Matka Polka Niepłodna

Milion razy chciałam napisać ten post. Milion razy zaczynałam i kasowałam. Ale dziś mam solidne powody by go napisać i jeśli pomoże choć jednej osobie – zasnę spokojnie. Nie gwarantuję, że go pewnego dnia nie usunę. Czytajcie pod znakiem słowa jakim jest NADZIEJA.

Instynkt macierzyński pojawił się we mnie dość szybko. Nie chciałam co prawda zostać mamą jako nastolatka, ale garnęłam się do pachnących bobasków. Nie przerażało mnie zmienianie pieluch czy wstawanie w nocy do dzieci. Czekałam aż skończę 18 lat żeby wyjechać za granice jako au-pair. Miałam szczęście. Dzięki pewnym siostrom eŁ. (Karolino, Sylwio, jestem Wam za to wdzięczna do dziś:*) znalazłam wspaniałą rodzinkę z trójką dzieci na francuskiej wyspie i tam spełniałam się w roli niani. Gdy z powodu studiów musiałam wrócić do Polski szybko znalazłam pracę jako opiekunka Jasia i Hani. Spełniałam się, ale dostałam propozycję ‚poważnego’ etatu i tak zakończyłam karierę niani 🙂

Chciałam mieć swoje dzieci. Dwoje, troje, albo i więcej. Brakowało mi tylko jednego – kandydata na Ojca 😀 Gdy poznałam Tomka czułam, że możemy zbudować wspólną przyszłość i przy Nim mogę spełnić swoje marzenie o byciu Mamą. Nie pomyliłam się. Choć Tomek potrzebował więcej czasu, zaczęliśmy marzyć wspólnie. I wtedy zaczęły się schody…

Od początku czułam, że może być problem. Nie byłam „regularna” jak koleżanki. Nie bardzo wiedziałam czy mam powody do zmartwienia czy nie. Dopóki nie rozpoczęliśmy starań. Poszłam raźnym krokiem do pani ginekolog, wróciłam niemal na czworaka. Usłyszałam wyrok: „niepłodność”. Tak po prostu? Niepłodna? Znaczy się, że nie mogę mieć dzieci?? Pani doktor powiedziała to tonem jakby właśnie „skończyły się pomidory, nie ma i już” a mój świat zaczął się walić.

Przez kilka miesięcy owa pani doktor „leczyła mnie” metoda prób i błędów. Wysyłała mnie na bolesne zabiegi, faszerowała hormonami od których w ciągu 3 miesięcy potrafiłam raz schudnąć a raz przytyć 10 kilo. Spędziłam dni, tygodnie w szpitalu. Mijały miesiące. Podłamałam się. Wtedy głosem rozsądku wykazał się Tomek, który zdecydował, że trzeba sięgnąć pomocy gdzie indziej. Trzeba zacząć od nowa. I tak oto trafiliśmy do kliniki leczenia niepłodności. Nie chciałabym reklamować tej kliniki, ale dać Wam do zrozumienia, że są przypadki, które nie są beznadziejne, tylko potrzebują fachowej opieki. Początki były bolesne. Bolesne, drogie i męczące. 2-3 razy w tygodniu spędzałam długie godziny w pociągu. Robiłam sobie bolesne zastrzyki w brzuch, płakałam, gdy odbierałam negatywne wyniki badań, kilka razy Tomek „zbierał” mnie zapłakaną z gdańskich ulic. Ale nie traciliśmy nadziei. Nikt nie nazwał mnie niepłodną. Lekarze mieli plan. Czułam, że jest szansa. I się nie pomyliłam. 

To był wrzesień. Zakręciło mi się w głowie. Miałam jechać na badania do Gdańska, ale byłam zbyt zmęczona. Myślałam nawet o tym, żeby zrobić sobie przerwę przez kolejny cykl. Ale zrobiłam test i obok dwóch różowych kresek zobaczyłam kolorową przyszłość. Po 2 latach starań byłam w ciąży. Pokazałam Tomkowi test, nie dowierzaliśmy. Zrobiłam badania krwi, beta była już bardzo wysoka – nie dowierzaliśmy. Pojechaliśmy do kliniki na usg, zobaczyliśmy kropeczkę i… uwierzyliśmy.

26tydz-7

Kolejne miesiące niestety nie były jak z bajki. Całą ciążę byłam na podtrzymaniu. Zgromadziłam kilka długich wypisów ze szpitali. Ciąża była trudna, łożysko w kiepskiej kondycji. Walczyliśmy. Lekarze kiwali głowami, słyszałam za plecami komentarze „znowu ta…”. Generalnie nie będę się rozpisywać nad tym tematem, bo na szczęście skończyło się happy endem i ten wpis również ma być happy 🙂 Bąbel ostatecznie uparł się w 33 tygodniu. Urodził się zdrowy, duży i kudłaty. Zostaliśmy RODZICAMI. Ale moc!

Gdy Olek skończył rok podjęliśmy decyzję, że chcemy więcej kudłatych rozrabiaków. Dość szybko udało nam się spełnić marzenie o fasolce i niestety dość szybko Ją straciliśmy. W 8 tygodniu poroniłam. Był to dla nas ciężki czas, ale Olek nie pozwolił nam zapomnieć o tym, że nie wolno tracić nadziei. Codziennie uśmiechał się do nas, wyciągał nas z łóżka słodkim „mniam! mniam!” i wyszliśmy z dołka. Dziękujemy Synku! 

No i dzisiaj. Kończą się wakacje, powietrze już pachnie jesienią. Szykujemy się z Olkiem na wrześniowe przedszkole. Mordka przychodzi do mnie, przytula się mocno, ale delikatnie i mówi „tu Mama dzidzia” i paluszkiem pokazuje na mój brzuch. A brzuch z dnia na dzień się zaokrągla 🙂 Mija 13 tydzień naszego Szczęścia i potrzebujemy Waszych kciuków, bo Olek bardzo chce być STARSZYM BRATEM 🙂

IMG_20140812_091247 

Może też Ci się spodoba?

Brak komentarzy

  1. Trzymam kciuki!! Zajrzałam zachęcona pięknym Twoim zdjęciem (własnie robię Twoją grafikę do JESTEM NAJLEPSZA na love2work i zawsze odwiedzam kobietki, które biorą udział w akcji) i będę zaglądać częściej! Blog bardzo ładny, podoba mi się tu 🙂 Emilka

  2. Piękne i wzruszające…my z ężem przebyliśmy podobną choc dwa razy dłuższą drogą i teraz będąc w 21 tyg.ciąży czekamy (ja na leżąco) na nasze szczęście. Wszelkiego dobra dla Waszej rodziny!!!

  3. Jeku aż się wzruszyłam :))) Tak się cieszę kochana :**** będę trzymała kciuki cały czas :DDD Będzie dobrze!!!!!!!!!! 🙂 Gratulację!!!!! i Buziaczki :* uważaj na siebie 😀

  4. wiem doskonale co, czujesz… sama po urodzeniu pierwszego dziecka straciłam jedną ciążę, potem usunięto jajowód… a w następną ciążę mogłam zajść dopiero przy pomocy in vitro… od 14stu miesięcy jest z nami córcia… różnica pomiędzy dziećmi jest spora ale najważniejsze, że jest nas czwórka… życzę Ci dużo siły i spokoju… no i trzymam kciuki za szczęśliwe rozwiązanie… no i oczywiście dziewczynki… ale to najmniej ważne… proszę o podpisanie mnie jako M.A… napisałam o osobistych przeżyciach, o których wiedzą tylko najbliższe mi osoby…

  5. Gratuluję Ci serdecznie :* jestem mamą córeczki, bardzo chciałabym aby miała już rodzeństwo, ale nie wychodzi, już od 8 miesięcy nie wychodzi :(:(:(

  6. Trzymam kciuki najmocniej jak umiem! Wiem, jak boli strata, jak ciągną się tygodnie w zagrożnej ciąży, jak to jest urodzić za wcześnie i podczas całej ciąży widzieć te spojrzenia lekarzy. Wysyłam dobre myśli, powodzenia i spokoju!

  7. Ojej, aż się popłakałam !!! Wiem doskonale co czulas – nam lekarz oznajmił, ze nigdy nie zajde w ciążę i żebyśmy poważnie zastanowili się nad adopcja. Wtedy kiedy już straciłam wszelkie nadzieje pojawił się cud -nasz Franio 😉 Trzymam mocno kciuki za Was !!!! Gratulacje dla starszego brata !!!

  8. Heh. Trzymam kciuki ja parę lat temu ta sama chyba?? Klinika w gdańsku. Tylko ja zarzucilam leczenie po pierwszym poronieniu po roku zaszłam w ciążę teraz minął rok i cały czas jest strach czy jeszcze amelka doczeka się rodzeństwa o

  9. nigdy niczego nie komentuję… ale dziś muszę – BARDZO mocno trzymam kciuki 🙂 nie poznałyśmy się nigdy na żywo, ale pamiętam Cię jeszcze od sunsilka. i kibicuję od zawsze! życzę Wam, aby urodziło Wam się zdrowe dzieciątko 🙂 ściskam najmocniej! – Natalia

  10. Oczywiście będzie dobrze!!!! Teraz Oluś dokłada wszelkich starań by dzidzia rosło zdrowo 🙂 Gratuluję i trzymam kciuki za dużą, zdrową, kudłatą siostrzyczkę 😛

  11. Rozpłakałam się. Mimo, że wiedziałam i pary nie puściłam. Wzruszające i piękne. I bardzo mi znajome.
    Po 5 latach trudnej drogi – Leon, i migiem błyskawicy mała spadochroniara Zosia. Life is full of unexpected stories:)
    Ściskam Cię mocno i ciepło bardzo o Was myślę.

  12. Mocno trzymam kciuki. Z całych sił 🙂 Doskonale rozumiem jak to jest się długo starać, jak płakać, bo się nie udało. Jak się cieszyć, że się udało, a za chwilę wyć (bo ja wyłam), że jednak nie. I wiem też, jak to jet skakać z radości, że jednak jest dobrze i się udało 🙂
    Pozdrawiam 🙂

  13. Też mam taką bliską osobę, która walczyła i ma. Ma dziecko. Syna. Jest moc 🙂
    Tobie również życzę dużo zdrowia i radości z rosnącego brzuszka!
    Gratulacje!!!!!!!!!!

  14. Rzucilas mną o ścianę tym wpisem!!
    Trzymam chornie mocno kciuki z Was! Olek bedzie starszym bratem ;))) To dopiero bedzie moc!
    Życzę Wam jak najlepiej! Dużo zdrowka! 🙂 Bo radość juz jest 🙂

  15. Wow Donia naprawde osobiste i piekne gratuluje odwagi No i zycze ci aby fasolka rosla zdrowa i silna moze bedzie sliczna kudlata dziewczynka 😉 Trzymam kciuki i dbaj tam o siebie i brzusio P.S. Uwielbiam twojego bloga i te cudne zdjecia Buziaki i pozdrowienia

  16. Z całego serca Wam gratuluję i trzymam mocno kciuki za powodzenie misji fasolka! i na pocieszenie powiem Ci że nie ty jedna walczyłaś o takie małe szczęście! ja wytargowałam z losem aż dwa! ech łezka się w oku zakręciła. a no i nie mogę napisać: Matko jakaś ty piękna! Kwitniesz normalnie!

  17. Bardzo, bardzo serdecznie gratuluję i mocno trzymam kciuki! Będzie dobrze, bo tak wiele ciepłych fluidów i myśli płynie w Waszą stronę, że po prostu nie może być inaczej. Buziaki Kochana!!!

  18. Trzymam kciuki, najmocniej, z całych sił! I pamiętaj 22 lutego świętujemy razem 😉
    Mnie powstrzymuje strach przed kolejnym poronieniem. Chociaż w przypadku Piotrusia czułam, że ta 3 ciąża będzie szczęśliwie donoszona.
    Ściskam :*

  19. Popłakałam się. Niby zdawałam sobie sprawę co czują rodzice, którzy chcą mieć dzieci i nie mogą, ale chyba nie do końca to rozumiałam jakie to jest naprawdę ciężkie i trudne. Zrozumiałam to dzięki Twojemu wpisowi.
    Ja nie miałam takiego problemu. Mam troje dzieci, i lekarz powiedział mi ostatnio badając mnie, że jestem tak plodna, że wcale się nie dziwi, że tak łatwo zachodziłam w ciążę.
    Trzymam za Was baaaardzo mocno kciuki. Będzie dobrze, zobaczysz.

  20. Popłakałam się !!!!! Piękna historia! Kochana, takie historie dają mi nadzieję że po ponad roku starań i nam dopisze szczęście 🙂 Odezwij się do mnie na priv :*
    i co najważniejsze – GRATULUJE !!! :**

  21. Nie usuwaj tego wpisu nigdy 🙂 niech będzie nadzieją dla innych starających się. Ja zawsze się bałam takiej diagnozy… też zawsze ciągnęło mnie do bobasów i też byłam przez rok au-pair. Mnie to dzięki Bogu ominęło… A Ty jesteś silną kobietą! Gratuluję i ślę buziaki dla maleństwa w brzuszku i już nie takiego maleństwa w łóżku 😉

  22. I ja własnie płacze, bo cieszę się z Waszego szczęścia i trzymam mocno kciuki i jestem całym sercem z Tobą… i będzie dobrze !

  23. Trzymam kciuki 🙂 nie rozumiem tylko dlaczego miałabyś usunąć ten wpis, przecież tchnie nadzieją. Kochana, ja musiałabym usunąć cały blog, bo nigdy jeszcze nie czułam serca pod moim sercem…

  24. Trzymamy kciuki…nasza droga do szczescia trwala 5 lat….teraz zaczyna sie od nowa….mam nadzieje ze tym razem bedzie krotsza….gratulacje!!!! I zdrowia zyczymy :-*

  25. Popłakałam się 🙂 Przesyłam moc dobrych myśli, ciepła i energii kobiecej, by fasolka rosła bezpiecznie i zdrowo!! Jest potrzebna na tym świecie 🙂

    PS nasze dwie Córcie nie znalazłyby się na świecie, gdyby nie wspaniali lekarze, wspaniała klinika (akurat w naszym przypadku gdyńska) i wspaniałe wsparcie – będę o tym pamiętać i będę za to wdzięczna do końca życia!

  26. Gratki ogromne!
    Wpis przeczytałam z wypiekami na twarzy, bo przecież wiem o czym piszesz, nasza droga też była trudna. Kamienista. Zachodzę w ciążę z prędkością światła. Od pierwszej próby. Ale potem.. Straciliśmy naszą pierwszą fasolkę, choć już fasolką nie była. Na usg rączki i nóżki tak wesoło do nas machały… A na kolejnym już nie. Z Miesiem to był koszmar. Nie wierzyłam, ze się uda. Pierwszy raz na porodówce w 23 t.c a dotrwałam do… 36 tygodnia!!! 🙂
    Bardzo Cię podziwiam, że z taką nadzieją patrzysz i idziesz do przodu! Ja bardzo powoli, z wielkim trudem myślę o kolejnej ciąży… Ale wierzę, że się zdecydujemy i że wszystko się uda. Wam i Nam:)

    ps. Wpis ma moc, zapewne obie wiemy jakiej siły dodaje przypadek innej pary, której udało się! 🙂

  27. Gratulacje!!! Trzymam kciuki ja i moi dwaj wywalczeni chłopcy o których marzyłam…Przeszłam tą samą drogę i serio…jak ja dobrze to znam, krok po kroku, łącznie z bolesną stratą. Będzie dobrze,musi być i niech tak się stanie! 🙂

  28. O rany!!! Cudownie! Ale jesteście dzielni, cierpliwi i odważni! Bo walka o dziecko w Polsce to prawdziwa odwaga! Trzymam kciuki za małą kudłaczkę 🙂 <3

  29. Wszystkiego dobrego,trzymam kciuki z całego………taki wpis może pomóc uwierzyć innym mamom….,warto mieć nadzieje,pozdrawiam:)

  30. Macie moje i Leona kciuki. Mocno je sciskamy! Leos tez wczesniak, nie bylo latwo… Ale warto warto warto! Wszystko warto! Bedzie dobrze…czekamy na fote z wieeellkkim brzusiem:)

  31. Przeszliście wiele ale tym razem macie tyle życzliwych osób wokół siebie że będzie wspaniale ! Mocno trzymam za Was kciuki :*
    P.s Czułam u Ciebie ciążę :))) buziaki

  32. Czytając ten wpis łezka zakręciła się w oku. Każda z nas przekłada Twoją historię na nasze, własne życie… Po dwóch ciążach stałam się sentymentalna wiec na chwilę obecną stać mnie tylko na TRZYMAM KCIUKI!! Buziaki.

  33. Bardzo, bardzo mocno trzymam kciuki i będę sie modlić, by Olek został braciszkiem.
    Spłakałam się jak nie wiem i paluchy mi sie po tablecie mokrym od łez slizgają, taka piękna ta końcówka postu :***

  34. Prawie się poryczałam. Kochani trzymam za Was kciuki i wierzę, że wszystko będzie dobrze. Jesteście wspaniałą rodziną, a Oluś to fantastyczny, mądry i cudowny chłopiec. Szczęścia!

  35. Trzymam kciuki i wiem, że będzie dobrze. Gratuluję, a wygraną w rozdajce kawę przesyłam do Was w przyszłym tygodniu. Dołączę całą wielką garść szczęścia, wymieszanego z pozytywnym myśleniem. Zapakuję w słoik, abyś w chwili zwątpienia mogła się nimi raczyć do woli. Buziaczki…

  36. Trzymamy za was kciuki, jeśli nasza historia jest wam znana, nasza ciąża też była trudna, poród koszmarny, połóg w depresji. 2013r. tak mnie przeczołgał, że więcej dzieci nie chcę.
    Za was będę jednak krzyżować paluchy, wysyłać cichą prośbę do spadającej gwiazdy
    POWODZENIA <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.