękę odprowadzał mnie do celi… ❤

  112. Hahaha, pierwsze co mi się przypomina jako wspomnienie z dzieciństwa to jak zawsze czekałam z utęsknieniem, aż ktoś z Naszej podwórkowej bandy będzie miał nogę albo rękę w gipsie. Zawsze mogłam dać się ponieść fantazji i bazgrać całymi dniami graffiti po gipsie. Nie powiem talent do rysunków miałam, więc zawsze osoba z gipsem przez najbliższy miesiąc mogła dumnie eksponować swoje połamane kończyny haha 😉 Jeśli chodzi o nagrodę chętnie przygarniemy coś do szafy dla moich dzieciaków albo kurke La millou 😀

  113. łapanie żab! Tak dokładnie, mam nadzieje, ze za bardzo nie maltretowaliśmy tych zwierzątek. Razem z kuzynami wybierałam się do ich babci na wieś i w okolicznych bajorach łapaliśmy żaby, zawoziliśmy je potem do nich do domu i wpuszczaliśmy do oczka wodnego… jakie było nasze zdziwienie gdy rano już ich nie było…:P Chłopaki nauczyli mnie też robienia bomb z opakowań po kindr niespodziankach – mieszało się wodę chyba z soda spożywczą, zamykało i rzucało gdzieś daleko… mam nadzieje, ze moje dzieci nie będą aż tak pomysłowe… a tak na co zień to rower, ależ byłam uroczo posiniaczona … jak dalmatyńczyk, ale sama nauczyłam się jeździć…ot, co!

  114. A ja powiem krótko najbardziej pamiętam godzinne zabawy w piaskownicy, zamki, tunele ech to były czasy wychowana na uboczu miasta.
    Z dzieciakami z sąsiedztwa mogliśmy bawić się godzinami. A latem siano kosy, żniwa to były piękne czasy

  115. Oj, uwielbiam się przenosić w czasy dzieciństwa 🙂 Ja wychowywałam się z moimi kuzynkami, które były nieco ode mnie starsze. Uwielbiałam Dzieci z Bullerbyn i żałowałam, że nie mieszkam w takiej wioseczce i nie mamy takich przygód jak Oni. A moją ulubioną częścią była oczywiście opowieść o przygotowaniach do Świąt!
    Ale nie o tym… z racji moich rudych włosów bawiłyśmy się z kuzynkami w Arielkę. Ja oczywiście byłam Arielką – miałam zielone lycrowe legginsy, dziewczyny związywały mi nogi w kostkach (haha! wiem jak to brzmi, ale no przecież jakoś musiałam mieć syreni ogon, a potrzeba matką wynalazku!) i odgrywałyśmy sceny z mojej książki. Najbardziej właśnie lubiłyśmy się przebierać i udawać różne postaci :)Uwielbiałyśmy się też zapraszać nawzajem do swoich domów na „herbatkę” – wcześniej należało wystosować pisemne ręcznie robione zaproszenie, podrzucić do skrzynki (oczywiście poinformować „macie coś w skrzynce i szybko uciec).

    To były na prawdę kreatywne czasy. Trochę mi żal dzisiejszych dzieci, które są aż tak otoczone zabawkami, stymulowane ze wszystkich stron. My w latach 80-90 tego nie mieliśmy, ale dzięki temu, nasze dzieciństwo było tak kolorowe i barwne, a zwykły patyk udawał różdżkę czarodziejki z księżyca, a związane nogi syreni ogon 🙂

    Jeśli zostanę wybrana – nie ukrywam, że chętnie przytuliłabym kurę 🙂 Lub inny gadżet dla maluszka, który niedługo pojawi się w Naszym życiu. Wyczekany, wymodlony i wystarany od lat <3
    Pozdrawiam!
    J. Iwanicka

  116. Moje dziecinstwo to jeden wielki wymyslony plac zabaw! Tego juz teraz nie ma wsrod dzieci a przynajmniej jest rzadkosci. Kiedy to wszystko wspominam to az lezka kreci sie w oku patrzac na moje dzieci, ktore mieszkajac w uk nigdy tego nie zaznaja dopoki jestesmy tu. Bylam dziewczynka-chlopczyca 😉. Lalki, domki nie byly dla mnie. U mnie liczylo sie skakanie po drzewach, chowanie w trocinach na istniejacym wtedy tartaku, ale najlepsza zabawa bylo budowanie czolgow… 😂🤣 Tak czolgow… znajdowalismy cegly na gore robilismy kulke z piasku wbijalismy patyk jako lufe i zabawa byla przednia 😍😍😍. Pozdrawiam serdecznie. Joanna Kumorowicz email: asiakumorowicz@gmail.com

  117. Moje dzieciństwo?
    Samolot z patyka, samolot z butelki, z miotły, z papieru, z widelca, z liści, z mchu i paproci 😉 I lotnisko w piaskownicy! Cały dzień, całą noc samolotów pełna moc! A najwspanialsza wycieczka? Na lotnisko <3
    Moje dzieciństwo wspominam jak jeden wspaniały kolorowy lot po marzenia. Może dlatego dzisiaj jestem stewardessą? 😉
    Dziękuję Ci za przywołanie moich wspomnień Mommy :*

  118. W dzieciństwie moja ulubiona zabawa jak na każda dziewczynkę przystało było naśladowanie mamy. Codziennie gdy ona gotowała obiady ja razem z siostra gotowaliśmy swój na podwórku. Do dużego wiaderka wkładaliśmy zerwane liście, trawę, które zalewalysmy woda i przygniatalysmy dużym, ciężkim kamieniem znalezionym na pobliskim polu. Nasza „zupa” po jakimś czasie zmieniała kolor na zielony, kiedyś była to dla nas magia ! Dzis wiemy, ze to właśnie te zielone liście i trawa puszczały sok 😂 W pomieszczeniu gospodarczym zwanym kiedyś „chlewem” miałyśmy mały stolik i krzesełka gdzie zapraszalysmy koleżanki z podwórka na pyszna zielona zupę – groszkowa :). Do picia był „sok truskawkowy” zrobiony z czerwony h cegieł, którymi tarlysmy o beton by się pokruszyły, a pyłek wrzucaliśmy do wody. Kiedyś nie było tyle cudownych zabawek jak dzis. Cieszę się, ze moje dzieciństwo łączyła kreatywność i robienie czegoś z niczego.

    Jeśli mogłabym wybrać nagrodę z tych wszystkich cudowności wybrałabym tipi dla moich synków choć wiem, ze to nie zastąpi im dawnego „chlewu” lub zestaw książek dla starszaka, który chłonie je codziennie wieczorem niczym gąbka wodę.

    Pozdrawiam serdecznie !

  119. Cześć jestem Karolina mam 32lata i uwielbiam bawić się Barbie i ciastolina ( tylko ta niewymieszana co w dzisiejszych czasach trudno 😂). Tworze, kleje i buduje i nie ważne, że sama jestem już mama! Ja nadal czuje się dzieckiem 😉

    Karolina.s.rogala@gmail.com

  120. Jak większość, dzieciństwo spędziłam na zabawach na podwórku jednak kiedy padał deszcz trzeba było bawic sie w domu. Moją i brata ulubiona zabawa bylo przeprowadzanie wywiadow radiowych:). Bralismy od rodzicow magnetofon wycią galismy jakąś kasetę taty i nagrywalismy. Najcześciej byly to sprawozdania z wypadkow. Relacjonowałam co sie wydarzylo a brat był swiadkiem lub uczestnikiem zdarzenia i przeprowadzałam z nim wywiad. Potem żeby odsluchac naszą audycje trzeba było przewinąć kasetę ołówkiem bo przycisk w magnetofonie się zacinał.

  121. Moją hitową zabawką? może zabawą?–były kolorowe karteczki z notesików.😍 To był dopiero szał! W szkołach były one nieoficjalną walutą i niezłym szpanem. Już od najmłodszych lat miałam chyba duszę kolekcjonerki, bo zestaw karteczek miałam całkiem pokaźny-( nieskromnie przyznam, że czułam się jak karteczkowy BOSS) 😂😂. Zapachowe, z przystojnymi męskimi zespołami 😍😍czy ze zwierzakami  – było ich tyle, że nie sposób wszystkich spamiętać. Najlepszym sposobem na ich przechowywanie były albumy na zdjęcia. Wymiana karteczkami przybierała czasami bardzo poważną formę biznesową, chcąc zrobić dobrego „deal’a” człowiek musiał się często dużo na negocjować!😂🙈 Podsumowując: miałeś dużo niespotykanych karteczek – byłeś kozak! 😂😂😂 Chciałabym „polecieć w kulki” i wygrać suchy basen ale odpowiem również politycznie, że będę się cieszyć z każdej wygranej😂

  122. Z dzieciństwa pamiętam, że moją ulubioną zabawką była moja lalka… ❤ Miała szmaciany brzuszek i gumowe kończyny oraz ubrana była w śpiochy. Dokładnie pamiętam tez moment, w którym ja dostałam…to było w Zakopanem na wyjeździe (chyba wakacyjnym). Siedziałam z prababcia (która tam mieszkała od urodzenia), rodzicami i babcia w małym mieszkanku prababci. Tata wysłał mamę do sklepu po mięso na obiad…długo jej nie było. Babcia i prababcia krzątały się po kuchni i przygotowywały obiad. Nagle wchodzi w końcu mama i mówi,ze …. mięsa nie będzie bo kupiła mi piękna lalkę 😱😱 ! Oczywiście była awantura, ale ja byłam najszczęśliwsza na świecie!!!! LALKĘ mam do dziś!!!! Przez te wszystkie lata wędrowała ze mną przez życie…i teraz bawią się nią moi synowie (jakkolwiek to brzmi :P) ! A ja się wzruszam i staje mi przed oczami moment, w którym ja dostałam… 😊😊

  123. Jako dziecko nie miałem zbyt wielu zabawek ale miałem ulubioną. Mogę powiedzieć śmiało, że moją główną zabawką, była moja własna wyobraźnia. Jako dorosły mężczyzna, do tej pory (od 20 lat!) trzymam na swoim biurku figurkę smoka wawelskiego, którą dostałem jako dzieciak leżący w szpitalu. Nic niezwykłego, smok sobie stoi, a za nim ciągnie się jego ogon.😊Mimo to, służył mi wiele lat jako swego rodzaju medium w odtwarzaniu moich niezliczonych historyjek jakie udało mi się w danej chwili wymyślić. To musiało wyglądać idiotycznie, ale obracanie w powietrzu figurką smoka często zastępowało mi inne zabawki których mieć nie mogłem. Tak więc nie potrzebna mi była figurka samuraja, wystarczyło, że smok machnął ogonem, imitując ruch opadającego w dół miecza. Takie wspomnienie i taka pamiątka- BEZCENNE 😉 😉

  124. Z dzieciństwa mam wiele wspomnień, od typowo dziewczęcych zabawek typu Barbie po samodzielnie robione proce 😀 Jednak najbardziej utkwiło mi wspomnienie jak chciałyśmy z koleżanką zmieniać świat. Moja mama dużo szyła, w związku z czym zawsze był dostęp do różnych materiałów. Pewnego razu postanowiłyśmy z koleżanką zostać ‚Supermenkami’. Znalazłyśmy niebieskie i czerwone materiały na płachty na plecy, na których przyczepiłyśmy sobie szpilkami wycięte z żółtego materiału ‚S’. Płachty przyczepiłyśmy sobie do ubrań szpilami, przez co byłyśmy ostatecznie nieźle podziubane, ale naprawdę wierzyłyśmy, że możemy zmienić świat. Biegałyśmy po całej okolicy mówiąc, że spełnimy każde życzenie i uratujemy wszystkich w potrzebie 😀 W rolę supermanek wcielałyśmy się wiele razy co teraz wspominam z ogromnym śmiechem 🙂 Moja córeczka dopiero zaczyna poznawać świat, ale mam nadzieję, że będzie miała równie wiele fajnych wspomnień, bo dzieciństwo to najlepszy okres życia 🙂

  125. 💛💛💛dzieciństwo kojarzy mi się z podworkiem, zabawa na świeżym powietrzu i nie było czasu na mniej żadne rzeczy jak telewizor czy komputer ;), a gdy mama wolała mnie na całe osiedle OBIAAAAD to była dopiero siara;) tak kiedyś nasza banda była pełna, pomyslow nie brakowało:) najlepiej wspominam jak każdy brał z domu koce, książki, przekąski i na polanie robiliśmy pikniki A potem z kocow robiliśmy tunele pod drzewami! Serio, nawet nie wiem jak to się trzymalo, ale było super! Były tunele, namioty, bunkry:) od zawsze uwielbialam takie klimatyczne kryjowki:) mój SYN KACPER także ma zaciagi indianskie i Tipi robimy z czego się da! 🙂 czytamy, leżymy, pijemy napoje i opowiadamy historyjki:) Ja chyba będę dzieckiem do końca życia ❤😍😁❤😍❤

  126. Od kiedy pamiętam uwielbiałam bawić się moim kolegą zza płota Flipkiem ,
    On mnie pluł,  ja to rzucałam zgnitymi jabłkami,
    A teraz rzucamy się naszego bobasa zużytymi pampersami 🤣
    Robiliśmy sobie kawały,  nie do pojęcia do zwykłych mugoli,
    Nasi rodzice mówili ,  że w głowach nam się przewraca,
    Raz wziął,  wsadzil zdechnieta KURE  do mojego wózka i po placu moim pomiata…
    A mama moja biega i kombinuje co tak śmierdzi niemiłosiernie,
    Ale ja mu się odwdzieczyłam równie miło niezmiernie ,
    W nawozie mu buty wymoczyłam i że śmiechu padałam, 
    Aż jego mama przebiegła,  że to nowe do kościoła buty były,  no i pożałowałam 🤣🤣
    Nie było dnia , żebyśmy sobie na złość nie robili,
    Ale jak któregoś nie było bardzo żebysmy się smucili…
    Jak to mówią z nienawiści do miłości jest jeden krok ,
    Jesteśmy już razem ósmy rok 🤣🤣
    Zburzylismy ten między nami płot, 
    A nasz mały bobas lubi podchodzić do płotu drugiej sąsiadki,
    Raz widziałam nawet jak niósł dla jej córki zgniłe kwiatki,
    A ona rzuca kamieniami w niego  ….
    Oj chyba szykuje się żonka dla syna mego 🤣

    Tak po cichutku marzymy o Snap The moment ❤
    Obserwujemy ich od dawna i kochamy te cuda ❤

  127. Dzieciństwo? Piękna sprawa! Wszystko co zostało wymienione wyżej w komentarzach się z tym kojarzy. Cudownie by było wrócić do tych beztroskich czasów. Osobiście uwielbiałam zabawę w podchody, gdzie Ci starsi i młodsi spedzali aktywnie wspólny czas , co najważniejsze-BEZ TELEFONÓW. Zostawianie poszlak i zagadek, małe oszustwa które nie zawsze dało się wykryć 🙂 Super sprawa i świetna integracja. Podrapane ramiona od wskakiwania w krzaki żeby nikt z przeciwnej drużyny Cię nie zobaczył. Ręce całe w kredzie od pisania wskazówek lub brudne od rysowania na piaskowych drogach. Ależ tego brakuje .
    Pozdrawiam! Miłego czytania wszystkich odpowiedzi 🙂

  128. Zabawy na dworze,
    wyjazdy nad morze,
    siedzenie godzinami z książką z obrazkami…

    Przyrody obserwacje,
    u babci wakacje,
    rowerem podróże – te małe i duże,

    Te wszystkie wspomnienia w historie zamieniam
    i na dobranoc, zamiast pięknych bajek,
    Synowi, jak zaklęcia do uszka podaję…

  129. Hej 🙂 Moje Dzieciństwo kojarzy mi się głównie z zabawą w dom 🙂 mieliśmy z siostrą super ekipę i taki mini park, jeżeli tak to można nazwać i z niego stworzyliśmy taki nasz wymarzony dom. Był pokój, łazienka i kuchnia i wszystkie gadżety które udało nam się ukradkiem zabrać rodzicom z domów 🙂 nigdy nie zapomnę miny mamy jak zobaczyła suszarkę na naczynia już nie w „jej” domu tylko w naszym ( jak to dumnie brzmi :)). I teraz jak o tym sobie przypominam to w sumie wymarzony dom to dali nam właśnie Rodzice, bo gdyby nie to że wpajali nam do głów mega ważne rzeczy to i z kreatywnością chyba też bardzo dobrze im poszło 😛 co do nagród – chyba wszystko by mnie ucieszyło bo Mój Wymarzony Cud byłby chyba najbardziej zadowolony <3

  130. Będąc dzieckiem najchętniej Bawiłam się chirurga. Teraz wydaje mi się to śmieszne i trochę głupie ale wtedy faktycznie chciałam zostać chirurgiem. Oczywiście nie był to przypadek ponieważ zabawę poprzedziła nieprzyjemna sytuacja, a konkretnie wypadek w wyniku którego zostały mi przecięte ścięgna w prawej i lewej dłoni. Kiedy już wszystko się zagoił, a ja wróciłam do zdrowia, postanowiłam bawić się w takiego chirurga który operuje dzieci 😂 mama musiała znaleźć mi biały fartuch i nitrylowe rękawiczki. Na twarzy miałam jednorazową maseczkę i przezroczyste okulary do spawania mojego taty. Tak straszyłam inne Dzieci z podwórka. Oczywiście szybko znalazłam kompanów do tej zabawy, 9letnie sąsiadka była moją pielęgniarką. Na początku operowalam mrówki i koniki polne złapane w trawie. Mimo wszystko niewiele dzieci podzielał o moją euforię i niestety moja mama szybko wybiła mi tę zabawę z głowy. Ucieszę się z Nagrody numer 14 od bambolina.

  131. Gdy byłam dzieckiem najbardziej lubiłam spędzać czas na podwórku, a przez tu że mieszkałam w bloku, na osiedlu nasz plac zabaw był bardzo ‚betonowy’. Moją ulubioną zabawą, gdy tylko pogoda na to pozwalała, czyli gdy było sucho było malowanie kolorową kredą (wyniesioną ukradkiem ze szkoły) po ulicy. Malowaliśmy dosłownie wszystko, począwszy od prostych kresek i figur geometrycznych aż po portrety naszych nauczycieli. Tu obowiązkowo zielona postać żaby oznaczała panią od biologii, a duże na szerokość ulicy okulary oznaczały polonistkę. Gdy brakowało nam pomysłów zawiązywaliśmy sobie oczy chustką i malowaliśmy…, a potem zgadywaliśmy co to może być, co przedstawia rysunek. Tu ograniczała nas tylko nasza wyobraźnia. 
    Brakuje mi tych czasów, gdy nie było internetu, telefonów i smartfonów, gdy można było bawić się na ulicy bez obaw że rozpędzony samochód kogoś potrąci.
    Jeśli chodzi o nagrodę to wiem, że mój maluch skrycie marzy o namiocie Tipi 🙂

  132. Ja to nie pamiętam w co najbardziej lubiłam się bawić za dziecka ale raczej byly to jakieś bieganiny po garażach i drzewach itp. Za to teraz cieszyła tm się z tego jakby moje dzieci na 30 minut odplynely w świat zabawy i nie wolały… „mamooooo….”😂😂

  133. Oj, jest co wspominać! Jeśli towarzystwo dopisywało, to każda zabawa sprawiała mi wiele radości i przyjemności. Do tej pory buzia mi się uśmiecha na myśl tych beztroskich dni spędzonych na wspólnej zabawie z moimi rówieśnikami.
    Najbardziej pamiętam, te za czasów szkolnych.
    Najchętniej grałam wraz z koleżankami/gami w państwa-miasta – gra dająca do myślenia, to dopiero było wyzwanie zwłaszcza, że trzeba było używać tzw. „szarych komórek”. 😉
    Uwielbiałam też zabawę na szkolnym korytarzu w berka ściennego. Ten, kto dotykał ręką ściany nie mógł zostać zberkowany – można było się wykrzyczeń i w ten sposób odreagować.
    Wiele radości sprawiały mi również zabawy podwórkowe jak gra w klasy, w podchody, gdzie idąc za strzałkami trzeba było odnaleźć osobę „uciekającą” – nie było to łatwe zadanie, bo niektóre strzałki były zmyłkowe.
    Ponadto popularne było skakanie przez skakankę czy gumę oraz kręcenie hula-hop – zawsze z koleżankami robiłyśmy zawody, kto więcej razy przeskoczy przez skakankę/gumę lub kto dłużej będzie kręcił hula-hop.
    Oooo i niezastąpiona gra (najczęściej na urodzinach) w butelkę na buziaki – wtedy marzyłam o tym, żeby trafić na chłopaka, przy którym serce mocniej mi zabiło – udawało się! 😉
    Oprócz tego lubiłam rodzinne spędzanie czasu, np. układając puzzle czy grając w gry planszowe.
    Teraz wszystkie te zabawy pokazuję mojej (jak na razie) jedynej Chrześnicy (3 l.) i wspólnie też się świetnie bawimy! Miło jest na nowo powrócić do „tamtych” czasów 😉
    Pozdrawiam i trzymam kciuki za siebie i innych 😉

  134. Jako małe dziewczę – nie mające nic z damy- (Wszystkiemu winne jest mieszkanie na wsi 😂. Wyobraźnia tam nie miała granic😂) byłam fanką chłopięcych zabaw. Zacznę od ulubionej zabawy …w „ROBIENIE BAZ”. Im krzaki były gęstsze tym lepiej- o boooshe co tam się wyprawiało😂(bez zbereźnych myśli- zabawa w dom w takiej dziczy -BEZCENNA). Naszą „najlepszą” bazą godną wręcz pochwały od architekta i budowlańca była baza na drzewie. Jak to w życiu bywa- wyglądała idealnie- na pierwszy rzut oka😂. Ukończywszy Nasze dzieło weszliśmy w 5 os pograć w karty i delektować się Naszą sztuką😂. Karty rozdane..zaczynamy grać… nagle zaczynają się wydobywać podejrzanie złowieszcze dźwięki (jak z horroru- nie wróżące nic dobrego😂). I nagle caaałe życie- jakby było ono już naprawdę dłuuugie…😂 przelatuje między oczami i w jednej sekundzie z pięterka spadamy na samo dno- tzn na parter heheh. Cali obolali i posiniaczeni wracamy pokiereszowani jak z wojny – udając przed rodzicami, że nasze zabawy są mega bezpieczne i jak zwykle było nudno i nic się nie działo, udajemy że nasze ciała są w pełni sprawne bez oznak jakiegokolwiek wypadku.😂 Drugą ulubioną zabawą- oczywiście w 100% bezpieczną była wojna samorobnymi łukami między sąsiadami zza płotu. Historia między nami była jak walka Kargula i Pawlaka z Sami Swoi tylko bardziej drastyczna ale ciiiii…. 😁😂 Kurcze.. jaka radość była z tworzenia łuków- byli z nas tacy rzemieślnicy jak z przysłowiowej „koziej dupy trąba”😂. Ale to nie o to chodzi heheh. To były piękne czasy- złość po przegranej bitwie była niewinna a na drugi dzień wszystko poszło w zapomnienie- ewentualnie ktoś „przypadkiem” dostał łukiem ale potem już było ok😂- przysięgam😁. Niedługo rodzi się mój synek😍i postaram się nauczyć go właśnie takich zabaw, które będzie wspominał po 20 latach z uśmiechem na twarzy- kurcze po 30 latach prawie. OOO matko 😱😱😱 to uświadomienie tego „dawno dawno temu” popsuło mi całą radość z napisanego komentarza😂😂 ŻARTOWAŁAM!!!

  135. Gdy byłam dzieckiem uwielbiałam bawić się w weterynarza.
    Podawałam maskotce pieskowi leki (wodę na łyżeczce),robiłam zastrzyki( długopisem),masowałam brzuszek i mówiłam, żeby się nie martwił, bo wkrótce wyzdrowieje 🙂
    Czesałam go również i myłam, aby pięknie wyglądał.
    Gdy dorosłam nadal marzyłam, aby zostać weterynarzem…
    Niestety nie dawałam sobie rady z chemią, co dyskwalifikowało mnie, aby dostać się na studia o kierunku Weterynaria.
    Ale teraz po wielu latach pracy za biurkiem stwierdziłam, że zawalczę o swoje marzenia. Weterynarzem już nie zostanę, ale za to groomerem 🙂
    Jestem w trakcie zakładania salonu pielęgnacji psów.
    I kto by pomyślał, że wszystko zaczęło się od ulubionych zabaw z dzieciństwa 😀

    1. Co do sugerowania nagrody- szczerze to kiepska jestem mówieniu na około więc nie będę owijać w bawełnę, że dla mojego synka który pojawi się..hmm… KIEDY?😂 jak będzie chciał.. 😂 tzn za ok miesiąc-tak planuję JA😂 – chciałabym wygrać jakiś zestaw pościeli bądź suchy basen z kulkami by mu się nigdy nie nudziło i mógł je kiedyś zliczać od nowa i od nowa dając mi pójść samej do toalety😂 . Pozdrawiam

  136. Gdy byłam dzieckiem uwielbiałam bawić się w weterynarza.
    Podawałam maskotce pieskowi leki (wodę na łyżeczce),robiłam zastrzyki( długopisem),masowałam brzuszek i mówiłam, żeby się nie martwił, bo wkrótce wyzdrowieje 🙂
    Czesałam go również i myłam, aby pięknie wyglądał.
    Gdy dorosłam nadal marzyłam, aby zostać weterynarzem…
    Niestety nie dawałam sobie rady z chemią, co dyskwalifikowało mnie, aby dostać się na studia o kierunku Weterynaria.
    Ale teraz po wielu latach pracy za biurkiem stwierdziłam, że zawalczę o swoje marzenia. Weterynarzem już nie zostanę, ale za to groomerem 🙂
    Jestem w trakcie zakładania salonu pielęgnacji psów.
    I kto by pomyślał, że wszystko zaczęło się od ulubionych zabaw z dzieciństwa 😀

  137. Ja uwielbiałam się bawić ludzikami z Kinder Niespodzianek. Hipopotamy rulezzzz! Nie miałam ich zbyt wiele, ale tworzyły szczęśliwą rodzinę. W domu bawiłam się w dom, za który robiła niska skrzynia zbita przez mojego tatę. Na ścianach nakleilam naklejki z Claudii, za ściany robiły pudełka i kasety magnetofonowe. Łóżka, meble itepe z robiłam z kartonikow po leksrstwach, a pościel ze starych szmatek, których w domu było pełno. Na dworze bawiłam się tymi ludzikami w…. Piaskownicy. Budowalysmy domy wielopetrowe z piachu, nawet schody z kamieni, łóżka z liści i meble z różnych znalezionych śmieci. To były świetne czasu, a nasza kreatywność dzisiaj mnie nawet zdumiewa, bo tak naprawdę, to była zabawa coś z niczego. 🙂

  138. Najpiękniejsze chwilę z dzieciństwa to wakacje u babci Marysi na wsi i zabawa w sadzie. Wspinanie się na drzewo jabłoni i udawanie, że to mój dom z kuchnią, pokojem i łazienką. Albo
    uciekanie przed gęśmi, żeby nie ugryzly w pupę:) Wpatrywanie się godzinami w maleńkie, nieporadne kaczuszki, które skubią trawę. Z łezką w oku wspominam sobie ten beztroski czas dzieciństwa.

  139. Mnie i mojegobrata wychowała Babcia. Nie było kasy na zabawki. Jednak któregoś pięknego poranka przyszła do nas paczka od Cioci z H(a)meryyki! A tam konkretne pudło klocków lego!!! Te emocje pamietam do dziś! Wiec jak już się pewnie domyślacie naszą najlepszą zabawą była zabawa w dom. Tworzyliśmy go z klocków lego. Jako że dzieci z nas kreatywne były to np. z papieru toaletowego robiliśmy pościel, z zabawek z kinder niespodzianki tworzyliśmy tapetę na ścianie przyklejaną na plastelinę. Nawet lodówkę mieliśmy z „kinderkow”. Była to 5 osobowa rodzina. Mama, tata i 3 rodzeństwa ( 2 synków i córeczka). Dziś ja mając 32 lata tworze dokładnie taka rodzine 😁. Ale tak kolorowego domu nie udało mi się utworzyć 😂.
    Wszystko nas ucieszy! Jednak bon do sklepu Manfi byłby czadowy 😁!

  140. Od razu, gdy przeczytałam pytanie konkursowe, uśmiechnęłam się sama do siebie! Moja ulubiona zabawa z dzieciństw – do dziś mama się z niej śmieje a rodzeństwo nadal nie rozumie :). Ciekawa jestem, czy i ty będziesz zaskoczona! A więc będę zupełnie szczera!

    Posłuchaj historyjki o pewnej rodzince, ale nie takiej zwyczajnej! Ta rodzinka była … patyczkami! Mama Paytyk, Tata Patyk i Dzieci Patyczki mieszkały sobie w domku zrobionym z kawałków drewna i kory. Chodzili na zakupy, mieli problemy niczym z telenoweli i mnóstwo innych znajomych Patyczkowych rodzin w okolicy [czyli na podwórku]. Uwielbiałam przebywac w moim patyczkowym świecie i jak już do niego weszłam o 9 rano, to wychodziłam tylko na obiad i na kolację [tak wspomina to moja mama]. Spędzałam długie godziny na wyszukiwaniu odpowiednich patyków i budowaniu im domków. A lalki i misie leżały w domu na półkach … :).

    Jak widzisz nie trzeba mi było wiele do szczęścia. Rano wołałam: „Mamo, idę się bawić kijkami!” i już mnie nie było! Moje dzieciaki też takie są – najprostsze zabawki sprawiają im najwięcej radości! I to jest kwintesencja dzieciństwa: WYOBRAŹNIA gra tu główną rolę!

    Jeśli chodzi o nagrody, gdyby jakimś cudem się udało, to ja bym tylko chciała, by była to nagroda odpowiednia dla moich już ieco starszych dzieci – 6 i 10 lat :).

    Pozdrawiam!

    Ola

  141. Jako szescioletnia dziewczynka uwielbiałam bawić się przeróżnymi zabawkami od laleczek po super szybkie samochody wyścigowe. Byłam dzieckiem które chciało zostać lekarzem, policjantka, ekspedientka w sklepie i co tydzień moje plany na przyszłość zmieniały swoj tor. No cóż na pewno byłam mała marzycielka 🙂 W końcu nadszedł dzień dzień którym po raz pierwszy poszłam do zerówki! Uwielbialam bawić się z dziećmi, ganiac się z nimi po placu zabaw a nawet się uczyć ! 😉
    I w tedy postanowiłam ze gdy będę duża zostanę przedszkolanką. Taka dobra ciocia jaką miałam ja. Codziennie przychodząc z przedszkola ukladalam wszystkie swoje zabawki pluszowe na dywanie, siadalam na malutkim krzeslku przed nimi i opowiadalam im przerozne historie jakie przyszły mi do głowy. I tak mi zostało do tej pory. Choć jestem już duża nie dziewczyną lecz kobieta, pracuje w przedszkolu w kotrym są przecudne dzieciaczki. I małe marzenie spełnione zamiast masy pluszakow jest masa dzieci i ja na małym krzesełku opowiadająca im przeróżne historyjki o ksiezniczkach, rycerzach i smokach. I tak przychodząc po pracy siadam na krzesełku i opowiadam historyjkę mojemu 5 letniemu synkowi, który jest mega dużym i dzielnym przedszkolakiem. I moim największym oczkiem w głowie

    Jeśli chodzi o nagrody to zestaw pufy i kosza na zabawki ( nagroda nr 16) byłby pięknym prezentem z okazji dnia dziecka dla mojej pociechy 🙂

  142. Największym wydarzeniem w podwórkowym świecie był moment ścięcia trawy na całym osiedlu. Znosiło się taką trawę w jedno miejsce i bawiło się w gigantycznego chowanego. Schodziły się wszystkie dzieci z okolicy 😉 Drugie wydarzenie, które znacznie wpłynęło na ożywienie podwórkowego życia to budowa mostu łączącego dwa osiedla. Wyprawa na drugą stronę rzeki była niczym podróż do Ameryki. Nigdy nie zapomnę też tych momentów, kiedy z braku czasu na pójście do domu ;p robiło się siusiu w krzakach albo czekało aż Tata przyniesie kanapki.
    PS. Wszystkie nagrody są super, ale jakby szczęście mi dopisało to prosiłabym o taką nagrodę z puli, którą mogą się podzielić roczne bliźniaczki.

  143. Miałam ogromne szczęście wychowywać się w małej pięknej wiosce w Beskidach oraz posiadać dużą rodzinę – kuzynów od strony mamy, z którymi mocno było związane moje dzieciństwo mam 28! Miałam swoją ulubioną, ukochaną kuzynkę Zosię, która była mi jak siostra, rok starsza ode mnie. Wspólnie jeździłyśmy( ja kilometr :D, ona 7 km) na wakacje Babci i to tam miały miejsce nasze najlepsze zabawy. Z samego rana udawałyśmy się do pobliskiego lasu i tam powstawały nasze domki. Wyszukiwało się idealny teren i budowało pokoje układając na ziemi świerkowe szyszki. W kuchni zawsze była lodówka z dużych kawałków kory, koniecznie wypełniona borówkami i malinami. Łóżko było zaścielone gałęziami. Miałyśmy wyimaginowanych mężów, jedna pracowała w szkole, druga w sklepie, piłyśmy kawy przy stolikach z pnia. To była zabawa w życie – idealne i beztroskie, takie jakim wyobrażały sobie go kilkuletnie dziewczynki. Niestety prawdziwe życie okazało się dla nas brutalne i Zosia już patrzy na nas z góry, ale dbam o wspomnienia i relacje. Nasze dzieci dziś bawią się razem, chcemy im pokazać jak piękne może być dzieciństwo pomimo wszystko. Myślę, że wkrótce zaprowadzimy je do tego lasu i opowiemy o zabawach ich mam.

    Co do nagród, wszystkie są wyjątkowe! 🙂 W razie chęci nagrodzenia mnie będę wdzięczna za uwzględnienie wieku dzieciaczków, 3 i 5 lat 🙂 Szczególnie jednak ucieszyłyby nas bony do sklepów od Malinami lub Mailo oraz książeczki od Juniorowo 🙂

    1. Jedna z moich ulubionych zabaw była „baba Jaga patrzy”. Przy tej zabawie jest zawsze dużo śmiechu i ruchu. Bawiłam się również w „wysokie i niskie” tej zabawy nauczyła mnie moja koleżanka. No i oczywiście „chowanego”, bo przecież kto by nie lubił tej zabawy. Jednak najlepsza zabawa dla mnie była zabawa w „dom”. Miałam udawanego męża, dziecko w postaci lalki. Chodziłam z nim na spacery, kładłam spać, karmiłam, przebierałam jak prawdziwe dziecko. Dom zazwyczaj pomagała mi zbudować starsza siostra. Rozkładałyśmy suszarkę na pranie narzucałyśmy na to kocyki bądź ręczniki i tworzył się świetny domek. Bardzo chciałabym choć na parę dni znowu pobyć takim dzieckiem z przedszkola. Pozdrawiam, świetny konkurs. Życzę wszystkim powodzenia 💖

    2. Co do sugerowania nagrody- szczerze to kiepska jestem mówieniu na około więc nie będę owijać w bawełnę, że dla mojego synka który pojawi się..hmm… KIEDY?😂 jak będzie chciał.. 😂 tzn za ok miesiąc-tak planuję JA😂 – chciałabym wygrać jakiś zestaw pościeli bądź suchy basen z kulkami by mu się nigdy nie nudziło i mógł je kiedyś zliczać od nowa i od nowa dając mi pójść samej do toalety😂 . Pozdrawiam

  144. Gdy byłam mała bardzo lubiłam malować i szyć. Gdy dostałam blok lub nowe farby- w domu panowała cisza (pod warunkiem, że nie było mojej siostry 😉 ). Mogłam malować od rana do wieczora i cale mi się to nie nudziło 🙂 Gdy zbliżały się jakieś uroczystości rodzinne przyklejałam na ścianę te moje arcydzieła i oglądała je cała rodzina niczym na wernisażu 😉
    Malowałam sobie nawet podkoszulki, żeby mieć takie jakie mi się podobają -o zgrozo! Bo jak to potem doprać bez wanisza 😉
    A zamiast czytać wieczorami książki to pod kołdrą chowałam nożyczki i skrawki materiałów i szyłam ciuszki dla lalek i misiów. Pamiętam że nawet, że na dzień mamy uszyłam jej piękne kapcie 🙂 Mama chowała te wszystkie moje rzeczy i chwaliła się koleżankom w pracy 🙂 pamiętam, że bardzo mnie to cieszyło 🙂 Teraz te umiejętności przydają się do tworzenia szalonych kostiumów karnawałowych dla córki 🙂
    Pozdrawiam!

    A gdybym miała coś wygrać to poproszę o cos dla dwóch dziewczyn w wieku 4 lat i 2 miesięcy 🙂

  145. Ahhhh 🙂 co to były za czasy , chciało by się wrócić do nich jeszcze raz !!! Wspinianie po drzewach , szabrowanie po ogrudkach 😊😊😊 gra w klasy , chodzenie w niedozwolone miejsca przez rodziców , oszukiwanie że zdarło się kolano boooo Zosia mnie popchneła a tak naprawdę spadło się ze żwirowej góry kamieni 😂😊😊 granie w gumę oooo tak to bardzo lubiłam zawsze były wymiany zdań ,,skuchy nie było że chyba źle zobaczyłaś„ !! Wojny na podwórka !!! W zimę zbieraliśmy się grupą koleżanek i kolegów, lepiliśmy dużooo kulek ze śniegu i obrzucaliśmy dzieci z podwórka sąsiedniego 😂😂😂 ale był ubaw 🙂 wspomniałam wyżej o szabrach na ogródkach , chodziłyśmy na ogródki sąsiadek na jabłka , agrest , wiśnie , śliwki frajdą było to że zawsze nas ktoś gonił a my musieliśmy uciekać hehe dużo by jeszcze opowiadać o tych niesamowitych czasach no Ale miało być prawdziwie 🙂 gdybym wygrała cieszyłabym się z każdej nagrody ponieważ jeszcze nic nie wygrałam 😱😂 dużo sponsorów , dużo nagród fajnie że mają tak wielkie serducha !!!!!

  146. Dzieciństwo, piękne czasy! 😀 Na samo wspomnienie od razu pojawia się banan na mordce 🙂 Pochodzę z wielodzietnej rodziny (5 sióstr i 2 braci-SZACUN MAMO!!) wiec u nas na chacie nigdy nie było nudy. Zabawy z dzieciństwa to przede wszystkim godziny spędzone na dworze.
    Nasze zabawy to jak u większości domki robione wszędzie, gdzie się da (w kurniku u Babci, garażu, krzakach), gra w „KRÓLA”, wielogodzinne wycieczki rowerowe, pikniki na łące, zabawy w chowanego. Jednak czymś wyjątkowym na naszym podwórku uważam, że były TRYBY. Myślałam, że wszyscy je mieli (przynajmniej u nas w gminie) ale po ostatniej rozmowie z moimi znajomymi okazało się, że nie mają pojęcia o istnieniu takiej zabawki… Nie wiedzą co stracili 😛 Trybem była zębatka do której moi bracia dospawali pręt z wihajstrem. Ryło się nimi całe podwórko a rodzice dostawali białej gorączki. A jak siedem trybów ruszyło to wiadomo…:):):)

    Co do nagrody to jeśli miałabym wybrać jedną z tego ogromu to byłby to komplet pościeli z Snap the moment.

  147. Mam trzy siostry wiec pomysłów na zabawy nie brakowało. Najfajniejsze były te wspólne. Uwielbiałam jazdy na rowerze a że mieszkam na wsi i w dodatku prz mało uczęszczanej drodze to nasza mama nie musiała się o nas martwić. Tak przynajmniej uważała. Jazda na rowerze wcale nie musi być nudna. My zaczepialiśmy rower jeden za drugim plącząc wszystkim co było pod ręka: sznurkiem linkami drutami sznurówkami z naszych butów a nawet drutami kolczastymi z ogrodzenia(najczęściej!). Często wpadaliśmy na siebie. Ta na początku miała najgorzej bo zazwyczaj pedałowała za wszystkie a ta na koncu nie pedałowała wcale😂 Gdy najmłodsza siostra na tym najmniejszym rowerku się przewróciła była szybka akcja zatykania ust bo mama tuż za zakrętem. I tak siostra stała się twarda jak skala i nie latała ze wszystkimi ranami do mamy. Dziś gdy nasza rodzicielka tego słucha to łapie się za głowę jakie to pomysły miały jej córeczki 🤭😂😊

  148. Gdy byłam mała dziewczynka, na swoim placu zabaw miałam murowana piaskownice była ona oblegana przez wszystkie dzieci na osiedlu. Wraz z wszystkimi dziewczynkami bawiliśmy się w sklep lub piekarnie. Z foremek robiliśmy z piasku piękne ciasta, największa furorę robiła babka z dużego wiadra która musialysmy kroić dużym zdzblem trawy. Pieniążki były zamienione na kamyczki. Więc najpierw musialysmy je znaleźć. Ta zabawę wspominam najlepiej z dzieciństwa. Piaskownica była miejscem wyciszenia, wspólnej zabawy. Skoki w dal do piaskownicy. Bardzo chciała bym powrócić do beztroskiej zabawy 😍

  149. Takie wspomnienie mam: pasta do zębów, żeby wymalować kolegę zza płota, gdy patrzeć nie będzie, i bączek pod poduszkę na krześle – żeby wstyd był na całego i czerwone policzki u nieszczęśnika wybranego. Chuliganka byłam. Łobuzica, jak mówiła sąsiadka, która za mną nie przepadała. A ja tak lubiłam te psikusy, nawet czasem sobie robić – żeby to nie było, że się uchowałam bez szkód w tych dziecięcych zabawach. Pokrętną tę logikę miałam, a może i mi zostało. 😉

    P.S. Dla mych przytulaków wybrałabym cuda od Nudy nie ma! Plakat H jak Hania – to cała Hania, którą mam przy boku – z zajączkiem. 🙂

  150. No dobra, skoro ma być szczerze to będzie 😉 w dzieciństwie uwielbiałam wchodzenie na drzewa. Tak, sport dość niebezpieczny, ale będąc dzieckiem nie zdawałam sobie sprawy z niebezpieczeństw. Dachy też były moją specjalnością, te od komórek czy garaży. Byłam z siebie dumna, wspinałam się zawsze najwyżej i najszybciej. Jejku sama się teraz dziwie,że nic mi się nie stało. Tzn. były guzy, siniaki, podrapania, ale nic poważnego. Kiedyś mama mnie przyłapała jak wspminałam się na czubek drzewa, z pewnością było wysokie. I zaczęła krzyczeć,że mam zejść. Biedna strasznie była spanikowana. Jak zeszłam to usłyszałam „nie jesteś małpą żeby na tych drzewach przesiadywać! Chcesz banany??! Tutaj nie rosną! Marsz do kuchni i będziesz banany jadła!!!”. Nie wiem co mame na te banany naszło, ale chyba z 5 kazała mi zjeść. Nawet kuracja bananowa nie zniechęciła mnie do pasji wspinaczkowej. Nadal kiedy tylko mogłam to wchodziłam na drzewa. Siedziałam sobie na nich i odpoczywałam. Oczywiście niedzielny strój: piękna sukienka, rajstopki i sandałki mi nie przeszkadzały. A biedna mama po powrocie na mnie patrzyła i pytała czy ma hurtownie rajstop wykupić. Bo zawsze miałam je tylko na jeden raz. Teraz strasznie współczuję mojej mamie, przez co biedna musiała przechodzić. Mój synek ma 2.5 roku gdy tylko „za szybko” jedzie na hulajnodze to mówię „ostroooożnie”. Nie wyobrażam sobie,że Marcel miałby wejść na drzewo czy dach. Przecież można złamać nogę, rękę, o matko….kręgosłup. Dopiero z biegiem lat zdawałam sobie sprawę z niebezpieczeństwa. I zeszłam na ziemię….

    A gdyby udało się wygrać to wszystkie nagrody są wspaniałe. I z wszystkiego bym się ucieszyła. Ja i moje dzieci. Bo 26.06 córcia Maja będzie z nami 🙂

    NAGRODA 6
    sponsor: sklep Manfi. bo znam stronę 🙂
    NAGRODA 25
    sponsor: MiniBe. A to dlatego,że synek marzy już o baseniku od dawna. Powiedziałam mu,że mam nadzieję, że jego marzenie się kiedyś spełni.
    Wszyscy sponsorzy mają cudowne serducho 😘 i naprawdę każda rzecz dałaby nam szczęście

    1. Ehhh aż uśmiech pojawia się na twarzy gdy wspominam swoje dzieciństwo 😁. Nie mieliśmy dużo pieniędzy w domu ,ale zawsze było wesoło i dom kipił ciepłem i miłością. Razem z bratem szaleliśmy po kątach ,jak to na wsi.. zabawa w chowanego ,ganianego były na porządmu dziennym. Mieliśmy tez rózne zaimtetesowania on lubił grać w noge z kolegami i łowić wędką z kija liście (ryby) w kałuzy 😁a ja miałam przy domu zrobioną kuchnie 😏. Nie była taka piękna jak te drewniane które teraz stoja w designerskich pokoikach.. składała się z kilku pólek przykreconych przez mojego tate do ściany garażu i naczyniach podkradzionych mamie z kuchni ( zawsze się smiała ze wyniose wszystkie sztucce z domu ) 🤣🤣.Ah wspaniale wspominam gotowanie z liści ,błota i kamieni 😁. Moja mama konsekwentnie przychodziła wszystkiego kosztować na niby 😁. Ja i brat mieliśmy też nasze sekretne miejsce które wspominam najlepiej 😉 było to stare drzewo na który powiesiliśmy prowizoryczne huśtawki i tak chodziliśmy tam porozmawiać i się pośmiać. Jako dzieciaki lubiliśmy sie razem bawić a teraz dalej mamy świetny kontakt ;). Wszystkie nagrody są piękne ale może jakiś bon do sklepu na ubranka dla córeczki by kupić jej wkońcu coś nowego a nie tylko second handy 😏. wspaniale było by też ozdobić jej pokoik basenem lub tipi ale napewno każdy o tym marzy więc nie liczymy na takie szczescie. Wszystkie komentarze są piękne.. cudnie wiedzieć ze tak pieknie wspominacie dzieciństwo. Nie martwcie sie mimo tej całej technologi nasze dzieci też bedą szczęsliwie wspominać dzieciństwo 😍💜

  151. Kiedyś to dzieciaki miały fajne dzieciństwo. Nie było komórek, tabletów i laptopów, za to było podwórko, trzepak, piłka i koledzy. Bawiliśmy się całą ferajną na pobliskiej łące. Na jej skraju była gęstwina krzaków, a w niej? Tworzyliśmy tzw. bunkry! 🙂 Nasze tajemne bazy, w których przeżywaliśmy najpiękniejsze przygody. Bunkrem była wyrwa w krzakach, taka wnęka, w której mogliśmy się schować. Każde z nas przyniosło do bunkru kawałek swojego domu – mały dywanik, obrazek do powieszenia na gałęzi, kubeczki i talerzyki… Bawiliśmy się tam w dom, w cyrk, w wojnę, w wakacje, w lot na księżyc. Nasza baza zmieniała się dla nas kiedy tylko tego potrzebowaliśmy – wszystko zależało od wyobraźni i tego, na co akurat mieliśmy ochotę. Z domu wychodziliśmy z samego rana, mamy wołały nas na obiad. A do domu wpadaliśmy tylko na chwilę – na kilka łyżek zupy – i znów wracaliśmy do bunkru przeżywać wspólne magiczne chwile.
    To było coś – piękny czas, który wspominam do dziś… No i jeszcze zupę owocową, którą gotowałam z kilka lat starszą koleżanką w jej domu. Z wiśni z jej drzewa. Kłopot miałyśmy tylko z tym czym tą zupę zaklepać – mąką czy śmietaną. Szkoda, że nie wiedziałyśmy wtedy, że zupy owocowej się nie zaklepuje 😉 Ech… I tak była pyszna!

    1. No i z tego wszystkiego zapomniałam, ale najbardziej ucieszyłabym się z nagrody nr 7 – zestawu naklejek i naprasowanek, albo też z nr 19 – mega zestawu książek dla moich dzieciaków 🙂 Niech też mają piękne i kolorowe dzieciństwo! 🙂

  152. Ostatnio nawet wspominałam z siostra dzieciństwo i to jak mama kupowała paczkę chipsów, a moja cwana starsza siostra chciała wtedy bawić się w „kościół”, ale to ja miałam być „księdzem”, który ciagle tylko rozdaje komunie święta… niestety.. zabawa kończyła się w momencie zjedzenia przez moja siostrę całej paczki chipsów😂 a ja zadowolona, ze siostra chciała się ze mna bawić.. najlepsze czasy! 🙂

  153. Chociaż pochodzę z biednej rodziny i nie miałam kupnych zabawek, nie zamieniłabym swojego dzieciństwa. Mam sześcioro rodzeństwa, więc mało kiedy się nudziliśmy. Oprócz zabaw w chowanego, wysokiego, w krowę, dwa ognie, klasy, rower, przesiadywanie na drzewach (ogólnie to cały czas na dworze, w ruchu) lubiłam też grać w państwa-miasta, wisielca, układać puzzle, kto zna więcej imion na daną literę oraz mazać kredą, gdzie tylko się dało. Pewnie o niektórych zabawach zapomnialam, ale miło jest sobie powspominać. Aż łezka się w oku kręci.
    Pozdrawiam tych, którzy uczestniczyli razem ze mną w tych zabawach.

  154. Moja ulubiona zabawa w dzieciństwie to zabawa w chowanego,
    gdzie jeden kryje, inni się chowają i trzeba znaleźć każdego.
    Na wsi u dziadków różne miejsca były do chowania,
    do ukrycia się i frajda była z szukania.
    Na sianie się chowałam, w ogródku, w kurniku,
    w stodole, a nawet i w gołębniku.
    Tyle miejsc ciekawych było,
    super się w chowanego bawiło.
    I trzeba było „zaklepać” osobę znalezioną szybciutko,
    by nie zaklepała się ona sama po cichutku.
    Zawsze emocje tej zabawie towarzyszyły,
    jeden się złościł, ktoś inny był miły.
    I wcale mi się nudziło, bo chować się lubiłam,
    a kiedy zaklepać się chciałam,
    zawsze biegnąc buty gubiłam 🙂
    Nagroda 4, 13, 25 🙂

  155. Bedac dzieckiem najbardziej lubilam bawic sie w … sklep( a najlepiej na swiezym powietrzu) ! Pamietam to jak dzis. Umawialysmy sie ze wszystkimi znajomymi z pobliskich blokow w punkcie zbiorki jakim bylo ogromne drzewo kasztanowca. Kazdy bral z domu jakies rzeczy – lalki,pluszowe misie,ksiazeczki itp. Nastepnie szlismy zbierac „skarby” z ulicy – kamyki,trawe,kwiatki,galezie,liscie,nakretki i wszystkie inne rzeczy,ktore wpadly nam w oko. I zaczynala sie wielka zabawa. Rozkladalismy towar (nasze zabawki) i ustalalismy co ile kosztuje oraz jaka wartosc maja poszczegolne „pieniadze” – np liscie znaczyly 10zl, kamyczki – 5zl , nakretki -2 zl itd. Kazdy chcial byc sprzedawca,wiec zamienialismy sie rolami co chwile. Gdy zabawa w sklep sie znudzila – wszystkie rzeczy nie marnowaly sie,bo mozna bylo zmienic zabawe na inna – na gotowanie! Wtedy wszystkie “pieniadze” sluzyly jako skladniki zupy lub innego dania, wiecie – kamyki – ziemniaki, liscie – surowka itd. To byly piekne czasy! 🙂

  156. Najlepsza zabawa ? Uprzykszanie mamie życia 🤣 byłam łobuzem,  którego znała cała wieś… zabawek nie miałam za bardzo… bo od 3ciego do 10tego roku życia miałam non stop kary 🤣
    Nie wymienię Wam moich wyczynów za dużo  , bo ma być krótko,  a to materiał na niezłą telenowele.  Może tylko trzy przykłady? Mój pies uwielbiam tarzać się w nawozie na polach,  musiałam,  po prostu musiałam sprawdzić co w tym takiego extra 🤣 Auta nie mieliśmy,  także często jeździliśmy autobusem… mama mówiła ,  że jedziemy czerwonym … Hehe miałam 4 lata czerwony , zielony co za różnica,  minęła sekunda , mama tylko zdążyła obejrzeć sie za fajnym psem i siedziałam w tym zielonym , a potem siedziałam na ostatnim przystanku PKS i czekałam aż mama po mnie przyjedzie. Już nie mówiąc o tym jak wracając z przedszkola uciekłam siostrze i pojechałam do domu taksówka… siostra wróciła po 6ciu godzinach , pewna , że mnie zgubiła na amen 🤣🤣
    Powiem tak , mama pijąc ósmy kubek melisy , zawsze mówiła ,  że życzy mi żebym miała dziecko z takim charakterem jaki miałam ja… Macia jest między aniołkami od 12 lat , także nie doczekała wnuków ,  ale jestem pewna,  że z góry się śmieje ze mnie tym swoim pieknym uśmiechem z ukochanym kubkiem melisy w rece … Lecę bo słyszę pralkę jak chodzi , więc albo włączyłam ją siłą umysłu,  albo mój trzylatek pierze po raz kolejny lego duplo…
    Delikatnie sugeruję,  że marzę o tipi od Lulando, najlepiej jakby zrobili zamknięcie na kłódkę,  co wypije choć raz te kawę w spokoju.

  157. Moją ukochaną zabawą z dzieciństawa była zabawa … w nauczycielkę 🙈
    Największą frajdę miałam z tworzenia samego dziennika szkolnego. Mianowicie powstawał on ze zwykłego zeszytu 16 kartkowego w linie do tego kawałek tekturki z tego powstawała zakładka z listą uczni. Potem obrysowywanie prostych lini, rubryczek na oceny i plusy bądź minusy za aktywność 😹😹😹 Ten dziennik musiał wyglądać jak ten prawdziwy ze szkoły! 🙂 czułam się niczym wystrzałowy projektant haha 😁
    Każda strona dzielona była osobne przedmioty oczywiście ja sama byłam specjalistką od wszystkiego! Matmy, przyrody, polskiego, rosyjskiego i przeprowadzałam prawdziwe lekcje! Pani Profesor P. ot co! 🤓 Moją gromadą rozbrykanych uczniów były zabawki i lalki 🐭🐼🐹🐯🦊🐼🐷
    Prawdę mówiąc było to świetną formą nauki bo dzięki temu poświęcałam wiecej czasu na przypominanie przerobionego materiału z lekcji czy wcześniej przedszkola 😹 pamietam jak wystawiałam szóstki, czwórki i dwuje 😂😂😂 sprawdzanie lewych sprawdzianów i kartkówek jaka to była frajda!!!
    Jejku ja naprawde pamietam te czasy i aż wzruszam się na samą myśl… teraz sama jestem Mamą prawie rocznej dziewczynki! Szok! Ale mam szczęście 🙂 Swoją drogą ciekawa jestem w co ona bedzie lubiła się bawić najbardziej… czy bedzie kreatywna i czy z niczego bedzie w stanie zrobić coś super 😊 czy jak ja bedzie cieszyła się z rysowania patykiem w piasku, czy bedzie skakać po fotelach babci uciskając przed zmyślonym aligatorem w pokoju. Naprawde fajny pomysł z tym konkursem. Miło powspominać takie czasy 🙂

  158. Moją ukochaną zabawą z dzieciństawa była zabawa … w nauczycielkę 🙈
    Największą frajdę miałam z tworzenia samego dziennika szkolnego. Mianowicie powstawał on ze zwykłego zeszytu 16 kartkowego w linie do tego kawałek tekturki z tego powstawała zakładka z listą uczni. Potem obrysowywanie prostych lini, rubryczek na oceny i plusy bądź minusy za aktywność 😹😹😹 Ten dziennik musiał wyglądać jak ten prawdziwy ze szkoły! 🙂 czułam się niczym wystrzałowy projektant haha 😁
    Każda strona dzielona była osobne przedmioty oczywiście ja sama byłam specjalistką od wszystkiego! Matmy, przyrody, polskiego, rosyjskiego i przeprowadzałam prawdziwe lekcje! Pani Profesor P. ot co! 🤓 Moją gromadą rozbrykanych uczniów były zabawki i lalki 🐭🐼🐹🐯🦊🐼🐷
    Prawdę mówiąc było to świetną formą nauki bo dzięki temu poświęcałam wiecej czasu na przypominanie przerobionego materiału z lekcji czy wcześniej przedszkola 😹 pamietam jak wystawiałam szóstki, czwórki i dwuje 😂😂😂 sprawdzanie lewych sprawdzianów i kartkówek jaka to była frajda!!!
    Jejku ja naprawde pamietam te czasy i aż wzruszam się na samą myśl… teraz sama jestem Mamą prawie rocznej dziewczynki! Szok! Ale mam szczęście 🙂 Swoją drogą ciekawa jestem w co ona bedzie lubiła się bawić najbardziej… czy bedzie kreatywna i czy z niczego bedzie w stanie zrobić coś super 😊 czy jak ja bedzie cieszyła się z rysowania patykiem w piasku, czy bedzie skakać po fotelach babci uciskając przed zmyślonym aligatorem w pokoju. Naprawde fajny pomysł z tym konkursem. Miło powspominać takie czasy 🙂

  159. Moją ukochaną zabawą z dzieciństawa była zabawa … w nauczycielkę 🙈
    Największą frajdę miałam z tworzenia samego dziennika szkolnego. Mianowicie powstawał on ze zwykłego zeszytu 16 kartkowego w linie do tego kawałek tekturki z tego powstawała zakładka z listą uczni. Potem obrysowywanie prostych lini, rubryczek na oceny i plusy bądź minusy za aktywność 😹😹😹 Ten dziennik musiał wyglądać jak ten prawdziwy ze szkoły! 🙂 czułam się niczym wystrzałowy projektant haha 😁
    Każda strona dzielona była osobne przedmioty oczywiście ja sama byłam specjalistką od wszystkiego! Matmy, przyrody, polskiego, rosyjskiego i przeprowadzałam prawdziwe lekcje! Pani Profesor P. ot co! 🤓 Moją gromadą rozbrykanych uczniów były zabawki i lalki 🐭🐼🐹🐯🦊🐼🐷
    Prawdę mówiąc było to świetną formą nauki bo dzięki temu poświęcałam wiecej czasu na przypominanie przerobionego materiału z lekcji czy wcześniej przedszkola 😹 pamietam jak wystawiałam szóstki, czwórki i dwuje 😂😂😂 sprawdzanie lewych sprawdzianów i kartkówek jaka to była frajda!!!
    Jejku ja naprawde pamietam te czasy i aż wzruszam się na samą myśl… teraz sama jestem Mamą prawie rocznej dziewczynki! Szok! Ale mam szczęście 🙂 Swoją drogą ciekawa jestem w co ona bedzie lubiła się bawić najbardziej… czy bedzie kreatywna i czy z niczego bedzie w stanie zrobić coś super 😊 czy jak ja bedzie cieszyła się z rysowania patykiem w piasku, czy bedzie skakać po fotelach babci uciskając przed zmyślonym aligatorem w pokoju. Naprawde fajny pomysł z tym konkursem. Miło powspominać takie czasy 🙂

  160. Oczywiście zabawy na trzepaku, z przyjaciółką miałyśmy niesamowitą wyobraźnię, ten trzepak mógł być areną cyrkową, sceną, klasą w szkole, kasą sklepową. 😊 Wymyślałyśmy sobie też chłopaków i chodziłyśmy z nimi na randki. 😂 Albo udawanie Power Rangers, zawsze się kłociłyśmy, kto będzie różową. 😂 Skakanie w gumę, granie w klasy, chowanego, jedzenie owoców prosto z drzewa, nie zawsze dojrzałych. 😅 To były czasy, mam nadzieję, że moje dzieci też miło będą wspominać dzieciństwo. 🤗

  161. Fiku miku skacz króliku ! Granie w gumę to moja ulubiona zabawa z dzieciństwa ! Nie miałam sobie równych 🙂 Mogłam skakać cały dzień na świeżym powietrzu, w domu, w szkole. Gumę do grania zabierałam ze sobą wszędzie. Pamietam, a raczej zdjęcie mi przypomina jak zamiast przytulanki do snu zasypiałam właśnie z guma do skakania 😂🙈❤️
    Mam nadzieje ze moja córa również będzie uwielbiała zabawy na świeżym powietrzu.

  162. Jestem z Trójmiasta, jednak do 13 roku życia każde wakacje, ferie i dłuższe weekendy spędzałam wraz z 2 młodszymi siostrami u dziadków, na wsi, pod Warszawą. Dom z czerwonej cegły, otoczony hektarami dziadkowej ziemi-to był raj dla naszej wyobraźni i to tam powstawały najbardziej odjechane zabawy. Biegało się od rana do nocy z patykami udającymi łuki (ktoś za dużo Robin Hooda wtedy oglądał 🙂 ), udawalo się, że jest się pracownikiem warzywniaka (każdy chciał być kiedyś jego właścicielem hehe) buszując na polu pełnym truskawek (ja chyba tylko tymi truskawkami wtedy żylam), bawiło się w ratownika, mocząc uwaga! aż kostki w rzeczce płynącej nieopodal domu. Woda w niej była zawsze tak lodowata, że mało kto odwarzył się zanurzyć choćby kolana :p. Jednak najlepsza zabawa była w lasku obok domu, gdzie znajdowały się ruiny jakiejś budowli-uważałyśmy z siostrami, że to na bank był boski pałac i robiłyśmy wianki na głowy (a raczej maltretowałysmy o to babcię) i udawałyśmy,że w nim mieszkamy- my 3 piękne księżniczki (Luiza, Apolonia i Flądra (hehe tak nazwalysmy najmłodszą siostrę, bo głównie nam przeszkadzała, ryczała non stop i trzeba było zawsze na nią uwazać, bo roztrzepaniec to był straszny :p )). Oczywiście, że w domu grało się w gumę, berka czy 2 ognie, ale to zabawy ze wsi utkwiły mi najbardziej w pamięci. Dla mej 3latki gram o jakiś fajny bon lub książki. Pozdrawiam!

  163. Moje dzieciństwo wspominam mega fajnie. Jestem dzieckiem blokorsów, więc i zabawy zawsze były przednie. Dużo dzieci to i mnóstwo pomysłów na nowe zabawy. Przychodziło lato to nie było cZasu, aby zjeść porządnie obiadu w domu, tylko wołalo się pod blokiem mamę, aby rzuciła kanapkę w woreczku, bądź frytki 😅 najlepsze zabawy wiadomo były w okresie wakacyjnym, wtedy mój blok był z jednej strony zawalony namiotami, niczym na polu namiotowym… co to było, jak się było smarkaczem i spało już poza domem w namiocie, a kto miał już prąd podciagniety z domu to był KTOŚ, a żeby było mało to co niektórzy mieli nawet Tv😅. Oprócz namiotow, również pamiętam jak się całymi grupami dzieci grało na klatkach schodowych w eurobisnes😊, ale najlepsza zabawa była już starszymi o kilka lat kolegami mojej siostry. Obok bloku było pole zboża, które zostało przez nas tak powiazane, ze mieliśmy labirynt 😅 było fajnie do czasu jak się właściciel pola nie zorientował i zaczął nas po całym osiedlu gonić z grabiami 😅 zawsze wspominamy te czasy. Wieczorami, albo bawiliśmy się w chowanego, albo podchody. Zima wiadomo już było mnie pomysłów na zabawy, ale nie brakowało ich. Wylewanie specjalnie wody na drogę, aby pojeździć na łyżwach, bądź budowanie iglo, do którego uzywalismy skrzynek plastikowych po warzywach. Żałuję tylko jednego, tego że moje dzieci nie będą mieli takich świetnych wsponien, bo czasy się zmieniły…

  164. W sumie z dzieciństwa najlepiej wspominam okres, w którym nie byłam dziewczynką a totalną chłopczycą. Długie godziny przesiadywanie na drzewie, kałuże, kije , rower i rolki (sumując blizna za żebrach, podbite kilka razy oczy, oba kolana i łokcie starte do krwi i nie raz obity tyłek). Granie w piłkę z chłopakami średnio starszymi o 8 lat co ostateczne zaowocowało połamanym nosem (ach jaki miałam ładny nosek 🙁 ). K). No i oczywiście ulubione miejsce małych dziewczynek warsztat samochodowy taty :):D Piły, młotki, śrubokręty, wiertarka udarowa ( do tej pory ją mam :P) i potajemnie wynoszony łom (najlepsza broń a podwórku ). Po zabawach w warsztacie w ramach pamiątki także parę blizn zostało 😛
    Niestety a może na szczęście moja córa wdała się w mamusię: wiecznie się gdzieś wspina, kałuże to miłość jej życia, zabawa bez kija na podwórku nie istnieje wiecznie obita i podrapana. Tata warsztatu nie ma ale przy skrzynce z narzędziami jest pierwsza (nawet ma swoją drewnianą). Jedyna różnica to fakt, że wszystko to robi w różowym tutu 😀 Chwilę wytchnienia łapie przy książkach w swoim łóżeczku więc myślę, że książki lub tipi (jako baza do czytania) mogły by być dla niej wspaniałą niespodzianką

  165. W co sie bawilam ? Chyba nie bede wyjatkowa 🙂 w czasie roku szkolnego norma bylo spedzanie godzin na trzepaku 🙂 fikolki, obroty – w tym bylam mistrzem 🙂 kazdy powrot ze szkoly przedluzal sie o conajmniej godzinę bo… trzepak przeciez byl pod kazdym blokiem wiec trzeba bylo ten fakt wykorzystac 🙂 natomiast w wakacje…w wakacje zazwyczaj bylam na dalekiej wsi…i tam chodzilam po drzewach z kuzynami, kapalam sie w lodowatej rzece i chodzilismy nocą na tzw „górę wisielcowa ” by sie nawzajem straszyc 🙂 ehhh to byly czasy.marze o takim dziecinstwie dla moich dzieci 🙂

  166. Witam! Moje dzieciństwo znacznie się różniło od dzieciństwa moich dzieci. Teraz dzieciaczki mają wszystko, a nawet wszystkiego za dużo. Ja gdy miałam te kilka lat, mieszkając na wsi i pochodząc z niezbyt zamożnej rodziny, musiałam sobie jakoś radzić. Nie miałam lalek, wózeczek był zrobiony z jakiegoś starego drewnianego wózka, wszystko pamiętam jakby to było wczoraj, jak to nasze kotki i pieski były naszymi „dziecmi”, „lalkami”. Nie meczylismy zwierzątek, o nie, one były jak nasze dzieci 🙂 Karmilismy je, bawiliśmy się z nimi całymi dniami, lub do czasu kiedy nam nie wyskoczyły z wózka i uciekły. Miałam też swoją „bawiaczke” taka bazę, domek, a tam stare garnki, sztućce i gotowałam różne mikstury, a później udawalismy że jest zjadamy 🙂 Następną zabawą która dobrze wspominam była ciuciubabka, szalik na oczy i całe wieczory z siostrami się bawiłyśmy, głównie w zimie 🙂 ogólnie dzieciństwo wspominam bardzo miło, pomimo że nie było kolorowe… Nie rozpisuję się dłużej. Pozdrawiam

  167. Moja ulubiona zabawa była zabawa lalkami barbie. Mogłam wtedy zatracić sie w swojej wymarzonej rodzinie. Rodzicach Ken i barbie którzy mieli czas dla swoich dzieci. A miałam figurkę noworodka małej dziewczynki także moje dzieci rosły:) z książek robiłam ściany domu. . Z pudełek łóżeczka dla dzieci. Z klocków lego budowałam wózek dla dziecka barbie. . Z gazetek wycinalam kolorowe obrazki -to była tapeta do „pokoju”dzieci. . Z skrawków materiałów robiłam plecak, sukienkę czy inne proste ubranka dla lalek. .z firany nawet suknie ślubną z welonem:) maskotki odgrywały rolę w zoo gdy barbie zabierała dzieci na wycieczkę. . A dziś mam dwóch synów. . A chętnie bym wróciła do zabawy lalkami:)

  168. Mam 12lat starszego brata,który studiował jak to mama mawiała na końcu świata (czyli 100km od domu 😉 ). Kiedy brat przyjeżdżał z końca świata bawiliśmy się w wojnę. Ja cały tydzień rozstawiałam plastikowe armie żołnierzy. Moje były zielone,brata niebieskie. Fortece budowane były z kaset magnetofonowych. Kiedy brat wracał na weekendy rozpoczynaliśmy wojnę. Strzelaliśmy kapslami z wyznaczonej odległości do ostatniego kapsla. Nigdy nie wygrałam ale to była moja ukochana zabawa.
    Dziś mam 3 synów i ani jednego żołnierzyka 😉 może czas to zmienić 😀

  169. Uwielbiałam grać w kwadraty przed blokiem(piłka do nogi), w berka(skakanie przez płot), chodzenie po drzewach(Robin Hood- raz spadłam..otarłam się o żebra i żyje heh) mieliśmy baze w lesi, a zimą nawet iglo(wtedy to były zimy), trzepak na codzień(zabawa w ciemno, fikołki itp.) po 22 podchody ze wszystkimi z osiedla..lalki też były..ale mam dwóch starszych braci, więc wolałam resoraki i ciągle ich naśladowałam.. Chciałabym żeby moja córka też miała takie piękne dzieciństwo…..

  170. Moje dzieciństwo równa się kreatywność :))) I marzenia.. o wielkim świecie, wybiegach i sukcesie. Jakie to wszystko było proste i na wyciągnięcie ręki..
    Bo moje dzieciństwo to projektowanie. Całe dnie potrafiłam spędzić nad szkicownikiem, co rusz kreśląc nowy projekt, zapominając o wszystkim wokół, oddając się temu w 100%.. By po chwili, wertując szafkę z tkaninami mamy, tworzyć nowe ubranka dla lalki Babrbie. I przysięgam! Moja lalka miała wszystko, o czym mogła tylko zamarzyć 😉 A satysfakcja tworzenia i duma z każdego kolejnego zrealizowanego projektu to było to coś.. Spełnienie..
    Tak mi zostało chyba do dziś.. Moda już na zawsze będzie drzemała w zakamarkach mojej duszy.. I dlatego Endo i Malinami..

  171. Ooo cudownie, że dajecie te możliwość by usiąść i powspominać dziecinstwo 😘 Jako mała dziewczynka nie miałam ulubionej zabawki, byłam dzieckiem, które umiało się zabawić dosłownie wszystkim. Mama mówiła,  że dawała mi łyżeczke sadzala na trawie i tylko patrzyła, jak próbuje się dokopać do Chin. Raz byłam prawie pewna, że z tej dziury wyszedł mi mały chińczyk, ale pewnie miałam halucynacje ze zmęczenia. Zabawa z moją ulubioną łyżeczka skończyła się, gdy uparłam się,  że wydłubie siostrze oko, za to że ugryzła mnie w udo. Potem wpadłam na pomysł,  by pobawić się siekierka dziadka. .. skończyło się,  że do dziś mam ślad na czole „coś a’la Harry Potter „, tak w ogóle to miałam te ślad wcześniej,  więc w pewnym sensie to ja jestem pierwowzorem,  nie żaden HP. Pierwsza taka moja prawdziwa cudowna zabawka były. .. karteczki, dzieci pewnie w tym momencie opluły ekran, ze śmiechu, bo nawet zwykle kartki odchodzą w zapomnienie, po co jak są tablety do notowania. Ale nie ja kolekcjonerka miałam super odlotowy segregator z Backstreed Boys na okładce i zbierałam różnorakie karteczki, począwszy od zespołów typu Backstreed Boys,  Spice Girls… skończywszy  na postaciach z bajek (Król lew ❤ , Pocahontas). Pamiętam jak plakałam,  gdy zniszczył mi się segregator😭 z mama autobusem pojechaliśmy kupić nowy, a ja go zapomniałam zabrać,  ze  sklepu, został na ladzie. .. gdy wróciliśmy już go nie było, ekspedientka powiedziała, że ktoś go musiał zabrać ze swoimi zakupami. I tak oto moja przygoda z karteczkami się zakończyła. I przyszedł czas na pokemony  (i tu widzę dziecięce uśmiechy,  pewnie myślą „chodziła z komórką i zbierała”), nie nie nie żadne pokemon go,  wcinało się na potęgę cheetosy bo tam w środku czekał na nas nowy tazos z postaciami pokemonów. Niewiem czy jest to możliwe, ale od tamtych czasów nie miałam w ustach cheetosa, tak mi się przejadły i chyba przez nie mam teraz lekka nadwagę . Cheetosy i ich tazo z pokemonami to najlepsze co się tej firmie wydarzyło. Pamiętam,  że nie cierpialam serowych chrupków,  ale kupowałam je w hurtowych ilościach bo czekał tam na mnie tazos😁 Gra tazosami to nic innego jak rzut kilkoma na raz , tak żeby jak najwięcej obróciło się o 180 °. To były emocje … najczęściej grało się na szkolnych korytarzach podczas przerw. I po szkole .. tak tak dzieci pomyślą ” a komputer ?” Na szczescie urodziłam się w czasach gdy nie było widu, ani słychu o komputerach, co prawda Bil Gates zakładał w tym czasie jakiegoś tam Microsofta, ale tak szczerze to mi to powiewało 😁 z Microsoftem zaprzyjaźnilam się w wieku 16 lat i pomyśleć, że teraz syn siostry (6 lat) pokazywał mi ostatnio, jak usunąć historie przegladania z Google 😁

    Mój młody marzy o jakimś robocie Bumbelbee🤣🤣 także może da się kupić w Manfi❤

  172. Fenomen wywijania na rurze poznałam juz w wieku lat czterech…. kiedy to babcia na placu postawiła super wypaśny trzepak na dywany. Pierwsze spojrzenie, pierwszy dotyk i juz wiedziałam, że to będzie moje ulubione zajęcie na lata. I tak było, puki trzepak nie stał sie sławny na wsi i zaczął stać sie miejscem spotkań dzieciaków😂  babcia zmieniła diametralnie podejście i stwierdziła, że nie musi trzepać dywanów😂 na nic był nasz protest … z przyjaciółką przywiazałyśmy sie do trzepaka… Hehe ale żadna z nas nie umiała wiązać supła😂😂 w akcie desperacji owa przyjaciółka weszła na trzepak i niezdara spadła… na mnie, a wtedy byłam jeszcze chucherko😂 tak więc ja skończyłam ze złamaną ręką a ona tylko z siniakiem na nodze… gdyby ta zamiar mnie stał tam basen z kulkami to obie wyszłybyśmy bez szwanku😀😀
    Ku pamięci Zielonego Trzepaka Na Dywan…
    ………
    …..
    (Minuta ciszy)

  173. Ja lubiłam się bawić w nagrywanie teledysków.Muzyka była w moim życiu od zawsze i miałam niesamowitą zabawę, gdy mogłam od rana do wieczora wczuć się w tworzenie teledysku Ich Troje czy Britney Spears :)Wymyślałam różne stylizacje, makijaże a nawet fryzury, przez które często miałam kołtuny na włosach.Jako 4 latek miałam spore pojęcie i wyobraźnie, czułam się jak gwiazda mając swój prawdziwy mikrofon o który prosiłam cały rok a jeszcze większy był fun gdy zamiast bawić się na placu zabaw  to wolałam na scenie w parku  dać  koncert.  Śpiewałam i tańczyłam od rana do nocy, w zasadzie mało kiedy bawiłam się zabawkami, ogromna frajdę sprawiało mi bycie gwiazdą, dawanie autografów i udzielanie wywiadów-babcia miała chwilami dość gdy musiała codziennie zadawać mi pytania i nagrywać na magnetofon wywiady ze mną a potem ich słuchać tygodniami..Niestety nie zrobiłam użytku z mojego talentu i pozostało mi tylko urządzanie koncertów pod prysznicem, ale chyba każdy mój sąsiad pamięta jak robiłam teledysk mając 10 lat do piosenki Shakiry „La tortura” i cała wymazałam się błotem aby całkowicie się do niej upodobnić….

  174. Nie ukrywam, że bardzo często wracam myślami do dziecięcych lat. Wplatam w moje historie trochę bajkowych elementów dzięki czemu ja mam swoje wspomnienia a mała ma fajną zabawę 🙂

    Dawno, dawno temu, kiedy na świecie nie było smartfonów, a podwórka rozbrzmiewały śmiechem dzieci od świtu do nocy, w małym miasteczku żyła sobie pewna dziewczynka. Była ona przeciętnym dzieckiem, ale miała wielkie marzenie – zostać królową podwórka. Tytuł taki zdobyć nie było łatwo! Dziewczynka dobrze o tym wiedziała, dlatego od samego rana, tuż po śniadaniu, pakowała plecak i wybiegała z domu aby być pierwszą na placu zabaw – nie wiem czy wiecie, ale był to pierwszy krok do zdobycia tytułu królowej! Nie zawsze jej się to udawało często była druga lub nawet czwarta, ale nie podawała się. Na początek, chętne do objęcia tronu, trenowały skoki na skakance – żabka, lajkonik, nóżka, podskok z dwoma zamachami, skoki z wyliczanka – aniołek, fiołek, róża, bez, konwalia, Walia, sasanka, bis! Następnym zadaniem który przybliżał do objęcia tytułu królowej to skakanie przez gumę- dziewczynka uwielbiała tę grę i niejednokrotnie wygrywała! Jej ulubioną zabawą były klasy – tutaj od razu dostałaby tytuł królowej gdyby był przyznawany za jedną zabawę- wystarczył kamyk i kreda i już zabawa nie miala końca. Jednak bliżej południa słychać było głosy: Ania! Kasia! Zosia! Bartek! – To mamy wołały swoje dzieci na obiad. Mali następcy tronu niechętnie wracali do domu – nikt nie był głodny, wszyscy chcieli rywalizować i wygrać koronę! Po obiedzie gromadki dzieci wracały na podwórko by zmagać się z kolejnymi zadaniami. Na popołudnie przewidziany był KLUSEK, konkurs śpiewu i podchody – tutaj wszyscy szli łeb w łeb – ciężko było wyłonić najlepszego. Wieczorem zaś gromadka dzieci zbierała się pod murkiem śmietnika, obok trzepaka (na którym też często odbywały się rozgrywki w najwymyślniejszym lub najdłuższym zwisaniu) i rozpoczynała się zabawa w chowanego! Trwała ona do czasu aż rodzice zaczynali wołać dzieci do domu- wtedy gromadka kończyła zabawę i wybierała królową lub króla podwórka. Dziewczynce dość często udawało się zostać królową, wtedy wracała do domu śpiewając, a przed snem obmyślała plan jak zatrzymać tytuł królowej dnia następnego.

  175. Moje dzieciństwo to bajka…, to podchody, zabawa w chowanego, „bawionki”, polewanie się wodą z węża ogrodowego w upalne dni, granie w gume, „łażenie” po wsi do późnej nocy… a jakie festiwale robiliśmy … niczym Sopot czy Opole i jury było prawdziwe bo składające się z prawie dorosłych dziewczyn;) i nagrody też były, fajnie było…

  176. Całe życie mieszkałam w bloku,więc na ilość chętnych do zabawy nie mogłam narzekać. Codziennie wymyślaliśmy inne gry. Najbardziej lubilismy grać w chowanego po piwnicach😂 ciemność bardzo pobudzała wyobraźnię!
    Ja osobiście lubiłam malować lalki. Pamiętam,że miałam jedną lalkę prawie mojej wielkości z ruchomymi powiekami (to dopiero była frajda)w ruch szły wszystkie mazaki;) fryzury na papilotach z papieru i farby plakatowe do koloryzacji😋
    Oczywiście mistrzynią grania w gumę też byłam( jak prawie każda dziewczynka).

  177. Ja tam żadną mistrzynią w gumę nie byłam, za to pamietam, że od zawsze uwielbiałam bawić się „w dom”. Oj tak… udawało się mamę w kuchni, lalki były niemowlakami, chusteczki pampersami. Z poduszek z dziecięcego narożnika budowało się łóżeczko. Chodziłam na spacery z wózkiem dla lalek, na trawniku przed blokiem rozkladało się koc i robiło piknik z innymi mamami (koleżanki z podwórka), wymieniało się ubrankami, popijało oranżadę 🙂 nawet pamiętam jak udawałam, że rodzę swoje dzieci po tym jak naoglądałam się dr Quinn 😁
    Zawsze marzylam, żeby mieć dzieci, rodzinę, dom… Cała zabawa „weszła w życie” w 2012 r. kiedy na świat przyszła moja pierwsza córka 😊 co prawda nie jest tak łatwo jak w dzieciństwie, ale czuję się spełniona, szczęśliwa i z czułością patrzę, jak moje dziewczynki bawią się „w dom” 🙂

  178. Jak przystało na siostrę dwóch braci uwielbiałam bawić się w piratów, policjantów i złodziei. Mimo pięknych sukienkach po starszych siostrach (ciotecznych)byłam mistrzynią w budowaniu baz i fortec. Czy to w domu z krzeseł i kocy, bądź na dworzu ze wszystkiego co wpadło mi w ręce. Zawsze wygrywałam w konkursie wchodzenia na drzewo i szukaniu kryjówek w chowanego. Ogólnie najbardziej lubiłam być prowodyrem (wymyślaczem wtedy) zabawy. Najbardziej lubiłam zabawy na świeżym powietrzu z naszą bandą. Raz to była walka gangu złodziei przed policjantami. Innym razem podróż statkiem wycieczkowym i porwanie przez złych piratów. Innym razem układanie teledysków do dziecięcych piosenek (w moim przypadku smerfne hity ). Nie ważna była sceneria a ludzie wokół z którymi się dobrze czułam i każda zabawa była wielką frajdą :). Do dzisiaj wspominam większość zabaw z uśmiechem na ustach i podziwem ile fantazji,uśmiechu, beztroski i pogody ducha miałam w dzieciństwie.

    1. Oj smarkate lata, pamiętam jak zawsze uwielbialam sie wspinać po drzewach i innych typu przedmiotach 😂 zawsze dziewczynki (lat5-6) bawily sie lalkami ja wychodziłam na drzewo i zrywalam dzikie sliwki lub po pilke na daszek przy bloku oj wróciło by sie do tych lat 😍
      I wtedy nawet siniaki nie przeszkadzaly 😂

  179. Gdy byłam mała miałam swoją ulubioną zabawkę. Był to miś którego dostałam chyba na roczek od babci. W wieku 4 lat był moim najlepszym przyjaciele. Był większy ode mnie i miał dziwny pomarańczowy kolor, duże oczy i wielki czarny nochal. Nigdy się z nim nie rozstawałam. Pamiętam, że nawet z nim rozmawiałam jak było mi źle… Teraz na to patrząc to dość dziwne 🙂 ale dla czterolatki nie miało to większego znaczenia. Grunt że byłam szczęśliwa. Misia zachowałam do tej pory. I moim zdziwieniem było to, że gdy znalazł go mój synek był nim zachwycony. Dziś synek ma 3 lata i uwielbia tego misia. Mimo, że przez lata misiowi wytarł się nosek i miał chirurgicznie naprawiany szew na nodze(tak sama to zrobiłam ;D) oraz przyszywane oko dalej jest super 🙂 Synek uwielbia się do niego tulić podczas snu. Obecnie miś ma 26 lat, a dalej jest najlepszą zabawką 😉

    Sugerując zabawkę dla synka mogłaby to być któraś z nagród z pod numerów: 4,10,16,19,25. Myślę jednak, że zestaw książek byłby dla niego najlepszą radochą 🙂

    1. Dla mnie najfajniejszym wspomnieniem z dziecięcych czasów są spacery po łąkach i polach z tatą i psem.
      Czas lata sprzyjał naszej kreatywności. Ogromną radość dawały mi zabawy związane z dalekimi wędrówkami w pola i lasy w naszym otoczeniu. Jako że tak bardzo miło wspominam tamte wyprawy, sama postanowiłam kontynuować tego typu wyprawy.
      Za każdym razem zabierałam scyzoryk, mocne sznurki i koszyk. Za pomocą scyzoryka i sznurków tworzyliśmy z tatą łuki oraz strzały z pałek wodnych. Bawiliśmy się, biegając po polach, w Indian. Strzelaliśmy strzałami na odległość – kto dalej. W czasie spacerów skakaliśmy przez pobliskie rzeczki, kopce kretów i szukaliśmy skarbów lata oraz wszystkiego co się nam spodoba np.: polne kwiaty, pałki wodne, kamyczki, gałązki. Po powrocie do domu, zjedzeniu obiadu, wracaliśmy do drugiej części naszej wyprawy. Zasiadaliśmy na ławeczce w brzozowym lasku i opowiadaliśmy sobie o naszych zdobyczach z koszyczka. Zgadowalimy czym one są i opowiadaliśmy skąd je zebraliśmy oraz jakie mogą mieć zastosowanie w przyrodzie. Do dziś wyprawy te są moimi ulubionymi i zapadły mi głęboko w pamięć. Bardzo lubiłam i lubię w ten sposób rozwijać z dziećmi kreatywność oraz pomysłowość. Bardzo dobrze bawię się sama jako mama, ciocia czy opiekunka, myślę że dzieciaki także lubią taką formę spędzania czasu.

      Będzie mi bardzo miło jeśli wygram tipi sponsora Lulando.

  180. Jak by mi teraz ktoś powiedział,że moje dzieci mają bawić się tak jak ja w ich wieku, przysięgam był by zawał. Jak miałam 8 lat przeprowadziliśmy się do najmłodszego miasta w Polsce, jeszcze 25 lat temu stacjonowało tam wojsko rosyjskie.Kiedy rodzice usłyszeli że całe miasto buduje się od nowa, dają mieszkania, będą się zakładać firmy wiec praca będzie dla każdego to nie zastanawiali się długo. Miasto niestety zostało zdemolowane, rozgrabione, wyglądało jak po wojnie.Każdy blok, domek, ulice trzeba było remontować od nowa.
    Tyle wstępu 🙂 W co w takim razie bawiłam się ja i moi rówieśnicy? Łaziliśmy po bunkrach, ruinach, zwiedziliśmy całe miasto, każdy dom. Budowaliśmy bazy, łaziliśmy po drzewach, wypady do lasu lub nad jezioro samemu pieszo nawet 6 lub 8 km to nie było nic strasznego. Oczywiście rowery, rolki, guma do skakania, lalki też były 🙂

  181. U mnie to było tak: czesałem rękami trawę i to była najwspanialsza historia mojego bycia dzieckiem. Mijał tak czas, gdy z krowami szedłem na pastwisko. Potem, gdy pod drzewem się usiadło, to też tymi dłońmi w zieleń cap i czasem to takie znalezisko się znalazło, że oczy chciały zatańczyć. Ktoś monetę zostawił, a kiedy indziej sznurówki zielone – i to było coś! Dziś wspominam tę zabawę najczęściej, gdy myję naczynia w domu, choć to już nie ta sama struktura materiału i nie ta sama perspektywa. 😉

    Z bogactwa nagród najbardziej ujmuje mnie basen z piłeczkami, fajnie to musi być tak wskoczyć do stosu okrągłego bigosu, będąc takim bąblem jak mój Krzyś ;), pewnie uczucie podobne do skoku do najzieleńszej trawy.

  182. Moja zabawa z dzieciństwa to DOMKI 🏠. Każde z nas (Ja, moje siostry i dzieci sąsiadów) miało swój wymarzony domek w różnych zakamarkach podwórka 🏘🏡. Krzesełka z cegieł,półki z deseczek a na nich napełnione piaskiem, wygrzebane z kosza na śmieci puste opakowania po produktach spożywczych. 🍯🍿🍕 I tak każdego dnia gotował się zupy z liści czy trawy. To były czasy . . . . . . Cudowne beztroskie dzieciństwo. . . 😍

  183. Oj, na wstępie tylko napiszę, że wspaniałe będzie cofnąć się myślami wstecz i powspominać beztroskie chwile dzieciństwa. 😊
    Jako dziecko wakacje spędzałam u babci w popegeerowskiej wsi. Naszym „centrum zabaw” były te stare i opuszczone popegeerowskie budynki. W jednym z nich kilka razy w tygodniu spotykaliśmy się i przy okrągłym stoliku graliśmy w karty. Mieliśmy też swoją Radiową Rozgłośnię, a była nią górka, z której wystawała duża rura. Wspinaliśmy się na nią i udawaliśmy redaktorów radiowych. 😄 Schylaliśmy się do ów rury i wygłaszaliśmy nasze radiowe felietony, których echo wydobywało się z rury i szło w dal.
    Najbardziej natomiast uwielbiałam zabawę w tropicieli. Dzieliliśmy naszą paczkę na dwie grupy i jedna grupa danego dnia się chowała, a druga tropiła. Ci, którzy się chowali, po drodze zostawili ukryte ślady i zagadki z podpowiedzią. Czasem żeby wytropić i odnaleźć grupę minęło sporo czasu, dlatego warto było się czasem zaopatrzeć w jakieś przekąski. Wszystkie opuszczone budynki na terenie byłego PGR-u były naszymi tajnym kryjówkami. Czasem tylko stróż nas pognał, bo zbyt często żeśmy tam przesiadywali. 😊

  184. Najlepsze chwile z dzieciństwa, to te spędzone na dworze z przyjaciółmi. Graliśmy w różne gry i zabawy, ale najbardziej zapadła mi w pamięć gra „w noża”. Tak, dzieci bawiły się nożem! I żyjemy;) polegało to na tym, że rysowało się koło na piasku i dzieliło na tyle równych części ile było graczy. Potem trzeba było tak rzucić nożem, aby wbił się w ziemię na polu przeciwnika i prowadziło się w tym miejscu linie i w ten sposób zabierało się pole koledze. No i tak aż jedna osoba zabrała pole pozostałym graczom. Uwielbialiśmy w to grać i o dziwo nawet rodzice nie protestowali zbytnio jak się pożyczało nóż z domu 🙂

  185. Moja ulubiona zabawa z dzieciństwa to chyba LEGO! Może nie jest to super oryginalne, ale do teraz pamiętam te zestawy, zarówno zwykłe, z których robiliśmy miasta z więzieniami i kolejką, jak i te Duplo, gdzie miałam na przykład zestaw z Bobem Budowniczym. Pamiętam też, że jedną z moich ulubionych zabaw z Lego Duplo było robienie aparatu z klocków – takiego co od razu drukował zdjęcia (niczym popularne teraz instaxy, taka była ze mnie hipsterka haha). Latałam więc z moim „aparatem”, wcześniej oczywiście mając przygotowane własnoręcznie narysowane na kartkach „zdjęcia”. No cóż, talentu artystycznego we mnie nie było, ale przecież to nieważne, liczył się sam fakt fotografowania. Kiedyś goniłam starszą siostrę po całym domu, ona uciekała, bo zdjęcia nie chciała, ale oczywiście ja odpuścić nie mogłam – w końcu zdjęcie już było przygotowane w mojej kieszeni 😀 do teraz ma biedna szramę pod okiem, bo wbiegła w drzwi i uderzyła się w klamkę haha xD teraz nie wiem kto tu był głupszy, siostra uciekająca przed narysowanym portretem czy ja goniąca ją z aparatem z klocków – to chyba moja ulubiona historia z dzieciństwa <3
    A z nagród zdecydowanie najbardziej przypadł mi do gustu basenik z piłeczkami i książeczka siamkuka – chociaż zanim synu do tego dorośnie to trochę potrwa 😁

  186. Moja ulubiona zabawa z dzieciństwa to chyba LEGO! Może nie jest to super oryginalne, ale do teraz pamiętam te zestawy, zarówno zwykłe, z których robiliśmy miasta z więzieniami i kolejką, jak i te Duplo, gdzie miałam na przykład zestaw z Bobem Budowniczym. Pamiętam też, że jedną z moich ulubionych zabaw z Lego Duplo było robienie aparatu z klocków – takiego co od razu drukował zdjęcia (niczym popularne teraz instaxy, taka była ze mnie hipsterka haha). Latałam więc z moim „aparatem”, wcześniej oczywiście mając przygotowane własnoręcznie narysowane na kartkach „zdjęcia”. No cóż, talentu artystycznego we mnie nie było, ale przecież to nieważne, liczył się sam fakt fotografowania. Kiedyś goniłam starszą siostrę po całym domu, ona uciekała, bo zdjęcia nie chciała, ale oczywiście ja odpuścić nie mogłam – w końcu zdjęcie już było przygotowane w mojej kieszeni 😀 do teraz ma biedna szramę pod okiem, bo wbiegła w drzwi i uderzyła się w klamkę haha xD teraz nie wiem kto tu był głupszy, siostra uciekająca przed narysowanym portretem czy ja goniąca ją z aparatem z klocków – to chyba moja ulubiona historia z dzieciństwa <3
    A z nagród zdecydowanie najbardziej przypadł mi do gustu basenik z piłeczkami i książeczka siamkuka – chociaż zanim synu do tego dorośnie to trochę potrwa 😁<3

  187. Beztroskie, fantastyczne, zabawne i szalone takie dzieciństwo, jak moje pragnę z całych sił, aby i mój syn doświadczył. A ja tak właśnie je wspominam. Choć pochodzę z małej miejscowości, nie brakowało nam pomysłów do wspólnego psocenia 🤣 uwielbiam wracać myślami do tamtych chwil.
    Ale po kolei… 😉
    Pierwsze co przychodzi mi do głowy to zabawy z kozą sąsiadki 😂! Tak kozą, razem z braćmi i koleżanką ze wsi, ujeżdżaliśmy kozę. Dwójka z nas próbowało zatrzymać uciekające zwierzę, trzecie trzymało taboret, kiedy czwarte z nas wskakiwało na biedną kozę 😂. Proszę sobie wyobrazić to wszystko, mieliśmy maksymalnie 7 lat. Kupa śmiechu i najlepsza „zabawa”!
    🐐
    Drugą ulubioną zabawą było strzelanie z jarzębiny. Nie mieliśmy proc, tak jak teraz, więc odcinaliśmy palce od rękawiczek gumowych i górę od butelki. Gumowy paluszek wsadzaliśmy na korek butelki, ładowaliśmy nasze proce jarzębiną i strzał. Oj jak się dostało..bolało.. ale było warto. Dzieliliśmy się na dwie drużyny, a która przegrała jechała po lody👅😆 Było nas, ponad 10 małych łobuziaków, z całej wsi. Wieczorem pełno siniaków lub na drugi dzień, ale ta satysfakcja wygranej, rekompensowała wszystko.
    Cudowne wspomnienia. Mam nadzieję, że dzieciństwo mojego synka będzie równie beztroskie.
    Super konkurs, trzymam kciuki za moje wspomnienia. 🖤🖤🖤

    1. Pierwsze co mi sie przypomnialo z dziecinstwa to jak raz na rok wymieniali piasek w piaskownicach. Cale chmary dzieci bawily sie wtedy razem. Moja ulubiona zabawa byl sklep. Sprzedawalo sie kamienie liscie babki koniczyne jarzebine I najwazniejsze szyszki z brzozy I takie serduszka z roslinki z bialymi kwiatkami. Albo my dziewczynki tworzylismy domki na trawie. Mamy nam przygotowywaly kompoty I kanapki a my godzinami gotowalysmy opiekowalysmy sie lalkami. Pamietam ze tata jednej kolezanki pracowal z fabryce pepsi I przywozil nam ten napoj Bogow plus gadzety z nim zwiazane breloczki zapinkI itd. Wtedy nawet chlopaki chcielI sie w te domy bawic. Tylko oni po wypiciu uczyli nasze dzieci -lalki plucia na odleglosc, wyscigi kapsli. Uwielbialam grac z kraje miasta skakac w gumemail, zuc gume turbo czy wyjadac palcem visolvit lub vibovit. Mam nadzieje ze moj syn tez bedzie mial podobne wspomnienia.

    2. Odkąd pamiętam w domu zawsze było dużo mydła w kostkach. Tata dostawał je z pracy. A, że moje dzieciństwo przypadło na czasy kiedy to nie było jeszcze takiego ogromu zabawek jak jest teraz to zabawki powstawały właśnie z takich rzeczy:-) Kostki mydła to był idealny „patent” na budowanie mebli dla lalek. Można było z łatwością wyczarować stół, krzesła, łóżko czy lodówkę. A i oczywiście lalki nie mieszkały byle gdzie. Taboret z kuchni to był idealny blok piętrowy dla małych lalek. Piękne czasy gdy dziecięca fantazja nie miała granic.

  188. Rowerem przez dzieciństwo Zgraja dzieci niczym z bulerbyn kazdy na składaku albo bemiksie po bracie (damka po babce;)
    Udawanie dorosłych w trzcinie (palenie tatarakow -niby papierosy )
    Złodziejki na czereśnie do sąsiada czasem slonecznik ale ciężko było urwać …ten zapach powietrza Tego starego autobusu w drodze do babci
    Siedzenie godzinami w szałasach Żniwa (czy pozwolą wracać na furmanie 😉
    Ale mi sie przypomniało az miło…

  189. Moja ulubiona zabawa z dzieciństwa, to badminton. Jako, że byłam zawsze zdeterminowana żeby ze wszystkimi wygrać, to potrafiłam wślizgiem odbić każdą lotkę. Ale żeby nie było tak nudno, to muszę dodać, że graliśmy na ulicy… Kolana przez całe wakacje miałam fioletowe – tata mi je smarował jakimś specjanym płynem do gojenia ran. Może i bolało, może i nie wyglądałam ładnie, ale za to wygrywałam i mam co wspominać 😂

  190. Wychowałam się przy lesie, przy domu miałam duże podwórko, dom stał na nowym osiedlu w małym miasteczku, razem ze starszym bratem całe dnie grzebaliśmy na podwórku na kopach piasku, żwiru, czy ganiając się wśród schnących pustaków, lub włażąc na drzewa w lesie. Ta wolność i długie pobyty na dworze rozbudziły we mnie miłość do przyrody, uwielbiałam z mamą pielić grządki, sadzić nasionka na wiosnę, na jesień zbierać i palić liście , a wieczorem robić ognisko i piec ziemniaki, na zimę ogacaliśmy krzewy z ogrodu, i przygotowywaliśmy go do zimy, latem zbieraliśmy plony-ogórki, truskawki, porzeczki, agrest i wiśnie. Smak zabawy mojego dzieciństwa był słodko-kwaśny bo takie naturalne były moje zabawy, prawie zawsze połączone z pracą. Z bratem wymyślaliśmy proste zabawy- kopaliśmy ziemianki, robiliśmy mikstury z cementu, kładliśmy grosze na torach by zmieniły się w blaszki, zwiedzaliśmy budujące się pustostany wraz z innymi dzieciakami, używając ich jako bazy do gry w chowanego. Choć wiem, że moje dzieci, dziś nie zrozumiały by tych zabaw, to jednak właśnie te zabawy były jedyne w swoim rodzaju,i tak je zapamiętałam (pokolenie lat 80-tych).

  191. kiedy byłam dzieckiem bardzo kochałam kreatywne zabawy. moja ulubiona była zabawa z moje tajemnicze biuro projektów ba nawet kazałam mamie tak poprzestawac meble ze w środku miakam biurko i lampkę i jakby nie patrzeć dodatkowy pokoik w którym mogłam rozwijać swoją twórczość tam kochałam malować i rysować przeważnie projektowałam domy ogrody ale także stroje miałam kilka zeszytów do dziś mam je w domu wracam do tych śmiesznych pomysłów z dzieciństwa i do teraz się śmieje z wyobraźni jaka miałam w tamtym czasie wszystko było możliwe a i to tajemne biuro gdzie nikt miał mnie nie znaleźć. dzięki mamie miałam kawałek przestrzeni tylko dla siebie tylko mama widziała o tym miejscu i ja nikt inny meble były tak ustawione dzięki czemu mogłam marzyć fantazjowac i tworzyć zabawa w biuro projektów była moja najlepsza jaka miałam w dzieciństwie bo mogłam wyrazić siebie poprzez rysunki. w późniejszym czasie poprosiłam mamę by i łóżko bylo tak zabudowane meblami i różniez spełniła moje marzenie do dziś zachowałam jeden projekt który kiedyś jako dziecko narysowalam a mianowicie dom pełen ukrytych pomieszczeń i ukrytych przejść aby móc się przemieszczać tak by nikt nie wiedział jak to się stało.
    marzy nam się tzn mi i synkowi basen z kulkami synek kocha kulki.

  192. Dzieciństwo to dla większości z nas czas beztroskich zabaw i szczerych uśmiechów. Jakże piękne są to wspomnienia! Ja dla odmiany wyznam Wam, CO💟 podbiło moje dziewczęce serce.
    Tatko mój był mundurowym, często jeździł w delegacje, z których zawsze przywoził mi niespodziankę. Teraz aż łza w oku mi sie kręci, gdy jako matka tymbardziej doceniam jego gest.
    Pewnego dnia stanął w drzwiach a w rękach trzymał prezent. Mój prezent – coś szarego z białymi plamkami. Po bliższym przyjrzeniu się, można było w tej maskotce rozpoznać Wilczka.
    Mama skomentowała to zdaniem, że brzydszej maskotki jeszcze nie widziała na oczy 🙈😅 aleeeee!! Miedzy nami totalnie zaiskrzyło. Wilczek stał sie panem w moim dziecięcym pokoiku, był na podium i zasłużył na spaniee ze mną na tej samej poduszce. Był obecny na moich wycieczkach, był przy pierwszych miłościach i wylanych łzach.
    Tata z dumą do dzisiaj mówi o Wilczku, z sarkazmem wspominając słowa mamy, ze lepsze byłyby rajstopy (🙈).
    I wiecie co? Założyłam własną rodzinę, mam nowy dom i ON mi cały czas towarzyszy. Wilczek na zawsze pozostanie ze mną, bo jest dla mnie symbolem jak piękne były dni moich dziecięcych lat ❤️ Lov ju dadi!!

  193. Mam 28 lat…aż😉 Jestem mamą dwójki chłopców 😊 Filip- 5 lat i Jaś -2 miesiące 😊Często kupujemy zabawki naszym dzieciom i często nie wiemy jakie jest ich przeznaczenie…tak jakbyśmy byli z innej epoki! Ba…czasem zanim zabawka trafi do rąk dziecka a ma być niespodzianką…MY się nią dosłownie bawimy 😂 Dlaczego? Bo za naszych czasów takich nie było…albo nie było na nie poprostu pieniędzy. Nie pamiętam żebym miała choć w połowie tyle zabawek ile mają moje dzieci. Ale pamiętam, że jeżeli miałam zabawek kilka to się o nie dbało…i służyły nie tylko mi ale potem młodszemu rodzeństwu. Nie miałam ulubionej…bawiłam się tym co miałam i każda zabawka wtedy wydawała się być ważna 😊 Czy jest mi przykro, że miałam mało zabawek…NIE! Dlatego, że spędzaliśmy więcej czasu na dworze, zbieraliśmy kasztany i żołędzie, robiliśmy „bazę”w krzakach, bawiliśmy się w „podchody” i „w chowanego”…codziennie kreatywnie spędzało się czas, mimo braku edukacyjnych zabawek 😂 Każdy jeździł na rowerze, gdy tylko dobrze nauczył się chodzić…😊 Mama nie chodziła za dziećmi z chusteczką do nosa, każdy pilnował się domu i wiedział na ile może sobie pozwolić. Miło się to opisuje…a zaszczytem było to wszystko przeżyć❤ Życzę moim dzieciom takiego udanego dzieciństwa…a sobie bym im takie wspomnienia zapewnić😊

  194. Podwórko pod blokiem, jeszcze nie z wielkiej płyty, tylko niższym i mniejszym. Piaskownica, karuzela i jezdzalnia. Była nas szóstka, mniej więcej w tym samym wieku. Ja byłam mamą (miałam wózek i niemowlaka przywiezionego przez rodziców z z Rosji, dokąd jeździli na handel), Krzysiek z szóstej klatki zawsze był tatą (bo najwyższy i miał starą teczkę swojego ojca), pozostała czwórka była ciotkami lub innymi dziećmi. Z liści i kwiatków robiliśmy zupy i sałatki, kamienie to były pieniądze na zakupy, foremki do piaskownicy robiły za zaatawę stołową. Bawiliśmy się w scenki całymi dniami, niemowlak „płakał” w wózku i woziły go „ciotki”, ja gotowałam te liście w wiaderku z plastiku. Coś wspaniałego. Czasem udaje mi się spotkać kogoś z tamtych lat, do tej pory wspominamy naszą zabawę w dom. I pamiętam ten zapach mleczy i babki lancetowatej w naszej „zupie”

  195. Ale sprawiłas przyjemność powrotem do tych beztroskich lat 😍 aż mi się buzka cieszy! 😍 dzieciństwo spędziłam na wsi ! Było nas 7 kuzynostwa i mieliśmy mnóstwo pomysłów. Jedna z ulubionych zabaw byla zabawa na polu na którym pasły się krowy, które robimy „placki krowie” 💩 i my bawiliśmy się w deptywanie jeszcze w takie ciepłe 😯💩🙈 jedna osoba trzymała stopę nad krowim plackiem a druga musiała ta nogę nadepnac tak żeby wpadła 😅 później była kąpiel pod wężem w ogrodzie żeby nie dostać zrypki od rodziców 😅 z innych zabaw to pamiętam jak leżały stare drzewa i bawiliśmy się w statek piracki, babcia poszyla Nam opaski na jedno okno 😅😅 poza tym lapalismy kijanki i wrzucalismy sobie za koszulki a wszystkie napotkane martwe zwierzaki: jeże, krety, biedronki miały odprawiane takie uroczyste pogrzeby, ze brat grał na organach, siostra śpiewała, ja kopalam dol i zakopywalam zawsze z jakąś zabawka żeby nie było im smutno 😄 a na koniec dnia siadalismy na takiej wysokiej ławce na ulicy na ktorej ukladane byly kanki z mlekiem i siedzac zajadalismy bułke z masłem i miodem 😋 i wspominaliśmy mijajacy dzien😍😍😍 dzięki Dominika za możliwość przypomnienia sobie tych pięknych chwil beztroski 😍 Aleksandra Kranc

  196. Kiedy byłam mała uwielbiałam się bawić z siostra w cyrk robiliśmy razem różne figury artystyczne oczywiście nie udane ale miałyśmy przy tym niezła zabawę i była tez druga wspaniała zabawka z racji ze mieszkałam w bloku najlepsze zabawy odbywaly się na klatce schodowej zabawa w dom sklep i przesiadywanie na klatce schodowej z koleżankami była moc. Pozdrawiam

  197. Uwielbiałam zbierać różne żyjątka. W kubku po piwie mieszkała ropuszka Agatka i żabka Grażyna (ta druga, niewiedzieć czemu zaschła w skocznej pozycji więc i Agatka odzyskała wolność). Potem poświęciłam czas hodowli ślimaków, ale te także były dość krąbrne i nocą dostawały jakiegoś turbo doładowania co skutkowało ciągłym uzupełnianiem gromadki więc przezuciłam się na bezpańskie kociaki. Jednak gdy wyjechałam na wakacje, a Gołąbek, Robin, Groszek i Olek zaczęli wchodzić do domu mama nie wytrzymała. Znalazła im fajne domy, a mi wręczono psa, którego mam po dziś dzień 😉

  198. Kiedy zamykam oczy, widzę boisko, piłkę i żółte korki. Moje dzieciństwo to skręcone kostki, wybite zęby, potargane spodnie, spalone kalorie i ONA. Moje dzieciństwo to nie samochody, żołnierzyki czy spinaczka po drzewach. Moje dzieciństwo kojarzy mi się z ulubioną gra, która pozostała aż do dziś, to piłka nożna. Dlatego, gdy zobaczyłem basen z piłeczkami, wspomnienia tego małego chłopca wróciły.

  199. Ja kochałem wsiadać na swojego czerwonego giganta i z rozpędu sprawdzać wytrzymałość naszej lodówki. Mama była w tym temacie jak prawdziwa święta, do dziś nie umiem tak całkiem pojąć wolności, którą dawała mi w tej zabawie, bo całe życie była wymagająca pod każdym względem.
    Jej postawa w tej mojej obłędnej zabawie pozwoliła mi później zrozumieć, że sprzeczności, niejasności mogą być ogromem miłości, który trzeba umieć złapać i zatrzymać w sobie na zawsze.
    P.S. Miało być o zabawie, więc to jedno pierwsze zdanie mam nadzieję, że wystarczy. 😉

    1. Lamama! – czapencje i buraki we włosach (tzn. ich spinki)- to piękne marzenie mych córeczek 🙂

  200. Jako dziecko uwielbiałam bawić się w nauczycielkę. Tworzyłam dziennik lekcyjny, listę uczniów. Uczyłam ich różnych rzeczy i po części zostało mi to w dorosłym życiu bo z wykształcenia jestem nauczycielką 🙂 drugą zabawą była zabawa w bibliotekę tworzyłam karty do wypożyczania książek, każda książka miała swoją kartę w środku. Mogłam się tak bawić godzinami, bo uwielbiałam i uwielbiam czytać, chociaż teraz czasu na czytanie niestety coraz mniej. Bawiłam się też w sklep, w przekładanie i układanie towaru. Jak szłam do prawdziwego sklepu zawsze jak coś nie stało na swoim miejscu i było w zasięgu mojej ręki przekładałem ta rzecz na właściwe miejsce 🙂 po za tymi zabawami było też mnóstwo zabaw które sama wymyślałam np. kiedyś dopadła stary wózek z którego został tylko stelaż wzięłam rakietki do gry w lotki i z górki odpychając się nimi rozoedzwlam stelaż i miałam mega frajdę z tego pojazdu 😀
    Jeśli udało by się wygrać marzy mi się basen z piłeczkami dla córeczki lub bonetka.

  201. Najpiękniejsze i zarazem najśmieszniejsze wspomnienia z dzieciństwa, to przede wszystkim takie, w których jest moja siostra. Obydwie byłyśmy niezłymi artystkami. Gdy miałyśmy już te „parę” lat, czyli jakieś sześć i dziewięć, rodzice wysłali nas do sklepu po bezy. Oczywiście zapomnieli nam powiedzieć ile mamy ich kupić, a były one sprzedawane na kilogramy. Do domu wróciłyśmy z dwiema siatkami, wypełnionymi bezami. Rodzice śmieją się z tego do dziś, a my z siostrą nadal uwielbiamy te słodkie, białe cudeńka. Oj nie, nie przejadły nam się!!!
    Pamiętam również jak któregoś dnia nie chciało nam się iść do szkoły. Z okna zobaczyłyśmy, że tata wraca do domu. Weszłyśmy do wersalki i czekałyśmy w niej aż będzie odpowiedni moment, aby wyjść i udać, że właśnie wróciłyśmy ze szkoły. Udało nam się, a rodzicom o tym opowiedziałyśmy dopiero parę lat później 🙂

  202. Gdy byłam dzieckiem wspinałam się na drzewa, bawiłam się w piasku i grałam w gumę, ale ulubionym zajęciem było zakradanie się na balkon obok którego był dach, na którym babcia suszyła orzechy, wybierałam sobie jakiś cel i rzucałam! A babcia potem przeżywała, że wrony jej orzechy rozrzucają. Cudownie byłoby wygrać basen z kulkami, choć wszystkie nagrody są super.

  203. Łapanie chrabąszczy na łące u przyjaciółki🙊 Może głupio to brzmi i towarzystwo ochrony nad zwierzętami może się upomnieć o prawa tych żyjątek,ale byłam mała i nie interesowałem się tematem, oraz zaraz je wypuszczaliśmy 😊oświadczam,że nikomu , oraz chrabąszczom nic się nie stało.Latały dalej.
    Z innych popularne klasy, gry w gumę i zabawa w kuchnię na świeżym powietrzu, czyli dania z piasku, trawy, kamyków itp. Dobrze,że ich nie próbowaliśmy 😉

  204. Kiedy moje koleżanki bawiły się lalkami… Ja … chodziłam po pobliskim lasku w poszukiwaniu przygód, moją misją było zbieranie kory ze starych drzew. Oczywiście musiałam pokonać ze 4 potwory żeby ją zdobyć. Po wielkich poszukiwaniach siadałam na podwórku i strugałam tępym nożykiem od dziadka różne arcydzieła 🙂 powstawały różne łodzie , łódki I łódeczki… Miałam zostać konstruktorem łodzi światowej sławy i być może wymyślić Łódź z kory dla ludzi ale w wieku lat nastu O tym zapomniałam i cały plan legł w gruzach. Hihihi no ale to była moja ulubioną zabawa i wspominam ją z uśmiechem 🙂

  205. Hahaaa a moje najlepsze wspomnienie z dzieciństwa to zabawa w zespół. Bawilysmy się w dziewczyny ze Spice Girls i No Angeles i inne takie haha. Najlepszy moment był wtedy kiedy wpadlysmy na pomysl ,że potrzebujemy pomponow do naszej choreografii 😊 zuzylysmy na to materiał mojej mamy na sukienke 😀 nie powiem byla bardzo zła ale zabawa była cudowna 😊

  206. Ja pamiętam najbardziej zabawę w szkołę to zdecydowanie robiłam najczęściej. Bawiłam się w panią nauczycielkę miałam nibnych uczniów 😅 była też wersja z pluszakami. Zabawa ludzikami z młodszym bratem również kończyła się zabawą w szkołę najczęściej uczniowie to dwa najmniejsze klocuszki połączone ze sobą 😃 nigdy nie zapomnę ich nauczycielki 😅 kojarzycie ślimaczyce z potworów i spółka 😅 zabawka z mc donalda a tyle możliwości. I mimo że najczęściej odgrywałam scenki szkolne to nie wiedząc czemu marzyłam aby zostać…
    .
    .
    Uwaga uwaga…

    Stiuardesą tak to się pisze ?? 🤔
    Pewnie nawet nie wiedziałam na czym polega praca nowej pani 😅 wydaje mi się że spodobało mi się to słowo 😂🙂
    Ale zamiast latać samolotami jestem mamą trzech dziewczyn 😄 także jestem wielozawodowa ostatecznie.

  207. Ja moje dzieciństwo wspominam bardzo barwnie😀 Nasze pomysły doprowadzaly rodziców do białej gorączki… Zabawa w Robin Hooda skończyła się dziurą w czole, a w czterech pancernych i psa pogryzieniem… Może dlatego że nie mieliśmy psa i chcieliśmy go „pożyczyć” od sąsiada 😂 mimo „bolesnych” wspomnień chętnie wróciła bym do tych beztroskich lat.

  208. Czasy dzieciństwa, to był fajny okres w moim życiu. Przede wszystkim zabawy na dworze, granie w wykopanego, siedzenie na trzepaku albo robienie sekretów z kwiatów. Wtedy na każdym rogu było pełno kwiatów, najwięcej bratków. Jednak najbardziej pamiętam zabawę lalkami. To była frajda na cały dzień. Składałam kanapę, wskakiwałam tam z całym swoim „zbiorem” i tworzyłam swoje historie. 🙂😉🧚🧜👗👠

    1. Wg dzisiejszych wymagań powinnam mieć nudne dzieciństwo,nie miałam komputera ,jak moi rówieśnicy nie miałam Barbie od mattel 😂ale…
      Byłam kreatywną krawcowa swoich lalek,wyczekiwalam z utesknieniem by w skarpetce zrobiła się dziura,bo później zrobię z niej mini dla moich podopiecznych😂
      Byłam również mega kucharką,biszkopt z błota ozdobiobymi kwiatami rumianku to było coś. Na prawdziwych składnikach nie wychodzi juz tak fajnie.
      Miałam jeden z lepszych domków na wsi (szkielet Fiata 126p)
      Szkoda tylko ze miałam tez kreatywnego brata który z wózka dla lalek zrobił kosiarke,a sztućce ofiarowane przez Wiejskie kolo gospodyń sprzedal na aluminium 😂fajnie było… Dobrze ze dzieci maja wiejskie geny mamuski i lubią spędzać tam czas. Walcze o coś dla moich mężczyzn 9 i 4 🙂
      I życzę wszystkim by skrywane w nas dziecko nigdy do końca nie wyrosło!

  209. Moją ulubioną zabawą z dzieciństwa była „Wioska Smerfów” 🙂 inspirowana oczywiście bajką o Smerfach. Wszystkie dzieciaki zbierały się na uliczce mojego osiedla (bardzo spokojnego) i malowały kredą na ulicy swoje domki- grzybki, tak jak w bajce. Wszystkie były przepiękne i kolorowe 🙂 każdy wybierał też swojego bohatera z bajki, którym chciał być. Wiadomo, jak to dziewczynka, że marzyłam żeby być Smerfetką albo Sasetką 😀 Niestety.. zawsze byłam Marudą albo Śpiochem, a czasami nawet Klakierem 😀 później oczywiście standardowo udawaliśmy bohaterów bajki, którzy mięli różne przygody i perypetie 🙂 uwielbiałam tą zabawę <3 nie przestałam jej lubić nawet wtedy, kiedy samochód rozjechał moje kredy,które kupiłam za zaoszczędzone pieniądze 🙂 świetne czasy:)

    Dziś wspominając te czasy cieszę się, że mój synek też mieszka na tym osiedlu. Może i on jak dorośnie (aktualnie dzisiaj kończy 4 miesiące) pobawi się w tą zabawę 🙂

    Super zadanie konkursowe, zawsze można trochę powspominać te beztroskie czasy <3 Życzę powodzenia wszystkim biorącym udział w konkursie 🙂

    Synek, chociaż jeszcze malutki- ciekawy świata, najbardziej ucieszyłby się z książeczek lub zestawu gryzaczka ze smoczkiem <3

  210. W dzieciństwie na naszym podwórku najbardziej popularna i najchętniej rozgrywana była gra w marynarza. Marynarz na środku podwórka na desce układał kolejno kijek gdy znalazł chowająca się osobę. Tylko nie zaklepana osoba mogła uratować resztę wyrzucając deskę i rozsypujac kijki. W moim przypadku w jednej z takich rozgrywek skończyło sie to tak, ze biegnąc do deski zrobiłam ślizg na kolanach i do tej pory mam w nich żużel. Niestety nasze podwórko było wysyłane żużlem :/ ale zabawa i tak była przednia i mogliśmy sie tak bawić do późnych godzin:)

  211. Zawsze mówiłam, ze najlepsze zabawy wymyślaliśmy z nudów na trzepaku pod blokiem. Wisieliśmy na nim wszyscy a wyobraźnia działała (jak nigdy później), że pod nami jest lawa a my stoimy na jedynym ocalałym trzepaku (hihi) albo, że jesteśmy na wyspie a wszędzie jest woda i godzinami mogliśmy z niego nie schodzić. Taaa….to były czasy 🙂
    I jeszcze dodam, że razem z siostrą uwielbiałyśmy zbierać stonke (!) na polu z ziemniakami u babci! Czy ktoś jeszcze to robił czy tylko ja mam takie wspomnienie z robakami (fee!)

  212. Ą ja bawiłam się na podwórku w dom 🙂 na naszym podwórku królował czarny piach…porzadnie udeptany i ubity 🙂 razem z dziewczynami z podwórka malowalysmy patykiem pokoje, kuchnie, łazienkę z całym wyposazeniem (nawet był kibelek ze spłuczka ;)). z domu targalysmy niezbedne gadzety – koce, lalki, wozki i prowiant – spuszczany na sznurku przez moich rodziców z 4 piętra 🙂 bo komu chciałoby się tracić czas na bieganie na 4 piętro?!
    zabawa trwała od rana do nocy 🙂
    chciałoby się wrócić choć na chwilę do tych czasów 🙂 gdzie wszyscy byliśmy równi i równie szczęśliwi 🙂

  213. Trzepak na środku podwórka – to była zabawa! Miejsce spotkań, fikołków,”zaklepywanka” w grze w chowanego. No i najlepsza- zwisanie głowa w dół i opowiadanie histori z chmur. Latające słonie, uśmiechnięte postacie a nawet straszne potwory – to były emocje! 😉
    Dzis mieszkam w tym samym dziecięcym miejscu, na tym samym podwórku. Tym samym lecz pustym – bez dzieci No i bez trzepaka..

    Nagrody wszystkie cudowne. Ja i moi chłopcy (3l i 3mc) przyjmiemy każda 😉

  214. Moją ulubioną zabawą z dzieciństwa była gra w klasę:) Przed klatką było idealne miejsce – chodnik i obok ławka. Tak zwana poczekalnia :)) Klasa oczywiście rysowana kredą.
    „Szkiełko” było robione z pudełka po kremie Nivea 😀 Najlepsze było to blaszane, bo plastikowe od rzucania szybko pękało 🙂 Było oczywiście napełnione piaskiem. Kiedy nie było koleżanek do towarzystwa, to grałam sama i bawiłam się równie świetnie:))

    Choć to Dzień Dziecka, moje dzieci i bez tego święta są rozpieszczane, to i mamie coś się należy 😀 i od razu wpadła mi w oko nagroda od Sonko 🙂 Lub insta mata- już nie dla mnie 😀 Pozdrawiam 🙂

  215. Jak byłam dzieckiem uwielbialam grać w piłkę nożną. Od małego gdy miałam 3 latka już kopałam piłkę zawsze przychodzili po mnie koledzy i graliśmy. Inne dziewczynki skakaly w gumę, a ja nie. w-f mielismy osobno od chłopaków. Dziewczyny oczywiście jakieś ćwiczenia śmieszne robiły hula hop itd a ja zawsze szłam do chłopaków i grałam z nimi. Tak miałam aż do 17 lat. lubilam lalki ale to nie było dla mnie. Miałam taką lalkę Łysą to wzięłam kredki i pomalowalam jej na kolorowo włosy. Pamiętam jak obcielam Tygrysowi wąsy bo myślałam że mu urosna 😂😂😂 chciałabym wrócić do tych czasów beztroskich nie przejmować się niczym i się bawić. Teraz moja córeczka może za parę lat opowiedzieć w co lubi się najbardziej bawić😍💖

  216. O jejku, jak to miło cofnąć sie w czasie.. gdy byłam mała dziewczynką bardzo lubiłam grać/skakać w gumę, jejku jak mi tego brakuje.. każdego dnia po zakończeniu zajęć szkolnych, zjedzeniu pysznego obiadku mamy, bieglam po koleżanki, dzwoniąc na domofon (nie mieliśmy wtedy telefonów) i wołajac dawaj na dół grać w gumę i tak potrafiliśmy skakać godzinami – naprawdę ! 😍 drugą ulubioną zabawą bylo „jakie krowa daje mleko” – zabawa w której „krowa” kochala droczyc sie z pozostałymi jakie da „mleko” i szybko uciec aby go nie złapał. Byla to zabawa, która uwielbiałam m.in ratując (przechodząc pod nogami) „nieruchoma” krowe (znajomego/znajomą). Śmiechu było ojejkuuuu.. trzecią ulubioną zabawą było zabawa w chowanego, chyba każda ulubiona zabawa dziecka ❤ nie ma to jak jak liczyć do 30 i szybko szukać kryjówki na drzewie lub na dachu garażu (hahaha). Szkoda że w tamtym czasie nie mieliśmy możliwości robienia zdjęć, nagrywania video. Byłoby teraz przy odtwarzaniu tego wszystkiego niezły ubaw 😆😆 za tymi zabawami tęsknię najbardziej! I gdyby była możliwość, z miła chęcią bym do nich wróciła! 😍 na marginesie – jako mala dziewczynka lubiłam z chłopakami grać w piłkę nożną, lubiłam być na ataku, strzelać gole, być dumna ze jako dziewczynka strzela punkty dla swojej drużyny. Jednak po kilku przykrych juz incydentach będąc na bramce i dostajac kilka razy w nos – zrezygnowałam. Hahaha przynajmniej teraz patrząc na moją kość nosowa mam pamiątkę na lata 😂😂😂 Pozdrawiam!

  217. Jako najmłodsza siostra moich super braci najbardziej lubiłam się za nimi ciągać na boisko..a oni z tej radości stawiali mnie na bramce, żebym poczuła jak jest fajnie z nimi grać 😉 ot tak po prostu! zabawy z rodzeństwem są najlepsze, a miłość do nich z wiekiem coraz piękniejsza! 🙂

  218. Podchody. Zabawa całego osiedla, wszyscy grali i ci młodsi i ci starsi, nagle każdy lubił każdego, tak było fajnie. Absolutnie i niezaprzeczalnie najlepsza gra dzieciństwa ever! Nie ważne czy się uciekało, czy też goniło frajdy było tyle samo. I ten dreszczyk emocji, kiedy człowiek siedział w polu jak na szpilkach i obserwował drużynę przeciwną z nadzieją, że nabiorą się na fałszywą wskazówkę i pójdą dalej. Niezapomniane! Wspaniale byłoby wygrać bon do sklepu Manfi.

  219. Ha u nas konkurs na czasie dlaczego? Taka sytuacja z dzisiejszego podwórka, jedna huśtawka jedna piaskownica kilkoro dzieciaków wiec chyba zabawa murowana ale słyszysz nudzi mi się …..!!! No zesz ty orzEszku, !!!! Więc przedstawiam zabawę na dobre 30 minut siedzenia na ławce mam i trajkotania o niczym, kwitną teraz kasztany i sedno ….pamiętacie jak palcami strugalysmy te liście i powstawały tzw. Kosciotrupy, ja dziś na nowo odkryłam to z dziećmi no mega i na czasie , motoryka rączek i te sprawy ale najważniejsze. …Kosciotrupy śpią dzis z moim synem a jutro będzie robił kolejne, spróbujcie zabawa przednia

  220. Ja uwielbiałam się bawić w podchody. Bardzo podobało mi się szukanie tych karteczek ze wskazówkami: „Idź do pokoju babci, koło różańca kolejna wskazówka!”
    i wtedy wspólnie z siostrą starałyśmy się jak najszybciej znaleźć cel, bo w tym jednym, konkretnym miejscu czekała na Nas niespodzianka w postaci woreczka z cukierkami, ależ to była frajda!
    Teraz podchody organizuję swojemu synowi, on jest równie podekscytowany co ja kiedyś.

  221. Gdy byłam dzieckiem wystarczył mi papier nożyczki i kartony, z których zrobiłam sobie aparat fotograficzny, laptopa (z ruchomym kursorem) oraz kamerę ( z kasetami). Wszystko to pomagało mi w prowadzeniu swojej własnej radiostacji lub gazety. Zajęcia było na cały dzień🤪

    1. Kazda zabawa była najlepsza. Każdy dzień był inny – jednego dnia znikałam otwierając pudło pełne klocków LEGO, innego dnia prowadziłam własne biuro, nie wiadomo czego 😉 – ważne były miliony wycinków rachunków, listów reklamowych i innych dokumentów, które dostarczała babcia, a ja mogłam je podpisywać podbijać i obsługiwać wyimaginowanych petentów. Jednego dnia wpadały koleżanki na sandwiche po których razem ćwiczyłyśmy układy taneczne innego dnia siedziałysmy na bloku przed końcem bawiąc się lalkami. A gra w chowanego z bazą za kioskiem doprowadzała panią do szaleństwa 🙂

  222. Czas mojego dzieciństwa przypadł na trudny okres – końcówkę lat osiemdziesiątych i początek dziewięćdziesiątych. To te zamierzchłe czasy w których półki sklepowe świeciły pustkami a ten który miał czarno-białe Nintendo wymiatał na dzielni.
    My dzieciaki nie mieliśmy wypasionych zabawek, telefonów i innych gadżetów. Ale za mieliśmy siebie. I opalone piegowate twarze, sińce na nogach i kolana zdarte do krwi. Byliśmy szczęśliwi. Beztrosko i bezgranicznie szczęśliwi.
    Skakaliśmy po drzewach, biegaliśmy boso po trawie , nurkowaliśmy w stogach siana. Jedliśmy chleb z cukrem (biada tej mamie na którą przypadał dzień wydania podwieczorku dla całej tej bandy 🙂 ), piekliśmy ziemniaki w ognisku, bawiliśmy się w Indian a ciemną nocą w podchody oświetlając drogę latarkami.
    Graliśmy w krowa daje mleko, skakaliśmy w gumę , którą na metry kupowaliśmy w pobliskiej pasmanterii 🙂 I przede wszystkim całe dnie spędzaliśmy poza domem niezależnie od pogody jaka była na zewnątrz.

    Oddychaliśmy taką prawdziwą dziecięcą beztroską i wolnością.
    I gdybym miała wybrać jedną, ulubioną zabawę z dzieciństwa nie dałabym rady – wszystkie tworzą cudowne wspomnienia i oddałabym wszytko, nawet najbardziej egzotyczny wyjazd do najdalszego zakątka świata by, móc choć na jeden dzień- tylko jeszcze jeden dzień cofnąć się w czasie i spędzić go na wspólnych zabawach z przyjaciółmi z dzieciństwa

  223. Czas swojego dzieciństwa mam głeboko w pamięci. Był to cudowny okres mojego życia. Mieszkałam w tym czasie w małej wsi, gdzie wszyscy się znaliśmy. Wszystkie dzieci z mojej wioski przychodzili pod mój dom i bawiliśmy się w chowanego lub podchody, była super zabawa. Gdzie musieliśmy się chować wybraliśmy przeróżne miejsca czy to ogrody lub krzaki…. bardzo dobrze wspominam ten czas. Chciałam bym do tego powróci.

  224. Najbardziej lubiłam bawić się w szkołę 🙈 udawać Panią nauczycielkę 👩 robić kartkówki dla uczniów (czyt. Lalek i misiów) a potem je sprawdzać i wystawiać oceny 👌i może dlatego tak polubiłam czytać książki – jak przystało na prawdziwą nauczycielkę 😇 teraz po latach wciąż czytam książki 📚 ale już nie sama, tylko z moim ukochanym słuchaczem czyli synkiem. Gdy zobaczyłam nagrodę od Juniorowo.pl odrazu chciałam ją wygrać 💚. Książki to cudowny prezent na teraz i na przyszłość, który nigdy się nie znudzi 💬

  225. Moje ulubione zabawy z dzieciństwa? Bieganie od rana do wieczora na podwórku:) wtedy miało się milion pomysłów na minutę co można było robić.. kilka z nich to mały nielegalny sklep podwórkowy gdzie sprzedawałam swoje owoce zerwane prosto z podwórka… czereśnie.wisnie,agrest i poziomki 🙂 no i kto by przeszedł obojętnie obok takiego małego dziecka co siedzi i sprzedaje owoce ?:D wcale nie zarobiłam na tym dużo.. Bo najlepsze w tym sklepie było to, że te owoce sprzedawałam ludzia za darmo 😂😂 nabijalam na zabawkowa kasę cenę nakladalam owoce do woreczka i tak interes się kręcił i miałam swoich stałych klientów przez jakiś czas nawet 😀 heheh druga zabawa która każde dziecko chyba uwielbia.. to był czas spędzony z rodzicami. Na banalnych zabawach dzięki którym uśmiech nie schodził mi z twarzy przez cały dzień. Zwykla gra w pilke czy bawienie sie w ganianego.. to były najlepsze chwilę które pamieta się na bardzo długo.. 🙂

  226. Najlepsza zabawa mojego dzieciństwa to zabawa na trzepaku w tzw „Patyka”, do dziś pamiętam te chwile kiedy znajomi z jednego bloku spotykali się koło trzepaka żeby pograć w tą grę. Na trzepaka mieściło się 5 osób, to był czas spędzony aktywnie i przede wszystkim czas który zapisał się w pamięci na długie lata…

  227. Oj! Dużo tego było! Czasu dużo bo. Internetow nie było…😛 Najbardziej utkwily mi w pamięci zabawy z tatą, nie takie zwykle: ja i siostra lat 8 i poker na kamyczki( te do jedzenia oczywiście). Z tata to wogule zawsze bylo ciekawie, z zawodu elektryk nie żeby z. Mama bylo zle😉ale tato wiecie…po godzinach brał szafy rozdzielcze żeby nadrobić robotę wiec córeczki pomagały😁pamietam to jako zabawę nie prace hehhee wkomcu miallam z 9 lat i rozkładanie kabelkow czy jak to nazwać naprawdę były ciekawe😊 a tak po godzinach po wyrobieniu etatu😂😂😂 bawilismy się w domek zrobiony w krzaczorach, wynosząc Gary i inne takie z domu😉

  228. Mistrzem bylam w ciuciu babkę. Jako starsza siostra to ja zawsze bylam uciekajacym a mloda ganiala mnie po domu potykajac sie o klapki które jej zostawialam. Ale bylam na tyle dobra ze zawsze kladlam materac zeby sobie zebow nie wybila 😂 kiedys sie zamienilysmy i ja mistrz nabilam sobie guza 😎😂

  229. Gdy byłam dzieckiem… To zabawa w którą uwielbialiśmy się bawić z kuzynostwem było poprostu bieganie w czasie deszczu na bosaka. Robiliśmy wyścigi na bosaka. Start zaczynał się na ganku dziadków a kończył w ogródku. Najśmieszniejsze było wtedy to gdy mama nie mogła domyc moich czarnych stop haha Brakuje bardzo takich beztroskich chwil…

  230. Jako dziecko miałam kilka ulubionych zabaw ze swoją rok starszą siostrą. Jedną z nich było tworzenie własnej audycji radiowej. Stałyśmy przy magnetofonie i nagrywałyśmy „Radio FRYTA 96 i 9 FM” (żałuję, że nie słyszycie tej linii melodycznej :D). A pudełkiem na nici bawiłyśmy się w coś na kształt bankopoczty 🙂 Pudełko do tej pory moja mama posiada… Każda szufladka podpisana – tu czeki, tam rachunki 🙂 Miło wspominam ten czas, szczególnie, że relacje z siostrą się popsuły i trwa ich odbudowywanie. Wszystkie nagrody są piękne i ciężko coś wybrać, ale na pewno ucieszę się z basenu z kulkami, tipi, książeczek… Ah ze wszystkiego będę się cieszyć. Pozdrawiam

  231. Zabawa jaka przychodzi mi na myśl to zabawa w sklep, tak poprostu 😉Razem z koleżankami zbierałysmy pieniążki na drzewie, tak tak na drzewie. 😀 Liście bzu zastepowały 10, 20zlitp, a listki żywopłotu służyły za bilon 😉 różne rzeczy sprzedawałysmy ale głównie spozywke( udając że mamy pełny asortyment) to były czasy 😉 Nagrody wspaniałe! Juniorowo blog skradło moje serducho ❤️

  232. Dziecięcy czas beztroskiej radości to czas wyjątkowy. Tak też mam go w pamięci i mojego kochanego dziadka, który uchylał mi nieba i wymyślał zabawy, które dawały mi maksymalną dawkę radości. Z dziadkiem grałam w karty (zawsze dał mi wygrać), kości(prawie zawsze dał mi wygrać), klasy (skaczący siwy dziadek wzbudzał niemałą sensację), wcielaliśmy się w różne role (dziadek nie bał się żadnej roli – czy to gorilli czy też czerwonego kapturka), chodziliśmy po lesie (zbierając jagody i ostrężyny) i nigdy ale to nigdy się nie nudziliśmy. Każda zabawa z nim była fascynującą podróżą wnuczki ze starszym siwiutkim dziadkiem do krainy zabawy i spełnienia marzeń 🙂

  233. Ja uwielbialam sie bawic w dom 🤣 mislam duzy i To na wsi ze wszelkimi mozliwymj zwierzatami( ha nawet tygrysy mialam😂) i przeogromna rodzinke 😉 nie Musze chyba dodawac ze bylam cudowna matka i zona🤣 Ps. A gdzie te tygrysy🤣i duza rodzinka🤣

  234. W dzieciństwie najbardziej lubiłam bawić się z rodzenstwem i sasiadami w sklep. Znajdowal się on w piwnicy sąsiadów lub na polance między drzewami. Jako pieniążków uzywalismy liści z drzew. Haha kto nie bawił się wtedy w taki sposób ☺🍀🌿 sprzedawalismy sobie lub innym dzieciakom z sąsiednich ulic: nasze zabawki, książeczki. W sezonie wakacyjnym handlowalismy owocami 🍎🍓🍐🍇 jakież było zdziwienie naszych rodziców gdy zorientowali się, że zniknęły wszystkie śliwki z sadu 😂oczywiście karą był szlaban. I musieliśmy zamknąć nasz sklep z powodu tzw. remamentu ☺ oczywiście tylko na pewien czas. niech dziś dzieciom nie brakuje kreatywności, a pomocne będą w tym te wspaniałe nagrody. Basen z kulkami (nagroda 25 )na pewno umili czas dzieciaczkom

  235. Gdy byłyśmy z siostrą u babci, dopiero wtedy miałyśmy ogrom osób do zabawy. Najbardziej lubiłam bawić się w „Czarodzieja”. Jedna osoba „ganiała” resztę i jeśli kogoś złapała, to slawał nieruchomo i czekał aż ktoś go odczaruje-czasem dotknięciem w ramię, czasem przejściem między nogami. Osoba „pod kimś” i ta zaczarowana były nietykalne w tej pozycji. Uwielbialam biegać i byłam w tym naprawdę dobra 🙂

  236. Mała podlubelska wieś trzydzieści lat temu to był jeden wielki plac zabaw. Rodzice uważali najbliższe otoczenie za bezpieczne,więc pozwalali nam wychodzić na całe dnie.Przypuszczam,że był im to na rękę. W gospodarstwie pełnym zwierząt, złożonym z małej chatki zamieszkałej przez (jak mi się teraz wydaje)tłum ludzi, stodoły, kurnika,obory,piwnicy i poddachu, zawsze było coś do zrobienia.Zabawa trwała w najlepsze, było nas sześcioro,znaliśmy się od urodzenia i płec nie miała znaczenia. Jak bawiliśmy się w wojnę to wszyscy ,a jak w dom to i chłopcy uczyli się gotować. I właśnie ta zabawę w dom najlepiej wspominam. Pamiętam jakby to było wczoraj jak biedy zmuszała nasze małe mózgi do wielkiego wysiłku i uwierzcie mi-nie ma rzeczy nie do zastąpienia. Nasz „domek” znajdował się w starej stodole, przez dziury w ścianach wpadały grube promyki słońca, woń słomy wdzierała się nozdrzami i wyryła trwały ślad w moim mózgu..moje dzieciństwo! Brudne,biedne,ale najwspanialsze! Zawsze miała brudne ręce,bo nikt nie miał czasu ich myc to robieniu ciasta z błota,wytarła o czerwoną stara sukienkę i biegłam dalej szukac zgniłych jabłek na”niby”kompot. Nasz domek był swoistym złomowiskiem. Ale wtedy każda rzecz była na wage złota. Zabawek nie miał nikt,a bawiliśmy się lepiej niż współczesne dzieciaki. Zamiast garnków mieliśmy puszki po konserwach,po groszku i kukurydzy,no i słoiki podkradane babci. Zamiast łyżek patyki a na ich końcu przywiązany kawałek plastiku,albo blachy. Zamiast zlewu stare wiadro z dziurą,która imitowała kran. Zakręcało się go przytykając kijkiem. Półki to były stare deski,kamienie wyznaczały drzwi. A nasze jedzenie gotowało się z żużlu, liści, mchu,traw,błota,piachu ,kurzu a nawet piór który wypadały kurom. Jakiez piekłam wtedy torty,jakie zupy gotowałam, teraz już wiem dlaczego brudne ręce oznaczaja szczęśliwe dziecko.A gdy lato się kończyło,domek musiał zniknąć,bo jego miejsce zastępowały wiązki słomy ,dając schronienie myszom przez zimą. Ale co roku odbudowywało się go na nowo.

  237. Szuuuukaaamm!!! I to napięcie czy zostanę odnaleziona;)czy aby na pewno nie wystaje zza firany kawałek kapcia. Trzy siostry, więc było z kim się bawić. Mogłyśmy tak godzinami. Najbardziej lubiłam być tą szukaną. Teraz patrzę na mojego synka jak lubi tę zabawę. A wkrótce pojawi się jego siostra- chciałabym żeby też potrafili się tak świetnie razem bawić.

  238. Ojjj to były czasy…moje dzieci już sie nie potrafią tak bawić 🙁 U mnie na podwórku były dwie kultowe zabawy ( meskie , bo bylam jedynym osobnikiem płci pięknej 🙂 ).
    1. Gra w karty w Pana o siedzenie 🙂 kto wygral grajac siedzial na wawce reszta kucala obok( i jakoś nogi nie bolaly :)). Uwiebiałam!!
    2. Żuzel – tor wlasnorecznie wykopany obok śmietnika ( codziennie od nowa, gdyz jeden z sasiadów tak lubił dzieci …ze kazdego wieczoru go nam zakopuwał). Kazdy mial swoja druzyne – kazdy zawodnik to byl kapsel ( prosty bo inaczej krzywo jeździł i odpowiednio podpisany od wewnątrz). Byla nasza liga, co mecz byly programy , sedzia- pełna profeska. Kapsle byly puszczane w pionie nie pstrykane po ziemi….ojj to byly czasy…pisałabym i pisała….Ojj teraz nikt by dzieciakom nie pozwolil na wykopanie takiego toru 🙁 ale to juz inny temat.

  239. Witam serdecznie ☺ jak wrócę myślami do dawnych czasów swojego dzieciństwa to tylko mi jedno przychodzi na myśl ,,chowanego,, Tak ta zabawa z dzieciństwa dawała mi wiele radości bo z moich rodzeństwem a miałam ich aż troje ☺ mogliśmy bawić się bez końca. Teraz z wiekiem czasu mam co wspominać z moim rodzeństwem ☺

  240. A ja tan uwielbiałam bawić się w mszę. Księdzem był mój brat, za opłatek służyły chipsy, organista to również brat ( ogarniał sprzęcik) ha ha. Za ławki kościelne służyły schody na strych. Tylko sąsiadów szkoda jak musieli kazania słuchać 🙂

  241. Zabawy z dzieciństwa to głównie te, w które graliśmy w szkole. Jedną z najlepszych zabaw byla zabawa w Power Rengers 😁 byliśmy wtedy w 1 klasy podstawówki i razem z koleżanką i kolegami byliśmy Rengersami 😁 ja byłam Żółtą wojowniczka (ach i ten tygrys szablozebny😊). W ogóle wtedy ekipę mieliśmy taką, że zwykła gonitwa wokół ogródka, lub czas spędzany na oczekiwaniu na otwarcie biblioteki, była mega świetny 😍 ach ile bym dała żeby choć na jeden dzień przenieść się w beztroski czas dzieciństwa 😁😊

  242. Gdy byłam dzieckiem miałam swoje ulubione 3zabawy 🙂
    Pierwsza najlepsza zabawa było udawanie, że jestem piosenkarka (biedni sąsiedzi, chociaższczęście misie które były moją widownia wyglądały na zadowolone). Przytrzaskiwałam jeden koniec skakanki szufladą, a do drugiego śpiewałam (oczywiście to był mikrofon przewodowy, a bezprzewodowy to dezodorant:)
    Kolejną moją ulubioną zabawą, była zabawa w szkołę – zapisywałam wszystkie możliwe zeszyty zmyślonymi imionami i nazwiskami i tworzyłam dzienniki z ocenami (oczywiście imiona, które lubiłam najbardziej miały najlepsze stopnie)
    A najlepsza możliwa zabawa to jednak zabawa lalkami Barbie.. Och jak ja to lubiłam, nawet jako starsza dziewczynka (tak bardzo starsza, że wstydziłam się przyznać) tworzyłam niezwykłe domki (choćby w kanapie:p ) z przeróżnych mebelków – np. Zakrętka od dezodorantu to stolik, a książka i chusteczka to łóżeczko 🙂 Pewnie gorzej wspominają to moje lalki, bo każda jedna miała obcięte i zafarbowane mazakiem włosy oraz poprzebijane szpilkami uszy 🙂
    Jak świetnie być dzieckiem, aż się rozmarzyłam 🙂 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.