Pierworódka prawo ma!

Od czasu do czasu trafiam na innych blogach na wpisy związane z porodem, wspomnieniami ze szpitala i opisem pierwszych dni życia Waszych dzieci w szpitalu. Niektóre są zabawne, niektóre piękne, a niektóre to wyciskacze łez. Swój wpis dedykuję przede wszystkim Mamom, które pierwsze porody mają przed sobą, ale może Mamy bogate w to doświadczenie zechcą się ze mną podzielić swoimi wspomnieniami. Ostatnio na jakimś blogu (niestety nie pamiętam jakim!) przeczytałam, że Mamie przypomniało się, że trzeba podnosić dzidzię do odbicia po miesiącu karmienia 😀 Dodam, że owa dzidzia ma się bardzo dobrze 😉

O porodzie.

Rozważałam szkołę rodzenia, ale z racji leżącej ciąży nie mogłam w niej uczestniczyć. Rozważałam swoją położną, ale urodziłam 7 tygodni przed terminem, więc nie zdążyłam ogarnąć tematu. Poród był dla mnie przeżyciem ekstremalnym i wysiłkiem nadludzkim. Czy dostałam wsparcie? O tym będzie ten wpis.

Skurcze czułam już dzień przed porodem, ale wtedy oceniłam je jako przepowiadające, bez paniki i ze spokojem ogoliłam nogi i poszłam smacznie spać. W nocy miałam delikatne skurcze, ale za bardzo chciało mi się spać żeby ruszyć tyłek do szpitala. Rano skurcze ustały, była Niedziela Wielkanocna, więc pojechaliśmy na Śniadanie do Teściów. Moja Teściowa jak zwykle się napracowała, stół uginał się pod pysznościami, a ja NIC. No nic. Ni chlebka z masłem. Zachciało mi się tylko żurku. Pod stołem ściskałam rękę Tomka, on zerkał na zegarek – co 7 minut. Regularnie. Pojechaliśmy na ktg. Badanie wykazało regularne skurczyki. Lekarz zalecił zwiększenie dawki leków przeciwskurczowych i dużo odpoczynku. Puścił nas do domu, ale gdy wychodziliśmy poprosił jeszcze na badanie ginekologiczne. Podczas badania zrobił wielkie oczy, machnął na położną żeby podeszła i na palcu wyjął pessar, który miał trzymać szyjkę. Nie trzymał. Miałam już rozwarcie. Położna zaleciła uszykowanie łóżka na oddziale, lekarz zalecił uszykowanie łóżka na.. porodówce. Mąż w panice pojechał do domu po jakieś rzeczy, cokolwiek.

Trafiłam na sympatyczną położną, niestety zbliżała się pora zmiany, niestety na gorsze. Położne, które przyjmowały mój poród miały ciekawsze rzeczy do rozmowy niż mój poród. Nawijały o bułkach z Lidla i pieczeniu chleba. Wiłam się jak żmija na łóżku, a one zdawały się nic z tego nie robić. Mam wrażenie, że jedyną osobą, którą zajmowały moje uczucia był mój mąż i chwała mu za to, że dzielnie znosił moje krzyki i wyzwiska 😀 a było ostro. Ostatecznie poród zakończył się happy endem, więc i ja jestem szczęśliwa. Po 8 godzinach usłyszałam płacz mojego Synka i cały ból, położne, temperatura powietrza i dzień tygodnia nie miały znaczenia. Jednak olbrzymie znaczenie dla mnie, jak i pewnie dla Was, miały pierwsze dni z dzieckiem na oddziale.

Dzisiaj, kiedy oczekuję drugiego maleństwa, obiecuję sobie, że nie popełnię drugi raz tych głupich błędów, które popełniłam z niewiedzy i ze strachu o zdrowie Olka.

Czułam się głupia. Mimo iż przeczytałam obszerną książkę o ciąży i macierzyństwie i śledziłam milion portali, położne dzień w dzień wmawiały mi, że nie wiem nic. Zabrakło chyba wtedy przy mnie osoby, która potrząsnęła by mną i przypomniała, że JA JESTEM MATKĄ TEGO DZIECKA i muszę kierować się swoim instynktem. Ale kiedy pierwszy raz czujesz, że życie i zdrowie maleństwa jest zależne od dorosłych, dajesz sobie wmówić, że ktoś wie lepiej.

Kilka błędów.

Olek dzień po porodzie ważył 2 kilogramy. Leżał taki maleńki i bezbronny w inkubatorze. Cały w kabelkach, pod kroplówką. Serce mi pękało gdy słyszałam jak zamiast płakać – piszczy. Każdego dnia marzyłam by go przytulić, ale jego ciałko szybko się wychładzało, więc „dostałam go” kilka dni po urodzeniu. Rzecz jasna, że przez ten czas nie karmiłam piersią, bo jak? Gdy zapytałam o to położną parsknęła: „to nie odciąga pani???”. Nie miałam czym. Mąż zamówił kurierem laktator. Tymczasem położna rzuciła mi na łóżko elektryczną machinę i bez słowa objaśnień kazała odciągać pokarm. Efekt był taki, że po godzinie zamiast mleka do butelki leciała już krew.

Na wieczornym obchodzie dostałam jeszcze opieprz, że skoro nie odciągnęłam to chyba „nie rozumiem jak ważne jest mleko matki dla dziecka!!!” Leżałam i płakałam. Czułam się bezradna. Następnego dnia miałam gorączkę, więc okazało się, że nie urodziłam całego łożyska i muszę być łyżeczkowana. Musiałam zostawić dziecko na cały dzień. Znowu płacz.

Po 5 dniach od urodzenia nastał spokojniejszy czas. Wyjęto Olka z inkubatora. Tuliliśmy się cały dzień. Uczył się ssać. Nie było lekko. Jedna z położnych zasugerowała stosowanie silikonowych nakładek. Kupiłam je dużo wcześniej, ale gdy tylko je założyłam usłyszałam od innej położnej: „No wie pani!! Tak silikon dziecku do ust dawać!!”. Zbladłam, ale nadal ich używałam. Karmienie sprawiało mi przyjemność mimo poranionych piersi. Misiu pięknie pił, ale co z tego, gdy mimo moich próśb był dokarmiany.. sondą do brzuszka. Nie rozumiałam tego. Mijały dni, nie mogliśmy wyjść do domu, bo „nie karmię sama”, gdy chciałam karmić usłyszałam „mam tak w zleceniu, muszę dokarmiać!”. Więc gdy o północy nakarmiłam mojego Bączka o 1 w nocy położna zabierała go na dokarmianie. Nie miałam dostatecznie dużo siły by stanowczo odmówić takim praktykom.

Kolejny dzień. Położna na „dzień dobry” niezbyt delikatnie sugeruje, że ubieram Olka zbyt lekko, gdyż jest to wcześniak. 2 godziny później dostaję ochrzan od lekarza, że go przegrzewam. Głupieję. Pod poduszką CHOWAM SMOCZEK! Chowam go, choć przecież to moje dziecko i moja decyzja. Ale boję się, że znów ktoś mi zwróci uwagę. Przy wieczornej kąpieli proszę by umyto Olcia moim płynem, słyszę, że „wymyślam”. Chcę do domu. Bardzo.

Dostaję jeszcze kilka uwag. Że mam smarować wazeliną, a nie sypać pudrem. Że mam owijać tak a nie inaczej. Że mam prać tylko w płatkach mydlanych, a nie w Lovelli. Że mam Go odkładać na noc do łóżeczka. Że mam Go nie karmić (swoim mlekiem!) z butelki. Że wszystko źle i nie tak i jeśli nie przybierze to nie pójdziemy do domu! O!

Po tygodniu postanowiłam, że będę na wszystko przytakiwać. Rozbierać i ubierać, tylko niech nas wypuszczą do domu. Zadziałało. Na 10 dobę wyszliśmy do domu.

Złe decyzje.

Po kilku dniach w domu Olek wydawał nam się bardzo żółty, łącznie z białkami w oczkach, więc zdecydowaliśmy się, że wizytę kontrolną znacznie przyspieszymy. Mieliśmy rację, Olek miał wysoki wskaźnik żółtaczki, jeździliśmy na naświetlania. Robiliśmy je w składziku na szczotki. Stały tam stare meble, łóżeczka i było jedno krzesło na którym siedziałam jednym półdupkiem. Na wizycie usłyszałam „czy pani go w ogóle karmi ??? nic nie przytył!” Łzy napłynęły mi do oczu. Przez te dni Olek praktycznie nie odrywał się od piersi, ale gdy słyszysz „jeśli w ciągu tygodnia nie przytyje – dziecko wraca na oddział!!!” co robisz? Biegniesz co sił w nogach po Bebilon do apteki, bo przecież nie wyobrażasz sobie takiej sytuacji. Szkoda, że zabrakło wsparcia. Szkoda, że mój pokarm całkowicie zanikł po 2 miesiącach dokarmiania Bebilonem.

Mądrość Mamy i instynkty.

Moja rada dla Was, dla mnie samej… To Ty Mamo jesteś najlepszym opiekunem dla swojego dziecka. Nie daj sobie wmówić, że ktoś wie lepiej lub zna potrzeby Twojego dziecka. Co innego dobra rada, podpowiedź czy słowo wsparcia, a co innego robienie z Mam sierotek i zwracanie uwagi w podły sposób. Pierwsze dni na Świecie powinny być magiczne i bardzo mi przykro, że w naszym otoczeniu pojawiają się ludzie, którzy zamiast wsparcia serwują nam huśtawkę emocjonalną.

Ciekawostka.

Czy wiecie, że w niektórych krajach dzieci są kąpane dopiero kilka dni po porodzie? Wyciera je się tylko dokładnie, ponieważ uważa się, że warstwa śluzu świetnie odżywia, chroni i nawilża skórę dziecka. Ciekawe jak zareagowałaby położna w moim szpitalu na takie życzenie „proszę nie myć mojego dziecka, zrobię to za 3 dni” 😉 //dopisek. Z Waszych komentarzy dowiedziałam się, że podobnie praktykuje się już w niektórych szpitalach w Polsce! Może i w naszym coś się zmieniło przez te 2 i pół roku od urodzenia Olcia 😉

Powodzenia wszystkim brzuchatkom:)

//wszystkie zdjęcia są z okresu pobytu w szpitalu, robione telefonem dlatego przepraszam za jakość.

IMG_20120415_100618 IMG_20120417_074513 IMG_20120413_183723 IMG_20120411_153226 IMG_20120410_170648 IMG_20120409_120535 IMG_20120409_151752

Może też Ci się spodoba?

21 komentarzy

  1. Ja rodzilam 3 moich dzieci w Kanadzie Kazdy z porodow byl pieknym przezyciem wzruszajacym. Personel cudowny bardzo rodzinna atmosfera. W Kanadzie jest tak ze Pierwsza kapiel odbywa sie prawie po 12h od porodu:)
    Kazdej przyszlej mamie zycze cudownych przezyc podaczas porodu. Porod ma byc cudownym pieknym inntymnym przezyciem czyms co bedziemy mile wspominac.
    Pozdrawiam z Kanady:)

  2. przy drugim juz człowiek silniejszy i mądrzejszy. W szpitalu nie pozwoliłam dokarmiać, choc czasem mam wrażenie ze to rutyna dać butle. Umyli młodego na drugi dzień. Billirubina była na granicy górnej, ale lekarka przychodząc powiedziała: wypis jest juz gotowy, ale jeśli skoczy w gore, to wylądujecie w dziecięcym. No i wylądowaliśmy, bo mój mały „mulat” jakoś do rodziców nie pasował. Oprócz żółtaczki rozpoznanie „niedożywienie”, nikt nie słuchał, ze przy pierwszej ciąży pokarm pojawił mi sie w czwartek dobie wiec zapewne nazajutrz bedzie co jeść, bo póki co cos leciało, Pi na cycku non stop, ale widocznie waga spadała (choc podobno spaść moze do 10%, a u nas więcej nie było). Na oddziale dożywianie, co godzinę przez kroplówkę do żyły działka glukozy, młody nie chciał sie wcale budzić, bo i po co, na lozku do naświetlań ciepło, jedzenie samo wchodzi… Kolejnego dnia jak sie spodziewałam nawał na maxa, cyce jak donice, brak laktatora. A te mi mówią ze mam karmić, ciekawe jak jak nie moge dobudzić 🙁 ale sie zaparlam, kolejnego dnia zarzadalam widzenia z lekarzem prowadzącym i nakazałam odłączenie glukozy, posłuchali…pózniej było juz coraz lepiej, karmiłam do 10 miesiąca, póki ze swoim kręgosłupem nie trafiłam do szpitala i z racji przyjmowanych sterydów musiałam zaprzestać.
    Warto walczyć o swoje, warto byc świadomym swoich praw oraz warto mieć przy sobie dodatkowo osobę, która wspiera i jeśli ty nie masz siły przebicia u personelu, to ta osoba ci pomoże…

  3. Zgadzam się w pełni z Twoim podsumowaniem! Wiele przezyłaś i tylko mogę sobie wyobrażac jak Ci było ciężko. Niestety spotkałąm się z podobnym traktowaniem- i to nawet przy drugim porodzie bardziej, niż przy pierwszym. Różnica była taka, że gdy Laura się urodziłą to wzięliśmy płatny pokój z mężem, by mógł być on z nami przez 24 h na dobę. Wszyscy wtedy byli dla nas w miarę mili i myślałam, że to normalne. Ale gdy urodziłam Lilęi płatnego pokoju nie wzięłam to dopiero się przekonałam jak bardzo się myliłam. Jednej pielęgniarce nie spodobał się nawet kocyk (?!), w którym Lila była opatulona. I masz rację- każda gada co innego i same sobie zaprzeczają. Życzę Ci, by drugi poród był zdecydowanie lepszym przeżyciem.

  4. Ehhh… Właśnie leżę obok mojej malutkiej córeczki i dziękuję Bogu że trafiłam na porządny szpital położne z powołania i normalnych ludzi z sercem w tych pierwszych naszych dniach… Nam nikt porodu nie poganial położna Zaglądała co chwilkę żeby zapytać czy wszystko gra sprawdzić jak akcja później pomogła dzielnie przyjść na świat poczekala z przecięciem pepowiny aż krew przestanie tętnic… Owinela cieplutko Dzidzie i bez badania bez neonatologow pozwoliła nam cieszyć się sobą… Malutka nie zaplakala ani razu gdy lekarz ja zbadał zapytała czy chxe ja ubrać sama, ale umyto ja na drugi dzień pytając czy mam swój płyn i czy może też sama chce ja umyc… Ehhh mam nadzieję że i tym razem zdążę na czas do tego szpitala… To prawda to my jesteśmy matkami i my mamy prawo decydować o swoich dzieciach i robić co nam mówi dusza… Ale wśród takiego chaosu nie dziwię się że robimy wszystko żeby jak najszybciej opuścić to miejsce…

  5. A u mnie było odwrotnie. Panie na położnictwie – istne anioły. Co chwilę ktoś sprawdzał, czy czegoś nie potrzebuję (w stylu przeciwbólowe 😉 ), czy wszystko w porządku, czy sobie radzę, jak się zająć Młodym itd. Co innego panie z oddziału noworodków, które zajmowały się maluchami. Były jakieś mało kontaktowe i wyglądały na zmęczone życiem i pracą. O wszystko trzeba było się prosić. Na szczęście ten pierwszy kontakt był jednak z tymi fajniejszymi, więc traumy ze szpitala po pierwszym porodzie nie mam 🙂

    W czasie ciąży leżałam przez tydzień w szpitalu. Oczywiście standardem było przynoszenie leków i nie mówienie co to, a jak pytałam to dziwnie na mnie patrzyli, że niby po co mi to wiedzieć, bo przecież „i tak się nie znam”. Personel to też ludzie, więc gdyby nie moja wzmożona czujność (bo w końcu miałam w brzuchu moje dziecko), to zaliczyliby kilka wpadek. Aż wolę nie myśleć jakie by były konsekwencje :/

    I powiem Ci, że jednak duuuużo dają zajęcia na szkole rodzenia, dla tych które spodziewają się pierwszego malucha. Można się jednak oswoić z tematem i nabrać do tego dystansu. U nas dodatkowo położne kazały nam iść na „wycieczkę” przed porodem. Zobaczyć gdzie jest izba przyjęć, jak wygląda oddział itd. Jak już się zobaczy to wszystko wcześniej (oczywiście jak jest pusto i akurat nie ma „klientów” 😉 ), to człowiek się z tym bardziej oswaja i idąc pierwszy raz na porodówkę nie ma jeszcze dodatkowego stresu związanego z nowym miejscem i tym, że się nie wie dokładnie co i jak i gdzie. Ale.. choćby nie wiem ile szkół rodzenia zaliczyć, to i tak pierwsze dziecko w rękach, a nie w brzuchu onieśmiela. Choćby nie wiem jaką teorię znać i jak luźno podchodzić do tematu. Tak już jest i już.

    A na koniec pozostaje mi życzyć wszystkim przyszłym mamom asertywności! Tym, które będą rodziły ponownie też, nie tylko pierworódkom 🙂 I proponuję ją zacząć ćwiczyć już dziś! No, ewentualnie od jutra rana 😉

  6. Przeczytalam. I ciesze sie ze sie odwazylas na taki post. Ja rowniez przezylam taka traume przy pierwszym maluchu. A ze rodzilam za granica wiec stres byl podwojny bo „moze czegos nie zrozumiem” itd. Dzieki bogu nas wypuscili po 2 i pol dnia od cc. Wyblagalam polska pania doktor ze bede brala wszystkie leki w domu (dostalam infekcji) nawet zastrzyki oby tylko puscila nas do domku, bo tam plakalam dzie i noc przez takie uwagi…Teraz juz nie bede taka „sierotka”. Nie dam sie. Mam planowane cc i juz wiem jak mam postapic. Co z kp co z bobaskiem… dam rade:) i tutaj u nas rowniez nie kapia dzieci (U K) dopiero w domku sie kapie:) dziekuje ci za ten post. Wiem ze nie bylam sama w takiej sytuacji. A moze i on pomoze innym pierworodkom!

  7. Na mnie położne patrzyły wilkiem bo stałam i patrzyłam, gdy małego kąpały (w 3 dobie) 😀 bo nie pozwoliłam go dokarmiać 😛 Bo spał ze mną zamiast w mydelniczce. Oddawałam im go tylko gdy szłam się myć. Wypisałam się na własne żądanie. Do poradni neonatologicznej nigdy nie pojechaliśmy mimo fizjologicznej żółtaczki, bo zaufałam sprawdzonej pani pediatrze i temu, że przy kp bilurbina wolno spada. Teraz cieszę się ze swoich decyzji i wiem, że nie ma co pozwalać innym wejść sobie na głowę. To my jesteśmy matkami i to my wiemy jak chcemy wychować własne dzieci.
    Domi dużo siły teraz życzę :*

  8. Nie rodzilam jeszcze nigdy, ale tak strasznie mi przykro jak czytam co przezylas, cos strasznego, ze tacy ludzie pracuja i to w sluzbie zdrowia, jestem swiezo w temacie, bo moja siostra urodzila 2 tygodnie temu przesliczna coreczke w Krakowie i nie moze powiedziec ani slowa, opieka na najwyzszym standarcue a szpital panstwowy, mysle ze oplacenie poloznej to w naszym kraju akurat sprawa priorytetowa,bo ona duzo moze zdzialac i pomoc, a co do opieki zgadzam sie z Toba w stu procentach ze od tego jest mama, a Tobie sie troszke nie dziwie, jak czlowiek ma problemy w ciazy i rodzi sie wczesniak to na pewno sa tysiace obaw, ciesze sie ze juz potem wszystko potoczylo sie dobrze,pozdrawiam Cie cieplo

  9. Przykre jest to, że ci, na których się liczy w takim momencie, tak naprawdę nie sprawdzają się w swojej roli. Ja bardzo źle wspominam swój pobyt w szpitalu, i przed, i po porodzie. Na szczęście to był tylko tydzień. Ale tym razem też sobie postanowiłam, że ma być inaczej. Zaczęłam od zmiany lekarza i na tym etapie ciąży jestem zachwycona. Wtedy nie wiedziałam, jak powinna wyglądać opieka nad kobietą w ciąży. Teraz wiem, że napewno nie tak, jak wyglądała. Jak będzie z porodem, jeszcze nie wiem. Czy dam radę wrócić do szpitala, gdzie urodził się Filip czy zmienię go na inny, też jeszcze nie wiem. Mam jeszcze trzy miesiące i na razie zdaję się na lekarza, co on doradzi, ja wezmę pod wielką uwagę.

  10. Laura urodzila sie po terminie 5dni i ważyła niewiele więcej – szybko sie wychładzała i tez byla dokarmiana od samego poczatku ( mój pokarm zniknął po 3 miesiącach walki, zapaleń piersi, wizyt u laktatorki … i pojawiła się alergia) W szpitalu lezałam 2-3 dni przed porodem i o niczym nie byłam informowana – o niczym! skurcze miałam juz 24h wcześniej, ale do takiego bólu byłam przyzwyczajona przez miesiączki (baaaardzo bolesne), wiec nawet nie „zauważyłam” że rodzę. Zrobiono mi masaż szyjki, aby przyspieszyć – nic nie powiedzieli, domysliłam sie rok po porodzie jak analizowałam z doświadczoną mamą całą akcje – myślałam że to tak boli po prostu w ostatnim czasie 🙁 Cały dzien stękałam, ale byłam pewna że to przez to okrutne „badanie” z rana -> wieczorem poczułam, że cos sie „odetkało”, a pielęgniarki bezceremonialnie przebiły pęcherz z wodami…. myslałam, że wody to mi juz odeszły w pokoju, a to był tylko ten pierwszy korek. Bez pytania, bez słowa – przebiły. Od tego momentu 10h takiego bólu, że niestety dwa znieczulenia nie bardzo dawały radę. Pozycja leżąca, zakaz krzyczenia, beznadziejne komentarze co jakis czas, rodzenie na wyscigi, bo ze mną jeszcze 5 innych mam, a fotele tylko dwa! Zmiana załogi bo juz rano + ok 15ścioro równie przerażonych studentów co ja, wszyscy przed moim kroczem!!! Było mi wszystko jedno, bo na fotelu spedziłam pół godziny w spazmatycznych bólach i nikt nie pomyslał nawet o cesarce – po prostu w najgorszym momencie lekarka i położna wypchneły mi córkę w brzucha! To była taka trauma dla mnie, dla męża (i dla tych zielonolicych juz studentów), że dopiero po prawie trzech latach zdecydowalismy się na rodzeństwo dla Lauretki 🙁 Jeszcze w sam raz, ale moglismy wcześniej cieszyć się wiekszą rodziną. Teraz w ogóle nie myslę o porodzie – nie ma szans! Nie wiem kto za mnie urodzi, ale o to bedę martwiła się w danym dniu. Na szczęscie córcia nie pozostawia mi wiele czasu na rozmyslanie. Ps. Po urodzeniu łozyska usłyszałam: „zobaczcie to jest podwójne łożysko”. I nic więcej. Zero wyjasnień… zero. Wiem, że córcia owinieta była w pepowine i dlatego wszystko ciagneło sie i bolało.. wiem że zaczęła się dusić… wiem dziś tez że mogła mieć bliźniacze rodzeństwo i być może dlatego była taka chudziutka…. Ale nikt nie traktował mnie serio – nie raczył słowiem, usmiechem czy gestem. Takze dziękuję mezowi, że był – choć co chwila go wyzucano bo ine mamy też rodziły :-/
    Ps2. Na poporodowym faktycznie położne masakra. co zmiana to ciekawiej. Miałysmy dzieci przy sobie i zero pomocy już po kilku godzinach od porodu – byłysmy zmuszane do wstawania sobie po dzieci gdy płakalay bo były głodne. Nie chce wiedzieć jak maluszki były kąpane…:-( Od razu przypomina mi sie zdjęcie „idiotek” z wczesniakami w kieszeniach fartucha …. kojarzycie? skandal. Na prawdę ten zawód powinien byc pod większą kontrolą, a porody bardziej ludzkie! Gdyby nie studenki pielęgniarstawa odbywające praktyki na oddziale, byłoby okrutnie. Wiec i im wielkie dzieki :-*

  11. Przeczytałam jednym tchem, dodało mi to trochę pewności siebie, ale strach przed pobytem w szpitalu jest nadal – nawet nie przed samym porodem, ale całą tjegootoczką i przed ludźmi, na których trafię… 🙂

  12. Współczuję takich historii…ja rodziłam w Polsce w Poznaniu na św. Rodziny. Podczas przyjęcia do szpitala pielęgniarki,lekarze jakby w innym świecie kawki, herbatki, ploteczki jakbym im trochę przeszkadzała. Jak leżałam na ginekologii to czuło się takie schematyczne podejście do każdego ale nie było przy tym żadnego bagatelizowania pytań czy próśb. Nieustanne sprawszanie ktg, temperatury itp. Każda z dziewczyn na sali badana kilka razy dziennie. A na porodówce to już inny świat! Uśmiechy, odwracanie przez położne uwagi od bólu, studentki przejęte swoją rolą, piłki, przysiady- pomoc na 100% Lekarz tylko jakby taki nie pasujący. Wpadał na minute, pobierznie badał i wypadał wydając lakoniczne polecenia położnym. W moim przypadku (miałam wywoływany poród 12 dni po terminie i nic) miałam podawaną oxy, lekarz wpadł zobaczył brak rozwarcia i mówi ” tu to nic nie będzie! Dzisiaj kroplówka, jutro kloplówka i za 2 dni cesarka!” Byłam w szoku.. Wywoływanie skurczy przez oxytocyne boli jak każdy inny poród a on zakłada, że będę rodzić praktycznie 2 dni…Podejście na zasadzie coś mnie nie dotyczy to mam to gdzieś…Położna była przy tej rozmowie i po wyjściu lekarza powiedziała do mnie …Proszę się nie martwić rodzimy dzisiaj! I kazała mi wstawać, chodzić, skakać na piłce-pomagały mi 2 osoby (męża nie było bo spędził w szpitalu duży kawał dzieciństwa i unika jak ognia, a na widok igieł i krwii pada :)) Obok też widziałam dziewczyny, które zachęcano do chodzenia.
    I tak od tego momentu wszystko się ruszyło, położna po jakimś czasie zawołała lekarza, który był zdziwiony, że rozwarcie postępuje. Wcześniej zapytano czy chcę znieczulenie, w tej sytuacji uznano, że już czas je podać. Po wyjściu lekarza zadzwoniono po anestezjologa…skurcze były już na prawde silne, położna sprawdziła i powiedziała krótko Pani już rodzi dziecko, odwołujemy znieczulenie bo to tylko spowolni poród ja Pani pomogę,damy kroplówkę i będzie dobrze proszę się nie bać. Potem wszystko potoczyło się szybko..lekarz nie zdążył wrócić odebrać porodu…wszystko zrobiła położna-mój anioł! Informowała mnie na bierząco łącznie z tym, że zrobi nacięcie bo uważa, że jest konieczne z powodu wielkości dziecka. I dzięki Bogu bo jak się okazało córeczka miała owiniętą pępowinę wokół rączki i gółwki!
    Na późniejszą opiekę też nie mam co narzekać… Niektóre pielęgniarki i lekarki z powołania-pomagały bardzo! Inne nieco bardziej wpadające w rutynę, ale nikt nie miły. Pieluszki, ubranka, kremy wszystko na miejscu. Kolejne dziecko na pewno też tam urodzę.
    Powodzenia i trzymam kciuki za szczęśliwe rozwiązanie 🙂

  13. Ile ja bym chciała napisać pod tym wpisem… chyba zbyt wiele, żeby to robić teraz. Pomyślałam, jakby tu skrócić esej, który przebiegł mi przez głowe i dochodze do wniosku, po raz kolejny, że potrzebna jest nam, kobietom edukacja- i to nie edukacja, jak pielęgnować, bo to wiemy instynktownie. My potrzebujemy edukacji pod hasłem: „Mamo, masz prawo! mamo, umiesz! mamo, zdecyduj sama!” Mój poród i te dni po też postawiły mnie w tym miejscu, w którym jestem i to przez niego i dzięki niemu stałam się doulą. Poród zawsze czegoś uczy.

  14. Myślę,że większość kobiet ma jednak takie przykre doświadczenia podczas porodu i po….w polskich szpitalach( nie wiem jak jest za granicą).Podejście lekarzy i wiekszość pielegniarek,położnych jest okropna,nie można tego nazwać „opieką medyczną”. Nie wiem z czego to wynika-jakaś znieczulica po wielu latach pracy,brak wiedzy….myśle jednak,że opieki,pomocy,trochę współczucia nie uczą w szkołach,albo jest się lekarzem czy pielegniarką z powołania albo nie.Nie dziwię się,że tyle kobiet wybiera prywatne gabinety i kliniki połóżnicze,ale dla większości kobiet są to jednak marzenia i coś nieosiągalnego.
    Życze samych przyjemnych chwil podczas ciąży,pozdrawiam:)

  15. Oj tak to prawda, cho cu mnie w Anglii połozne bardzo [pomagały w karmieniu i opiece nad dzieckiem, były cudowane, ale za to w domu, to zle, to nie dobrze, była moja mam i teściowa, mój Olek ciagle chcial byc przy piersi, a ja zamiast sie temu poddac i lezec calymi dniami, chciala ugotowac, posprzatac, no bo co powie mama i tesciowa, ze leze calymi dniami? Ale z córeczką już mieszkaliśmy sami, liczyły sie dla mnie tylko dzieci, a porządek, obiad dla meza mógł poczekać i tak dzięki temu karmie juz 19 miesiecy, choc łatwo nie było, po miesiacy od porodu córcia wazyła 200g mniej,byłysmy przez to w szpitalu, ale nikt mi tam ani razu nie powiedział daj mieszanke, sama o tym zdecydowałam i do 5 miesiacz zycia dokariałam 150ml mm inaczej spadała z wagi, ciągle była na 9 centylu, a gdy rezygnowałam z dokarmiania np. na tydzien spadała zaraz na 3. A co do mycia dzieci to własnie w UK nie robia tego, wycieraja tylko malusza i tyle, ja myłam córcie w domu po 3 dobie życia, synka umyli w szpitalu po dobie. Oboje urodziłam przez cc 🙂 Także zgadzam sie z tekstem, nie dajcie sobą manipulowac, róbcie to co chcecie, co czujecie, drobne rady sa ok, ale nie strach przed kimś, ze Cie skrytykuje. Także drogie mamy trzymam kciuki za Was i Wasze decyzje 🙂

  16. Ja nie mam takich przykrych doświadczeń, ale chyba dlatego, ze rodziłam w Anglii. Tam, opieka szpitalna przed porodem, w trakcie i po (w moim przypadku) była super. Polozne sa tam dla Ciebie. Po cesarce miałam problem z karmieniem piersią, dziecko głodne, ja ledwo żywa, położna przychodzi i pyta czy zgadzam sie na podanie mleka modyfikowanego – nie zadaje pytań, nie ocenia, zgodziłam sie. Dziecko płacze – bierze je na ręce mówiąc, ze mama musi odpocząć. Jadła Pani – poproszę o śniadanie, musi pani cos zjeść. I wiele innych. Wazne jest nie tylko dziecko ( choc wiadomo, ze one jest najważniejsze), ale także matka. Zyczylabym sobie takiej opieki przy drugim dziecku 🙂

  17. Leze sobie w ostatnim szpitalu w jakim chcialabym sie znalezc w czasie porodu, choc ludzi spotykam cudownych, i czytam. Tez mam sporo zalu po moim porodzie i jeszcze tydzien temu bylam sklonna rodzic w domu narodzin, blisko szpitala, w tym samym budynku, ale jednak z sama polozna za ścianą i bez calej medykalizacji porodu, ze spokojnym kontaktem skora do skory, bez pospiechu i badaniu dziecka dopiero po pierwszym karmieniu. Takue marzenie wobec nierealnego na ta chwile porodu domowego. Choc moja obecna hospitalizacja moze mnie zdyskwalifikowac z takiej mozliwosci. Niemniej będę probowala przekonac odpowiednie osoby w grudniu.

  18. eh co racja to racja… ale mało która mama rodząca po raz pierwszy ma siłę by walczyć o swoje… ja swój pierwszy poród wspominam jako koszmar… 19 godzinny koszmar… bez znieczulenia bo jakżeby w miejskim szpitalu dali znieczulenie nie? na oksytocynie… zero radości – jedynie stres, spadające tętno dziecka, ból, łzy, wymioty, utrata krwi, przytomności… lekarz przy mojej głowie całą noc po porodzie…. usiadłam dopiero dwa dni po porodzie… hemoglobina 6,8 ale ordynator (nota bene parę miesięcy temu odwołany ze stanowiska) stwierdził, że nie zrobi mi transfuzji bo „poradzi sobie”. Poradziłam… z depresją, brakiem pokarmu z powodu silnej anemii, zakażeniem nerek przy okazji trudnego połogu, płaczącym dzieckiem z głodu (ale zakaz dokarmiania bo trzeba przystawiać, przystawiać, przystawiać, przystawiać….. ) brrrrr…. cudem moja córa (teraz prawie 6 letnia jest zdrowa i pięknie się rozwija – mimo niedotlenienia okołoporodowego)
    drugi poród choć po terminie, choć duuuże dziecko 3900g i 60cm… choć również wywoływany to zupelnie inne doświadczenie 🙂 nareszcie czułam radość z narodzin dziecka! bez stresu, poród dość szybki, bez utraty krwi, ja w świetnej kondycji, wiedziałam czego chcę, jak chcę i jak to wyegzekwować 🙂
    ach zachciało mi się trzeciego 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.