Słodyczożerni.

Już któryś tam raz zabieram się za ten kaloryczny post, ale serio nie wiem jak go ugryźć ;-) Nasze dziecko nie będzie jadło słodyczy – takie padały deklaracje zanim okazało się, że w sklepowej kolejce siedzi cicho tylko z ciastkiem w buzi. Ok, ograniczyliśmy słodkości tylko do tych maślanych herbatników. Niestety nie wszyscy mieli ochotę uszanować naszą decyzję i rodzina podtykała Olkowi to ciasto z kremem, a to serniczek, biszkopcik, słodzony kompot, znajomi wpadali ze słodkimi prezentami dla Olka… Wydawało się to nie do opanowania. Zdeklarowaliśmy więc nasze podejście głośno i wyraźnie i nawet na chwilę pomogło. Doszłam do wniosku, że słodycze były, są i będą ale ja jako Rodzic roszczę sobie jedyne prawo do ich aplikowania (tym bardziej, że sama lubię słodkie conieco). Ostatni weekend jednak spowodował, że postanowiłam znów zacisnąć pasa, nie tylko Olkowi, ale i sobie. Po tym jak młody zjadł całe Kinder coś tam, później odrobinę brownie i rogalika z dżemem złapałam się za głowę. Gdzie się podziały nasze zdrowe postanowienia?! Dlaczego jemy takie ścierwa?! Oficjalnie zaprzestajemy zapychania się w tygodniu i obiecujemy popełniać małe grzeszki tylko w niedzielę ;-)

A jak to jest u Was ze słodyczami?

p.s. Piękne zdjęcia zawdzięczamy… www.alpart.pl :*

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Może też Ci się spodoba?

9 komentarzy

  1. ach Ci ludzie! ja mam roczniaczkę i gdy ktoś podtyka jej coś słodkiego pod nos, wkraczam do akcji! Życzliwi zwykle patrzą się na mnie jak na wariatkę, bez zrozumienia dla moich postanowień tzw.3000 pierwszych dni. I podobnie tak jak Ty, zastrzegam sobie wyłączne prawo podawania jej słodyczy (w przyszłości) 🙂 w końcu czemu ktoś inny ma zbierać uśmiechy dziecka na które wspólnie pracujemy robiąc mniej lub bardziej przyjemne rzeczy, zmagając się z obowiązkami i…takimi tam? A tu taka postać pojawia się znikąd, wręcza batonik za 2 złote. Chociaż…nie miałabym nic przeciwko gdyby znalazła się taka dobra osoba/ciocia/jak-zwał-tak-zwał, która upiecze sernik z prawdziwego twarogu lekko słodzonego np.syropem klonowym… ale takich chętnych nie ma 🙂
    P.S. świetny blog! tak trzymać! (piękne zdj)

  2. Ja mam bardzo podobne postanowienie, jednak moje dziecko już zna smak słodyczy, kiedyś sama dorwała śliwkę w czekoladzie a ostatnio uraczyłam ja kawałkiem „kinder coś tam”. Wiem, że w przyszłości nie ochronię jej od słodyczy jednak mogę jej wyrobić dobre nawyki, np nie jedzenia słodyczy przed/ jako obiad… Lub ogólnie zachowanie umiaru. Oby wyszło z tego chociaż coś bo iadomo jak z postanowieniami przy dzieciach bywa….

  3. i u nas było podobne postanowienie, ale szybko zrozumiałam, że to bez sensu i to czysta hipokryzja.
    ja fanka i wielbiceilka wsztskiego co słodkie i czekoladowe miałabym powiedzieć dziecku nie i jeść po kątach.
    o co kaman? na pewno nie o to.
    Em je słodycze odkąd tylko mogła jeść biszkopty, herbatniki etc.
    i teraz ma do nich dostęp, ale woli szynkę, ser, owoc, warzywo.
    bo nie kusi ją ciastko, naleśnik czy kostka czekolady.
    z H będzie podobnie.
    a jeśli będzie zasiskanie pasa i ograniczanie to wszytskim, na pewno nie tylko dzieciom.

    1. No niestety nie mogę się z Tobą zgodzić, bo jestem pewna że gdyby dzieciom dać całkowitą swobodę to objadałyby się słodyczami do bólu! Może Twoje dzieci są inne, mój pożera każdą ilość i skutkuje to brakiem apetytu na cokolwiek innego typu obiad :<

  4. My również deklarowaliśmy całkowity ban na słodycze. Rzeczywistość zweryfikowała marzenia, choć na szczeście Bubal za słodyczami nie przepada i spożywa rzadko.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.